CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaKlemens Junosza

Klemens Junosza · Modernismo

Poemat chłopski

polaco

Arystokrato! nie kręć bardzo nosem,

Ale w cierpliwość serce swoje okuj,

Czytaj te zwrotki patetycznym głosem,

I wszelkich uwag przestań i daj pokój.

I ty bankierze, który na Libanie,

Pod cieniem cedrów pochowałeś przodki,

Co dziś ci służba mówi jaśnie panie,

A każdy hrabia składa ukłon słodki,

Nie krzyw się także na chłopski poemat,

I zechciej wstrzymać twoje oburzenie,

Bo życie chłopa godny pióra temat.

Któż wam mieszczuchom napełnia kieszenie,

Kto wam pszenicę sieje i kto orze,

Żyjąc jak uczy przykazanie Boże.

Kto len hoduje miękki i konopie,

Kto tłuste prosię przynosi lub kurę,

Wełnistą owcę i cielątko bure,

Jeśli nie zacne zdrowe ręce chłopie!

Hej! kapelusze z głowy zdjąć wypada,

Narodzie, głupią jakąś dumą zdjęty,

Patrz, oto idzie ojciec Kruk Jacenty.

Figura tęga, nie cienka, nie blada,

Zdrowiem mu kwitną ogorzałe lica.

Czapę z fantazyą nasunął na ucho,

A kiedy idzie, to bruk dudni głucho.

W prawicy trzyma brzozową kozicę,

A lewą rękę oparł na kalecie,

W której podobno sporo jest grosiwa.

Strzeże je chłopek — bo też to na świecie,

A zwłaszcza w mieście, rozmaicie bywa,

Czasem się złodziej przysunie znienacka,

I pracę ludzką w jednej chwili zwędzi.

Ale Jacenty to jest sztuka gracka,

Niech no z nim zacznie, kogo skóra swędzi,

Jak machnie ręką, to wnet w błocie starza,

Nawet miejskiego samsona-dryndziarza.

...............

Gdy się urodził, wnet go zawieziono,

Aż do kościoła, choć był mróz na dworze,

I tam go zaraz porządnie ochrzczono,

Jak każe święte przykazanie Boże.

A potem kuma, co szła zawsze przodem,

Wlała mu w gębę trochę wódki z miodem.

W kołysce leżał i wrzeszczał potężnie,

A matka piosnkę nuciła mu smętną.

Potem gdy łaził, to mróz znosił mężnie,

Nóżkę na błoto, śnieg, miał obojętną.

A w czwartym roku kazano dziecinie,

Z okropnym biczem pędzić w pole świnie.

Pędził więc oną krząkającą trzodę,

Przynosząc ojcu z pracy swojej myto.

Strzegł, by wieprz który nie wlazł czasem w szkodę,

W zielony owies, lub w groch, albo żyto.

Potem nabywszy wiedzy odrobiny,

Umiał wiatraczek wyrobić kozikiem,

Wykręcić głośną fujarkę z wierzbiny,

Na której grywał wespół z rówieśnikiem.

Już i przepiórki zręcznie w sidła łapał,

Już się na drzewo jak kot szybko wdrapał.

Potem już bydło pasał — albo owce,

Gnał na pastwisko, gdzie rosną jałowce.

Umiał motyką robić i grabiami

Władał nie gorzej niż literat piórem.

Nieraz śpiew jego zabrzmiał nad łąkami,

I ptaki leśne wtorzyły mu chórem.

Improwizował nieraz w nocnej ciszy,

Gdy na pastwisko ciężkie wygnał woły.

I zdało mu się wówczas, że coś słyszy,

Że jakieś cienie idą z za stodoły,

Że jakieś walki na niebie się toczą,

Że jakieś myśli młodą pierś mu tłoczą.

I dumał, o czem, sam nie wiedział, długo,

A dumy biegły z wiatrem, po nad strugą,

Nad pastewnikiem, nad łąką zieloną,

Aż powitały zorzę rozbudzoną...

Pan organista, mąż uczony srodze,

Chociaż nie chodzi w berecie, ni w todze,

Za gęś tuczoną, lub za garść pszenicy,

Otwarł mu wrota wiedzy tajemnicy.

Codzień potrosze i karta za kartą,

Nalewał w niego uczoności skarby,

I w elementarz naukę zawartą.

Mąż ów, co nos miał jak z czerwonej farby,

Uczył go także jak śpiewać w kościele,

I od łamania jakie zbierać ziele.

Kiedy dorodnym został już młodzieńcem,

Żadna robota nie była mu obca.

Nie jedna dziewa z kalinowym wieńcem,

Rada by była mieć takiego chłopca.

Bo to dorodny — serce miał gołębie,

I łapę silną i piękne wejrzenie,

I był jak jabłko czerwony na gębie...

Nie wyszukane dziewicze marzenie.

A kiedy młócił, to warczały cepy,

A kiedy tańczył dudniła podłoga,

A kiedy śpiewał — pieśń biegła gdzieś w stepy,

Bo to do ludzi był chłop i do Boga.

A i nie biedny — bo miał pół chałupy,

Parę wolików i kobyłkę siwą,

A wszystko zboże, gdy je zwiózł do kupy,

To już czyniło fortunę prawdziwą.

Bo miał co wywieźć na targ i jarmarki,

Aby za pracę wziąć należne myto.

Miał beczkę owsa, pół korca tatarki,

Trochę pszenicy — i jęczmień, żyto,

No i gotówki zaszytej w pęcherzu

Za jaki tysiąc dusił gdzieś w alkierzu.

Raz się Jacenty na łące przy bagnie,

Z swym sentymentem wyspowiadał Jagnie,

A potem poszedł do niej na zaloty,

I był przyjęty wśród szczerej ochoty.

Więc weselisko wyprawili huczne,

Na które padło dwa barany tuczne,

I marchwi mnogość i wszelkiej słodyczy,

Której me pióro słabe nie obliczy.

Dobrze się wszystko odbyło i składnie,

I suto bardzo i bardzo paradnie,

I wnet od chwili, gdy ksiądz wyrzekł słowo

Jagnę zaczęto zwać już Jacentową.

Dobrze im było w pracy i miłości,

W onej chałupie, wśród wiejskiej cichości,

Rośli w dostatek i ludzki szacunek,

Stale ich każdy omijał frasunek.

Mir wielki mieli we wsi — ba i w gminie.

Czas jako woda płynie wciąż a płynie,

Albo jak ptaszek na skrzydełkach leci,

Siwizną ludziom popruszając głowy;

I gwarno było w chacie Jacentowej,

Bo im dał pan Bóg dziesięcioro dzieci,

A pracowały wszystkie na zagonie,

Już od dzieciństwa jak woły lub konie.

.............

Ale tam nigdy pod tą nizką strzechą,

Skarg lub narzekań nie zabrzmiało echo,

Ale tam nigdy nie mówiono o tem,

Że ciężka praca zlewa czoło potem,

Że w żniwa słońce pali i dopieka,

Że socha wygnie silny grzbiet człowieka,

Że poświęceniem jest młócić w stodole,

Lub gnój widłami rozrzucać na pole.

.............

U nas inaczej — ej bo my panowie,

Mamy i nerwy i mózg inszy w głowie.

Z cywilizacyi pysznimy się wszyscy,

Mniemamy, żeśmy już i prawdy blizcy,

Żeśmy zbadali niezbadane rzeczy,

I głębie serca i duszy człowieczej.

Więc w tej mądrości, co nas pcha wysoko,

Jakoweś bielmo zaszło nam na oko,

Zabawkę, pracą nazywamy chętnie,

I odpoczynków poszukujem skrzętnie.

Mąż, który chodzi codziennie do biura,

I przez sześć godzin pali papierosy,

Mówi, że z pracy złazi z niego skóra,

O odpoczynek woła w niebogłosy.

I chce, bogaczów podążając śladem,

Odetchnąć trochę wsią, albo Karlsbadem.

Bo w ciężkiej pracy będąc ustawicznie,

Już się biedaczek zamęczył fizycznie.

W kantorze kupiec jęczy i upada,

Bo brzemię pracy strasznie go przyciska.

I spracowana także panna blada,

Która zna pracę zaledwie z nazwiska.

I spracowany literat, bo pisze

Kartkę poezyi, co do snu kołysze.

O poświęceniach słychać wciąż i pracy,

Bowiem wiek nastał powszechnych przechwałek,

I ci co piwa wypróżnią antałek,

Też spracowani idą spać biedacy.

I ten się zmęczył, co koncertu słucha,

I ten się zmęczył, co spożył kolacyę.

Więc chce wytchnienia dla brzucha, dla ucha,

I świat powiada, że ma świętą racyę.

I kamienicznik, (powiedzcież to komu),

Po zagranicę jedzie dla spoczynku,

Wytchnąć po pracy posiadania domu,

Na Nowym Świecie, lub na Starym Rynku.

Kapitalista jęki rozpoczynał,

Bo z ciężkiej pracy omal nie jest w grobie,

Zforsował biedak swoje rączki obie,

Kiedy od listów kupony odrzynał.

I wszędzie płacze, lamenta i jęki,

Wszystkich przygniata ciężkiej pracy brzemię,

Jakby świat cały wziął rydel do ręki.

I jak wyrobnik kopał twardą ziemię.

Tam tylko nigdy, pod tą chłopską strzechą,

Skarg lub narzekań nie brzmi nigdy echo.

Tam tylko nigdy nie mówiono o tem,

Że ciężka praca zlewa czoło potem,

Że w żniwa słońce pali i dopieka,

Że socha w obręcz wygnie grzbiet człowieka,

Że poświęceniem jest młocić w stodole,

Lub gnój widłami rozrzucać na pole.

Arystokrato! więc nie kręćże nosem,

Ale w cierpliwość serce swoje okuj,

Czytaj te zwrotki patetycznym głosem,

I wszelkich uwag przestań i daj pokój.

I ty bankierze, który na Libanie,

Pod cedrów cieniem pochowałeś przodki,

Co ci dziś służba mówi jaśnie panie,

A każdy hrabia składa ukłon słodki,

Nie krzyw się także na chłopski poemat,

Bo życie chłopów godny pióra temat.

Sigue explorando

Por su autor
Klemens Junosza · 83 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Podróż poślubna (Junosza, 1898)Poemat pełen akcyi →

Expediente

Autor
Klemens Junosza
Título
Poemat chłopski
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-poemat-chopski--klemens-junosza-dc3a44
Cita recomendada
Klemens Junosza, «Poemat chłopski», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-poemat-chopski--klemens-junosza-dc3a44.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.