Gdym piérwsze pieśni, w lat moich zaraniu,
Słał, jak skowronki, nócić swojéj ziemi:
Nadzieja była w starszych pobłażaniu,
Nadzieja była w młodém zaufaniu,
Że wnet dojrzalsze pośpieszą za niemi.
O! i jak świetny był sąd téj starszyzny,
Na któréj wyrok naprzód stanąć miały!
Rycerze, Rajcy, Pasterze ojczyzny,
W podwójnych wieńcach lauru i siwizny,
Obywatelskiéj i śpiewaczéj chwały!
Nowa pieśń drżała przed dawnéj mistrzami,
Lecz ją ośmielał huf braci rowiennéj.
Geniusz w wodzu szedł gwiazdą przed nami;
Byliśmy silni wspólnemi siłami,
Wierzyli w tryumf swéj myśli plemiennéj.
I duch snać wieszczy nie zawiódł w nadziejach.
Aż zbytni zapał, i sztukę zbyt chłodną,
Po krótkich swaru i gwaru kolejach,
W dziedzinie pieśni — jak po stokroć w dziejach —
Miłość złączyła w harmonię zgodną. —
Gdzież dziś to grono mistrzów, towarzyszy,
Ojcowskich sędziów i obrońców bratnich? —
Najbliżsi sercu śpią w grobowéj ciszy;
Reszta rozpierzchła — czyż nawet dosłyszy,
Z ust przyjaciela, głos pieśni — ostatnich?
A wkoło twarze nowe mi i cudze.
Surowszy Czasu sąd i wymagania. —
Pieśni me! losem waszym się nie łudzę.
Nie śmiem ni poledz na waszéj zasłudze,
Ani od młodszych czekać pobłażania. —
Dość przeto będzie gwoli chęci mojéj,
Gdy dźwięk wasz może czyjeś serce wzruszy,
Do wyższych marzeń czyjąś myśl nastroi,
Czyjąś łzę żalu lub tęskność ukoi,
Echem z za świata zabrzmi w czyjéjś duszy. —
A wy, ku którym, okiem łzą zalaném,
Patrzę i tęsknię: duchy moje bliźnie!
Wam serce moje najlepiéj jest znaném:
Wy mi tam dajcie świadectwo przed Panem,
Czym, jak mógł, służył Bogu i Ojczyznie!
1859, Stycznia 26.
Nie dane było słyszeć dalszych pieśni
Tym, co słyszeli pierwsze nutki moje;
Gdzie przyjaciele teraz? gdzie rówieśni?
Przebrzmiał, ach! odzew pierwszy. Z bólem stoję
Wśród tłumu obcych, śpiewam tak, jak wcześniej,
Lecz od nich nawet poklasku się boję,
Ci, których śpiew mój cieszy zaś i dziwi,
Nie wiedzieć gdzie są, jeśli jeszcze żywi.
Z dziwną mi teraz tęsknotą ożywa
Świat duchów, cichy a poważny.