801
Czytałem kiedyś wielkie porównanie...
Jak wystawiony na niebieskie rosy
Pielgrzym, gdy ze snu głębokiego wstanie,
Listek uwiędły, co mu spadł na włosy,
5Odrzuca z czoła: — takeś Ty skaliste
Nakrycie grobu precz odrzucił, Chryste!
802
Lecz kiedy przyjdzie zmartwychwstanie ludu,
Kiedy się skończy sen pełny omamień,
Jakiegoż trzeba będzie wtenczas trudu,
10Aby odwalić nasz grobowy kamień?...
Ów marmur, pełny naszych cierpień rytych,
Na którym modlą się dzieci — zabitych?
803
Patrząc na oczy pełne błyskawicy,
Na czoło króla płomieni brązowe,
15Pytałem znanej mu już tajemnicy,
Bo sam odwalał kamienie grobowe
Z grobu uśpionej głęboko ojczyzny;
Musi znać leki — bo zna wszystkie blizny.
804
Pytałem Greka — ale w nim już nie ta
20Z kradzionym ogniem pierś Prometeusza!
Moje pytanie było, jak Hamleta
Metafizyczne słowo — czy śni dusza?
Kładzione zawsze na grobach od wieka,
Nierozwiązane dotąd przez człowieka.
805
25Chciałem mu nadać wielkość Waszingtona,
Mojem pytaniem na zbawcę pasować;
Bo też mu złotych brakło milijona,
A mógłby spalić Stambuł, zamordować
Tylu wezyrów, tyle krwi wytoczyć,
30Że Sułtan miałby gdzie pióro umoczyć,
806
I czem podpisać na wolność firmany,
I Kanarisa odesłać z krainą
Temistoklesa, przez drewniane ściany
Zdobytą. Dzisiaj Bigny — Navarino
35Kanarisowi wykradły jak Paris
Helenę sławy. — Czy cierpi Kanaris?
807
Nie wiem... Czy orzeł kiedy myśli o tem,
Że kiedy w zimie słońce zda się nizko,
Mógł o południu natężonym lotem
40Dolecieć — patrząc oczyma w ognisko
Niebieskich krain? — myśl głupia dla ludzi,
Lecz może dręczyć orła, co się nudzi...
808
Ale powtarzam, myśl głupia dla świata
Mogła się przyśnić orłowi na skale,
45Lub temu z ludzi, co jak orzeł lata...
Dosyć! — cygaro hawańskie zapalę
Temi strofami, które nie są odą
I do niczego mądrego nie wiodą.
809
I właśnie takie ciężkie i nietrafne
50Z ust wychodziły moich parabole,
Kiedy żądałem, by słowa, jak Dafne,
W laur przemienione kładły się na czole
Zapomnianego przez ludzi Greczyna;
Lecz że świat taki — to nie moja wina.
8010
55Możebym także chciał, (to wszystko mary),
By jaki człowiek, spotkawszy w ulicy
Moją figurę... włożył okulary...
Po dyabła nosić sławę w tajemnicy?
Cieszył się Dante, gdy przekupka rzekła:
60Patrzcie! ten człowiek dziś powrócił z piekła.
8011
Ja bardzo lubię sławę popularną,
Lękam się bardzo wymuskanej sławy;
Dlatego każę na bibułę czarną
Bić nowe dzieło — gołe, bez oprawy;
65I wyjdzie na świat książeczka pokorna,
Jak gdyby z pod pras Bogumiła Korna.
8012
O moja głupia Muzo, zapominasz
Uszanowania winnego księgarzom!
Ja nie znam Korna — mówią, że luminarz...
70A zaś skład jego podobny cmentarzom,
Gdzie sobie cicho autorowie leżą,
Co lato ziemią przysypani świeżą.
8013
A czasem zajrzy Bogumił na cmentarz,
Patrząc, czy kiedy nie zjadł się w letargu
75Jaki kalendarz albo elementarz;
A kogo kocha — tego na świat targu
Drukiem prowadzi... i stawia za kratą,
Wieńcząc go świeżą laurową erratą.
8014
O mój księgarzu wrocławski, o Kornie,
80Dokończ tej strofy!... dalibóg zaczęta
I pindarycznie, żywo i wytwornie;
Lecz moje pióro nigdy nie pamięta
O drugim wierszu... wbrew dawnej przestrodze
Nim pierwszą stawisz, myśl o drugiej nodze.
8015
85Tak chciał Feliński; wiersz skomponuj drugi,
A potem pierwszy dosztukowuj zgrabnie;
A będą mocne — i łańcuch się długi
Nie przerwie nigdzie, nigdzie nie osłabnie;
Na takim niańki uwiązani pasie
90Chodzą dawniejsi wieszcze po Parnasie.
8016
Lecz ja... Dobranoc!... Jutro zorza złota
Ujrzy mię w siodle i na Rossynancie,
Tam, gdzie Cerwantes, autor Donkiszota,
Utracił rękę — mój obraz w Lepancie
95Będzie odbijał się tak lazurowie,
Jak cień Quichota w Cerwantesa głowie.
8017
Naprzód malować trzeba kawalkadę,
Która nad brzegiem Lepantu pomyka.
Guid jedzie przodem, a ja za nim jadę...
100Lecz wam opiszę pierwej przewodnika,
Który albańskie rozwiawszy wyloty,
Jechał na koniu, gdyby motyl złoty.
8018
Na kapeluszu słomianym miał mycę.
Do roziskrzonych podobną płomyków;
105Ze sztuki płótna marszczoną spódnicę;
Gadał mozajką dziesięciu języków;
Śmiał się jak dziecko — a dzieckiem był prawie,
Śpiewał — jak polny konik śpiewa w trawie.
8019
Twarz jego młodą gdzieś widziałeś we śnie,
110Może na jakim widziałeś rysunku,
Gdzie młody Greczyn, wysłany zawcześnie
Z ojcowskiej chaty w wojennym rynsztunku,
Patrzy na Turków oczyma tygrysa...
Na litografii zgonu Botzarisa.
8020
115Są twarze w ludach powszechne, c'est tout clair —
Tłómaczyć przyczyn byłoby to wstydem;
Wreszcie opisze go wam książę Pückler-
Muskau — co z naszym podróżował guidem
I pokazywał swą karykaturę
120Grekom, wylazłszy na Parnasu górę;
8021
Który się nie kładł spać, aż biła czwarta;
Który chciał' ogród założyć niemiecki
W guście angielskim tam, gdzie była Sparta;
Dla Bawarczyków pozawieszać niecki,
125By się hojdając, z krainy Likurga
Mogli przenosić myślą — do Strasburga;
8022
Który — to zawsze mówię o tym księciu,
Niechaj pamięta autor o autorze —
Który zasnąwszy wieczór w przedsięwzięciu,
130Zbudzony — spytał się: w jakim kolorze?
A rząd bawarski, myśląc o sadzonym
W Sparcie ogrodzie — powiedział: w zielonym...
8023
Który się na to obraził... i chwilę
Zastanowiwszy się — po kilku chwilkach
135Tak zadrżał gniewem, że wszystkie motyle
Na kapeluszu siedzące na szpilkach
Zaczęły spadać i kłuć w nos Ottona.
O zemsto... mówią, żeś słodka — ty słona!
8024
Zwłaszcza, gdy ciebie Pückler w sól attycką
140Całą osypie... i da na zabawkę
Figurę wroga — pod Momusa mycką,
Osolonego solą — jak pijawkę —
Tak się zapewne kręcić i wić będzie
W dziele... pan Otton... na króla urzędzie.
8025
145Lecz kłaniaj za to ogrodowi w Sparcie;
Ziemia gruzami pozostanie skalna...
Sparta zostanie na światowej karcie
Spartą... historya straci naturalna
Na jakim kwiatku, co ma kształt pantofli,
150Lub na rodzaju spartańskich kartofli.
8026
Adieu, Pücklerze, bo mi nie do uszu
Twe imię, w rymów sadzone ogrodzie;
Podróżuj w twoim wielkim kapeluszu,
Co tak wygląda, jak żagiel na wodzie,
155W górach jak tarcza okrągła Pelida,
Nad ruinami bogów... jak egida...
8027
Bądź zdrów! — a jednak miałbym prośbę małą
Do Waszej Mości książęco-autorskiej,
Ażebyś także moje grzeszne ciało
160Na koniu skreślił — na szkapie cecorskiej...
Tak musiał niegdyś Żółkiewski ponury
W trzy dni po zgonie straszyć grzeszne ciury...
8028
Trudno znać siebie, powiada przysłowie;
A ja powiadam: trudniej widzieć siebie
165Przez te szkła biedne, które w naszej głowie
Oprawił Stwórca — kryjąc się na niebie
Tak, że choć błękit przenikniecie do dna,
Skryta wam jedna rzecz... widzenia godna...
8029
A druga także rzecz bardzo ciekawa
170Dla nas — my sami... także nam ukryta;
Szczęściem, że wierne zwierciadło i sława
Często niewierna — wszak wiecie kobiéta —
Dopomagają nam szkłem i umysłem
Patrzeć na siebie... i są szóstym zmysłem.
8030
175Dlatego bardzo i gorąco żądam
Widzieć się kiedy w gazet artykule
Takim, jak jestem — albo jak wyglądam...
Tymczasem muszę całą ziemską kulę
Przebiegać sobie samemu nieznany
180Z twarzy i z głowy... niewymalowany.
8031
Szczęśliwy Józef Poniatowski (czyli
Szczęśliwy, gdyby nie umarł), że widzi
Siebie samego w najciekawszej chwili
Na każdej ścianie. — A niech nikt nie szydzi
185Z tej strofy, bo ją skończy myśl Solona:
»Nie mów, że człowiek szczęśliwy — aż skona.«
8032
Zaprawdę ja wam powiadam, co rzekły
Przedemną usta filozofów wielu,
Ze... Lecz nadzwyczaj staję się rozwlekły;
190Więc nic nie powiem — i prosto do celu,
Nie zatrzymany strofą ni morałem
Na moim koniu biednym pędzę czwałem.
8033
Hop! hop... jak upior... obracam tak nogi,
Że kwadratowe tureckie strzemiona
195Kolą w bok konia jakoby ostrogi,
A moja szkapa z wiatrami puszczona
Pędzi, jak gdyby czuła żłób koniczyn;
Lecz wtem zwolniłem kroku... dla trzech przyczyn.
8034
Primo: towarzysz mój, (a tu mi skłonno
200Aż do łez, pomnąc na konia strukturę),
Był jako człowiek, który idzie konno;
A kiedy biedne zwierzę szło pod górę,
I chociaż mogło iść o własnej mocy,
Jeździec udzielał mu swych nóg pomocy.
8035
205I tak się razem nieśli. O widoku
Rozczulający! łez nie pojmie profan.
A jako niegdyś w błękitnym obłoku
Sokrata skreślił błazen Arystofan,
Latającego po niebieskim sklepie
210Na żółwia nogach, w szyldkretu czerepie, —
8036
Tak ja po greckich w gimnazyum naukach
Mógłbym podobną ubawić was sceną,
Wymalowawszy na głębokich jukach
Ukochanego filozofa Zeno...
215Który w tej chwili przez niemożność skoku
Był pierwszą z przyczyn, że zwolniłem kroku.
8037
Druga z tych przyczyn była także cnotą
Filantropiczną: właściciele koni
Za kochanymi końmi szli piechotą;
220Jeden, jak Turek, miał turban na skroni,
Drugi, jak ojciec podobny do syna,
Belwederskiego miał twarz Apolina.
8038
Trzecią z tych przyczyn, dla których wstrzymana
Wietrzność mojego była wiatronoga,
225Oto że nagle ja i karawana
Przyszliśmy, gdzie się zakończyła droga
Przeszkodą — wprawdzie dla Mojżesza małą:
Z tej strony morzem, a z tej strony skałą.
8039
Więc wszystkich świętych wezwawszy i biesa,
230Rzucam się w morze... czy w cuda wierzycie?
Z fali stracona ręka Cerwantesa,
Jak cień wielkiego nosa na suficie
Wyszła, figowe pokazując godła
Światu — a mnie zaś przez fale przewiodła.
8040
235I opryskani falą o brzeg bitą,
Na popas w małym stanęliśmy khanie;
Tam z głową senną, cieniem drzew nakrytą
Inni spoczęli przy chróścianej ścianie,
A ja, niespity napojami maku,
240Znalazłem grotę — w rododendrów krzaku.
8041
Na samej wstążce srebrzystego żwiru,
Co się nad morzem pod krzakami winął,
Jak sztuczna biała oprawa szafiru,
Spocząłem... i wzrok na błękicie zginął
245I myśl smutniejsza przyszła mię kołysać,
Niż myśli, które chcę i mogę pisać.
8042
Smutna! Myślicie, że grzechów siedmioro
Przyszło mię dręczyć — lub łza emigranta?
Nie! — Ach, myślałem, że już madreporą
250Stało się ramię biednego Cerwanta,
Ramię nieszczęsne, które zaczynało
Czuć, że się jakiś duch oblekał w ciało...
8043
I urodzony w Cerwantesa głowie
Będzie radością wstrząsał wszystkie nerwy;
255Ramię, co było w romansu połowie,
Potem doznało takiej wielkiej przerwy,
Jak kiedy zabrzmi trąb dziesięć tysięcy,
Potem milczenie... nic nie słychać więcej.
8044
Dziwnie utracić jaki ciała członek
260I myśleć potem, że już leży trupem,
Ze już w nim żadna z kosteczek ni z błonek
Nie myśli o nas... i stała się łupem
Robaków — a zaś dusza pełna sromu
Do ciaśniejszego przeniosła się domu.
8045
265Dziwnie być musi płakać nad cząsteczką
Własnej mogiły i czyśca męczarnie
Od niej odwracać... bo jeszcze jest sprzeczką,
Czy dusza za nas płaci solidarnie;
Czy członek, co się na ciała pogrzebie
270Nie znajdzie, w piekle zapłaci za siebie...
8046
A tu-bym bardzo mądrze i głęboko
Dowiódł, że kiedy nasz Zbawiciel kazał
Wyłamać rękę lub wyłupić oko...
Więc trzeba, abym tę strofę przemazał,
275Bo jej dokończyć, jak chcecie, nie mogę,
Bo osiodłany koń... i ruszam w drogę.