CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaQ1254858

Q1254858 · Romanticismo

Piotr Pszonka Jasieńczyk

polaco

Piotr, herbu Jasieńczyk, Pszonka zwan,

Pan na Krzyżanowie,

I Toporczyk, Szczekarzewic pan,

Hardzi to panowie:

Nie mają Boskiej bojaźni,

Śmieją się z ludzkiej przyjaźni.

Wypadli oni jednego dnia

Na blizkiej wsi pole,

Z nimi ludzi, koni, chartów ćma

I stado sokole;

I polują, jak po borze,

I tłuką zboże, nie zboże.

Zaszedł im drogę lud całej wsi,

Błagali biedacy:

„Co robicie? Toż pot naszej krwi,

„Szczędźcie krwawej pracy!“

I czapkami się kłaniali:

„Niech się Ich Miłość oddali!“

Fukiem, śmiechem zbyto ich;

Dla biednych niedola,

A dla panów niepobożnych śmiech;

Pognali przez pola.

Wieśniacy odeszli z niczem,

Jeszcze niejeden wziął biczem.

W tym czasie zjechał na sądy w gród

Król Wielki Kazimierz,

Przed nim więc upadł i wołał lud:

„Wymierz prawo, wymierz

„Panom, co gorsi od Litwy!

„Jak Bóg, masz nasze modlitwy“.

Bacznie wysłuchał żałoby król,

Wyjechał na rolę,

Przeszedł się wpoprzek i wpodłuż pól,

Obejrzał swawolę,

Szkodę na palcach zrachował

I tem słowem wyrokował:

„Za szkodę to a to każdy z was

„W chłopskie ręce złoży,

„Byście umieli na drugi raz

„Szanować dar Boży:

„Zboże, główny niebios datek,

„I cały kmiotka dostatek.

A za biczowanie ludzi cnych,

„Abyście wiek wiekiem

„Pomnieli na to, że ból nie śmiech,

„A człowiek człowiekiem;

„Po razu każdy z tych kmieciów

„Smagnie biczem grzbiet waszeciów“.

I stało się, że Piotr, Pszonka zwan,

Pan na Krzyżanowie,

I Toporczyk, Szczekarzewic pan,

Choć butni panowie,

Zapłacić szkodę musieli

I jeszcze biczami wzięli.

Pan Pszonka wielce do serca wziął

Tę swoją przygodę,

Zmienił się jak indor, króla klął,

Targał się za brodę:

„Poczekaj, wołał, stary psie!

„Długo ty popamiętasz mnie!

„Poznasz ty, co to za chłopski gnój

„Biczować rycerza:

„Ja ci w ten łobzowski stolec twój

„Tak podstawię jeża,

„Że niech wszyscy chłopi babią,

„To go stamtąd nie wywabią“.

I pokryjomu szedł z Polski precz

Pomiędzy Litwiny,

I wołał do nich: „Ogień i miecz

„Na lackie krainy!

............

............

„Cała wam Polska leży, jak trup,

„Tylko ją oprawić;

„Tam lud, grosze, bydło, wszelki łup,

„Tylko się nie bawić;

„Ja wam wskażę takie szlaki,

„Że się zjawim, jak cud jaki“.

Przystała Litwa; Litwie w to graj:

Hura do zachodu!

Wyją, jak żeby wilków sto zgraj

Zawyło z głodu.

I dalej wzuwać chodaki,

Przepasywać się w sajdaki,

Przysmalać w płomieniach groty dzid,

A kiełznać żmudziny!

Za chwilę ciągną, jak chmura bied,

Do lackiej krainy;

A Piotr poprzodu, o wstydzie!

Na kraj własny z wrogiem idzie.

Jak Litwin w lasy raz nurka da,

Tak płynie puszczami,

Aż się wychyli na światło dnia

Nad Wisły brzegami;

Tam się otrząśnie, wypocznie,

I radzi, co dalej pocznie.

„Stójcie! rzekł Pszonka, — ja pójdę wprzód:

„Z Wisłą żartu niema;

„Ja pójdę wprzód i wytknę wam bród“.

Co rzekł, to dotrzyma.

Poszedł, wynalazł bród rzeki

I na znak postawił tyki.

Sprawiwszy wszystko, już wracać miał,

Gdy ujrzał, że blizko

Święty Stanisław kamienny stał;

Więc na urągowisko

Rzekł mu w szyderskim uśmiechu,

Grożąc palcem: „No! sza, mnichu!“

Na to z kamiennych świętego warg

Wyszły ciche słowa:

— „Wielki Boże! złam ten hardy kark!

„Niechaj zdrajcy głowa

„Sobą tę czystą krew spłaci,

„Którą w myślach toczy z braci!“

I w tejże chwili ślizga się łódź

Wodą, jak po lodzie;

Dwóch w niej siedziało: anielska młódź,

W anielskiej urodzie,

W anielskiem opromienieniu,

Ale w rybackiem odzieniu.

Jak ślad od gwiazdy, taki płomień tlał

Za lekkiem czółenkiem,

Z brzega do brzega podniósł się wał

I toczył się z dźwiękiem:

Żerdzie wierzchów uchyliły,

Szeregiem z miejsca ruszyły.

I szły, jak ptactwa wodnego rzęd.

A gdy przypłynęli,

Kędy największa głębia i pęd,

Rybacy zniknęli.

Żerdzie znów się wprost podniosły

I stanęły, jakby wrosły.

Zaledwie ziemię osłonił zmrok,

Horda Litwy rada

Rzuca gęstwinę pustyń i wskok

Nad Wisłę przypada.

I jak szła, tak w wodę wbiegła,

Gdzie znaki brodu postrzegła.

Ale jak tylko rzucili ląd,

Straszny krzyk się budzi:

Niezahamowany, bezdenny prąd

Rwie konie i ludzi,

Przewala wiru falami

I rzuca dalej trupami.

Zginęli wszyscy, co pierwsi szli, —

Ci, co pozostali,

Iść już nie chcieli, a wściekle źli,

„To zdrada!“ — wołali —

„Gdzie jest Lach, co nas prowadził?

„Pod miecz go! on Litwę zdradził!“

Próżno się Pszonka wymówić chce,

Czerń Litwy rozjadła

Na nic nie baczy, miecz tłumu tnie,

Już głowa odpadła;

Już na żerdzi głowa ścięta

Na pamięć zdrady zatknięta.

Litwa, dalszy zaniechawszy łup,

Wróciła w swe knieje,

A pana Pszonki wpół nagi trup

Nad Wisłą bieleje,

I głowa kiwa się ścięta,

Od ptaków nawet nietknięta.

Tylko skrzydłami ptak czarnych piór

Wiał z niej, jak proporczyk,

I wciąż krakał: miał to być zły twór,

Pan Otto Toporczyk,

Który z żalu, jak wieść niesie,

Obwiesił się w blizkim lesie.

Seweryn Goszczyński.

Sigue explorando

Por su autor
Q1254858 · 19 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Piorun (Goszczyński, 1864)Powstanie dwudziestego dziewiątego Listopada →

Expediente

Autor
Q1254858
Título
Piotr Pszonka Jasieńczyk
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-piotr-pszonka-jasienczyk--q1254858-7af847
Cita recomendada
Q1254858, «Piotr Pszonka Jasieńczyk», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-piotr-pszonka-jasienczyk--q1254858-7af847.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.