CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAdam Mickiewicz

Adam Mickiewicz · Romanticismo

Podróżny (Goethe, przeł. Mickiewicz, 1882)

polaco

Niewiasto młoda, bądź błogosławiona,

I niech Pan Bóg błogosławi

Niemowlątku, co się bawi

U twego łona!

Pozwól mi na tym zrębie opoki,

Złożyć z siebie

Podróżne tłomoki

I odpocząć blizko ciebie.

Gościu! jakie was rzemiosło

W takim lata upale,

Po tej piasczystej skale,

Aż w nasze strony zaniosło?

Może wy kupcem jesteście,

I z towarami nabranemi w mieście

Zwiedzacie sielan mieszkania?

Gościu! ty z mego śmiejesz się pytania?

Towarów nie mam. Idę w blizkie miasto.

Już wieczór dzienną ochłodził pogodę,

Pokaż mi, śliczna niewiasto,

Krynicę zkąd pijesz wodę?

Tam, kędy skały wyżyna

Idź daléj... a ta drożyna

Wiedzie do świetlicy

GdzioGdzie mieszkamy,

Do krynicy,

Zkąd wodę mamy.

Widzę, przemyślnej ręki ludzkiej ślady,

Pośród zarośli cienia:

Bo nie mogła skał związać w tak porządne składy

Rozrzutna dłoń przyrodzenia.

Daléj, wyżéj...

Mchu powłoka

Okryła sklepienia łuki;

Poznaje ciebie twórczy duchu sztuki:

Twą pieczęć nosi opoka.

Daléj, pielgrzymie...

Tu depcę napisy...

Daremnie czytać, zatarły się rysy,

Któremi twórca tej arcy sztuki

Chciał swą pobożność wsławić pomiędzy prawnuki.

Pielgrzymie! ciebie zadziwia

To na kamieniach rosnące ziele?

Tam wyżej, gdzie się droga zakrzywia,

Jest przy mej chacie kamieni wiele.

Wyżéj?

Zaraz na lewo,

Gdzie wśród krzaków wyższe drzewo.

Tu!

O Gracye! O Muzy!

Widzisz naszą gospodę?

Świątyni gruzy.

Niżéj na boku,

Słyszysz szum potoku?

Ztamtąd czerpiemy wodę.

Dotąd w całej życia sile,

Roztaczasz skrzydła na twej mogile

O gieniuszu dzielny!

Chociaż twoje arcydzieło

W około ciebie runęło,

Tyś nieśmiertelny!

Zaczekaj, zaraz z gospody,

Przyniosę kubek do wody.

Powiewna bluszczu szata

Boskie kształty oplata.

Ze stosu gruzów, jakby ze złamanej trumny,

Jeszcze ku niebu dążycie społem

Dwie bliźnie kolumny.

Tam siostra wasza sama stoi między groby;

Posępny mech nad waszem wywinął się czołem.

Patrzycie z uroczystej wyrazem żałoby.

Na szanowne postaci

Waszych sióstr i waszych braci,

Zwalone pod nogi,

Wbite do ziemi

Między ciernie, między głogi!

Wysmukła trawa powiewa nad niemi.

O! niewdzięczne przyrodzenie!

W takiejże u ciebie cenie

Arcydzieł twych arcydzieło?

Nieczule łamiesz własne świątynie,

I siejesz na ich ruinie

Głogi!

Jak moje dziecię usnęło!

Gościu, czy zechcesz u nas w komorze

Odpocząć, czy tu na dworze?

Jak miły chłodek! Biegę do strumyka;

Weź tymczasem na rękę mojego chłopczyka,

Śpij, me złoto! śpij, mój synku!

Słodki dziecka spoczynku!

Święta niewinność i święte zdrowie

Kołyszą z lekka jego wezgłowie.

O, chłopczyku poczęty

Na świętej przeszłości grobie,

Niechaj przeszłości duch święty

Spocznie na tobie!

Kogo duch jej okryje

Skrzydły czarownemi,

Ten z boskiem czuciem na ziemi

Każdego dnia użyje.

O! ziarnko lube,

Wschodź i wypływaj

Na wiosny chlubę,

I towarzyszów głowy twym majem okrywaj!

A kiedy się kwiat okruszy,

Niech jak z rodzajnego drzewa

Pełny owoc wypłynie z głębi twojej duszy,

I przed oczyma słońca dojrzewa.

Oby życzenie twe spełniły nieba!

Jeszcze śpi mój maleńki?

Do wody na zakąskę niemam nic prócz chleba.

Dzięki i za to, dzięki!

Jak tu, w koło mnie na całym świecie

Zieloność i kwiecie!

Mąż mój wkrótce powraca

Do chaty; w polu skończyła się praca:

Mój gościu, zostań do wieczora w chacie;

Wieczerzaj z nami

Wieśniakami.

Więc tu mieszkacie?

Tam na gruzach tej wielkiej, połamanej bramy,

Chatka niedaleka;

Ojciec nieboszczyk z gruzu wymurował

I nam darował;

Tam mieszkamy!

Wydał mię za mąż za dobrego człeka,

I umarł na naszem ręku...

A, moja duszko, już spałeś do woli!

Patrz jak wesół, jak swywoli!

A, ty błazenku!

O! ty naturo, wiecznie płodna matko!

Wszyscy żyjący równie tobie mili:

Chcesz aby wszyscy żyli i użyli!

Wszystkich zarówno uposażasz chatką.

Jaskółka górne osiada pałace,

Do gzymsów gniazdo przyczepia,

Nie wie, jakie dłuta prace

Zasklepia.

Gąsiennica przędziwem obwinęła kwiatki.

I w nich na zimę tuli swoje dziatki.

A ty człowieku,

Między wspaniałe wyłomy

Przeszłego wieku,

Nikczemne domy

Stawisz sobie:

Używasz życia na grobie. —

Bywaj mi zdrowa szczęśliwa niewiasto!

Koniecznie chcecie iść w miasto?

Niech łaska Boga

Ciebie i dziecię w zdrowiu i szczęściu zachowa.

Bądź zdrowa!

Szczęśliwa droga.

Tą ścieżką z prawej strony,

Jeśli się nie mylę

Trafię do miasta?

Tak jest, do Werony.

Jak stąd daleko?

Dwie mile.

Bądź zdrowa!

Przyrodzenie, wzywam twej opieki,

Na przeszłości mogile

Zbłąkany pielgrzym daleki;

Ty przed północy powiewem

Prowadź mię w ciche ustronie,

W południe okryj mi skronie

Laurowem drzewem.

A gdy z dziennych trudów końcem

Wrócę na spoczynek

Do mej chatki, zachodniem ozłoconej słońcem:

Niech mnie powita,

Taka piękna kobiéta,

I taki na ręku synek!

Sigue explorando

Por su autor
Adam Mickiewicz · 173 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Pieśń żołnierza (Mickiewicz, 1899)Poezye Adama Mickiewicza — Lilie →

Expediente

Autor
Adam Mickiewicz
Título
Podróżny (Goethe, przeł. Mickiewicz, 1882)
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-podrozny-goethe-prze-mickiewicz-1882--adam-mickiewicz-dac88d
Cita recomendada
Adam Mickiewicz, «Podróżny (Goethe, przeł. Mickiewicz, 1882)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-podrozny-goethe-prze-mickiewicz-1882--adam-mickiewicz-dac88d.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.