CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJuliusz Słowacki

Juliusz Słowacki · Romanticismo

Piramidy

polaco

Wyjechałem z Kairu dziś ze słońca wschodem,

Mgła biała nad palmowym Kairu ogrodem

Kryła mi złote słońce... i łzy brylantowe

Zawieszała na palmach; a gmachy różowe

Zorzą mglistą, tysiącem wieżowych promieni 5

Przesuwając się w tajnej ogrodu zieleni,

Odchodziły gdzieś na wschód. Oślątko me chyże

Leciało, aż się w starym oparłem Kairze.

Łódka stała u brzegu, wsiadłem do niej — płynę.

Za Nilem widać było zieloną równinę; 10

Po obu stronach domki białe, pełne krasy;

Za domkami dwa wielkie daktylowe lasy,

Między lasami przestwór i na tym przestworze

Trzy piramidy — dalej żółte piasków morze

I niebo blade — czyste, jak Ptolomeusza 15

Krąg z kryształu... Na oczach usiadła mi dusza...

Przez Nil cichy prędkimi przeprawiony wiosły,

Wysiadam... już zbliżone daktyle przerosły

Czoła dumne piramid — zniknęły pomniki

I tylko las błędnymi pocięty promyki, 20

Wystrzelony pod niebo, koronami szumny,

Jak przysionek piramid bogaty w kolumny,

Przy ludzkich dziełach ręką zasadzony Boga...

I trzy godziny trwała pełna dumań droga,

I więcej, bo Nil jeszcze nie wrócił do łoża. 25

Przepływałem jeziora — aż na piasków morza

Wyniosło mię oślątko... Na piaskowym wale

Stały przedemną gmachy błyszczące wspaniale.

Twarzami obrócone do słońca — i do mnie.

Patrzałem na nie — potem na siebie... Jak skromnie 30

Wyglądałem przy grobach takich! na osiołku,

W pustyni piasku, w każdym topiący się dołku.

Bliżej — z pokorą wszystko opisywać muszę —

W dolinie piasku stoją trzy drzewa: dwie grusze,

A we środku spleciona z kilku palma jedna. 35

Chociaż w piasku, zieloność je kryje nie biedna;

Jak szmaragdy się błyszczą stojące na straży

Przy dolinie piramid. Szczęśliwy, kto marzy

Pod liściem rozłożystym tej szerokiej gruszy,

Gdy lawiną kamieni grobowiec się kruszy 40

I spada z wielkim hukiem.

Na białym kamieniu

Siadłem strudzony w drzewa szerokiego cieniu;

Myślałem, jak ten wąwóz cały piasków przebrnę?

Co czuć będę? i oto... jakieś mrówki srebrne

Pod nogami ujrzałem grzebiące się w piasku. 45

Wziąłem do rąk stworzenie perłowego blasku

I bawiło mię małe, jak ziarenko żyta...

A domek ich, jak ślady końskiego kopyta,

Obłożony wałami w budowę półkolną,

Przejrzałem cały — potem puściłem je wolno 50

Obie do rozbitego sarkofagu żłobu,

I wstawszy, szedłem prosto do Cheopsa grobu.

A kiedym był u piasków przebytych połowy,

Wzniosłem czoło — spojrzałem górą ponad głowy.

I nie mogłem oczyma dolecieć do szczytu 55

Grobów, co uleciały w krainę błękitu.

A więc oczy ogromem piramid odparte

Spuściłem... W koło były grobowce otwarte,

W których i proch umarłych dawno powymierał.

Sfinks czarną Kopta twarzą nad piasek wyzierał, 60

I straszna była dzikość grobowej doliny.

Wtenczas wypadli słońcem wyschli Beduiny,

Bronzowi, w białych płaszczach, jak grobowe sępy,

I porwały mię czarnych szatanów zastępy,

I wiedli z krzykiem w groby od wieków milczące, 65

Paląc pochodnie — blado na słońcu płonące.

Nim doszedłem zaściennej piramid ulicy

Schyliwszy się podniosłem kamień soczewicy,

Która dawniej karmiła królów robotniki

I stała się pomnikiem pomiędzy pomniki; 70

Ta sama kształtem, tylko wosku wziąwszy białość,

Dziś — różniąca uczone głowy — skamieniałość!

Postrzegłszy, żem krainę głazów ruszał senną,

Jakby mi chcieli w piaskach zadać śmierć kamienną

Araby mię w grobowcach otoczyli gęściej, 75

A każdy trzymał granit ważony na pięści. —

Od nowej się napaści obroniłem skoro,

Głaz pamiątek kupiwszy za para pięcioro.

I szedłem z Arabami w piramidy łonie

Szukając drzwi — te były na zachodniej stronie. 80

Przed drzwiami do nizkiego podobną pagórka

Piramidę maleńką ma Cheopsa córka.

Stanąłem — tak pokornie tu się położyła

Przy mogile ojcowskiej dziecięcia mogiła,

Że łzy miałem na oczach... 85

W piramidy ścianach

Jest otwór, gdzie do grobu wchodzisz na kolanach.

Arab z pochodnią wpełznął i zniknął. Musiałem

Synom stepów się oddać i z duszą i z ciałem.

Dwóch zaprzęgło się do mnie, dłonie wzięli w kleszcze

Trzeci lazł rakiem, świecąc, a czwarty mię jeszcze 90

Popychał — i w ciemnościach mnie gmachu pogrzebli

I ślizkimi kominy, bez schodów i szczebli,

Wiedli w górę, aż wreszcie mogłem ponie głowy,

Obaczywszy się żywym w Komnacie Królowéj,

I dalej korytarzem trumnianego ula 95

Pełznąc, obaczyłem się w Sali trupa Króla

Blask pochodni się lekko po ścianach rozpłonił.

Sarkofag próżny — ręką uderzyłem — dzwonił,

Jak rzecz pusta...

Wyszedłem z granitowej skały

Jak senny, zadziwiony dniem, co świecił biały, 100

Palm zielonością, piasków oświeceniem złotem,

Westchnąłem z głębi piersi... za niczem... a potem

Obróciwszy się, czarne zapytałem guidy,

Gdzie — którędy się idzie na szczyt piramidy?

Pokazali mi lewy brzeg nie równo zlany 105

Z ciemnej, nieoświeconej promieniami ściany.

Przemierzywszy, jak czynią podróżni roztropni,

Wielkość każdego — mnogość do przebycia stopni,

Wiedząc, jak się grobowce pod nogami kruszą,

Arabom się oddałem ciałem, Bogu duszą. 110

Z dwóch Beduinów tylko mój orszak się składał,

Każdy na wyższy kamień wskakiwał, przysiadał

I podawał mi ręce... i tak szedłem długo.

Raz mi kamień był stołem, drugi raz framugą.

Trzy a zaledwie z dołu widziane szczelinki 115

Były jak trzy komnaty, na trzy odpoczynki.

W głowy zawrocie jużem nie pomniał, gdzie idę,

I tak wszedłem na pierwszą w świecie piramidę.

Sigue explorando

Por su autor
Juliusz Słowacki · 192 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Piosnka dziewczyny kozackiejPodróż na wschód — Grecya →

Expediente

Autor
Juliusz Słowacki
Título
Piramidy
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-piramidy--juliusz-sowacki-459073
Cita recomendada
Juliusz Słowacki, «Piramidy», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-piramidy--juliusz-sowacki-459073.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.