CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaIgnacy Krasicki

Ignacy Krasicki · Romanticismo

Pijaństwo (Krasicki, 1830)

polaco

Skąd idziesz? — Ledwo chodzę. — Słabyś? — I jak jeszcze:

Wszak wiesz, że się ja nikdynigdy zbytecznie nie pieszczę;

Ale mi zbyt dokucza ból głowy okrutny.

— Pewnieś wczoraj był wesół? — Dlategoć dziś smutny.

— Przejdzie ból: powiedzże mi, proszę, jak to było?

Po smacznym, mówią, kąsku, i wodę pić miło.

— Oj nie miło mój bracie! bogdaj z tem przysłowiem

Przepadł, co go wymyślił! jak było, opowiem.

Upiłem się onegdaj dla imienin żony,

Nie żal mi tego było. Dzień ten obchodzony

Musiał być uroczyście. Dobrego sąsiada

Nie źle czasem podpoić, jejmość była rada,

Wina mieliśmy dosyć, a że dobre było,

Cieszyliśmy się pięknie, i nie źle się piło:

Trwała uczta do świtu. W południe się budzę,

Cięży głowa, jak ołów; krztuszę się i nudzę;

Jejmość radzi herbatę, lecz to trunek mdlący.

Jakoś koło apteczki przeszedłem niechcący,

Anyżek mnie zaleciał: trochę nie zawadzi:

Napiłem się więc trochę, może mi poradzi.

Nudno przecie: ja znowu; już mi raźniej było,

Wtem dwóch z uczty wczorajszej kompanów przybyło.

Jakże nie poczęstować, gdy kto w dóm przychodzi?

Jak częstować, a nie pić? i to się nie godzi;

Więc ja znowu do wódki, wypiłem niechcący

Omne trinum perfectum, bo trunek gorący

Dobry jest na żołądek. Jakoż w punkcie zdrowy,

Ustały i nudności, ustał i ból głowy.

Zdrów i wesół wychodzę z mojemi kompany,

Wtem obiad zastaliśmy już przygotowany.

Siadamy. Chwali trzeźwość pan Jędrzej, my za nim:

Bogdaj to wstrzemięźliwość! pijatykę ganim,

A tymczasem butelka nietykana stoi.

Pan Wojciech, co się bardzo niestrawności boi,

Po szynce, cośmy jedli, trochę wina radzi,

Kieliszek jeden, drugi, zdrowiu nie zawadzi,

A zwłaszcza kiedy wino wytrawione, czyste.

Przystajem na takowe prawdy oczywiste.

Idą zatem dyskursa tonem statystycznym,

O miłości ojczyzny, o dobru publicznym,

O wspaniałych projektach, mężnym animuszu.

Kopiem góry dla srebra i złota w Olkuszu.

Odbieramy Inflanty, i państwa Multańskie,

Liczymy owe summy neapolitańskie,

Reformujemy państwo, wojny nowe zwodzim,

Tych bijem wstępnym bojem, z tamtymi się godzim;

A butelka nieznacznie, jakoś się wysusza.

Przyszła druga: a gdy nas żarliwość porusza,

Pełni pociech, że wszyscy przeciwnicy legli,

Trzeciej, czwartej i piątej, aniśmy postrzegli.

Poszła szósta i siódma, za niemi dziesiąta.

Naówczas, gdy nas miłość ojczyzny zaprząta,

Pan Jędrzej przypomniawszy żorawińskie klęski,

Nuż w płacz nad królem Janem. — Król Jan był zwycięzki.

Krzyczy Wojciech. Nieprawda! — a pan Jędrzej płacze.

Ja, gdy ich chcę pogodzić, i rzeczy tłumaczę,

Pan Wojciech mi przymówił. — Słyszysz waść mi rzecze:

— Jakto waść! nauczę cię rozumu, człowiecze.

On do mnie, ja do niego: rwiemy się zajadli,

Trzyma Jędrzej: na wrzaski służący przypadli,

Nie wiem, jak tam skończyli zwadę naszę wielką,

Ale to wiem i czuję, żem wziął w łeb butelką.

Bogdaj w piekło przepadło obrzydłe pijaństwo!

Cóż w niem? tylko niezdrowie, zwady, grubijaństwo.

Oto profit: nudności, i guzy, i plastry.

— Dobrze mówisz, podłejto zabawa hałastry:

Brzydzi się nim człek prawy, jako rzeczą sprośną;

Z niego zważdyzawżdy, obmowy nieprzystojne rosną;

Pamięć się przez nie traci, rozumu użycie,

Zdrowie się nadweręża i ukraca życie.

Patrz na człeka, którego ujęła moc trunku,

Człowiekiem jest z pozoru, lecz w zwierząt gatunku

Godzien się mieścić, kiedy rozsądek zaleje,

I w kontr naturze postać bydlęcą przywdzieje.

Jeśli niebios zdarzenie wino ludziom dało,

Na to, aby użyciem swojem orzeźwiało,

Użycie darów bożych powinno być w mierze,

Zawstydza pijanice nierozumne zwierze:

Potępiają bydlęta niewstrzymałość naszą,

Trunkiem, według potrzeby, gdy pragnienie gaszą,

Nie biorą nad potrzebę. Człek, co niemi gardzi,

Gorszy od nich gdy działa, podlejszy tym bardziéj.

Mniejsza guzy i plastry, to zapłata zbrodni.

Większej kary, obelgi takowi są godni,

Co w dzikiem zaślepieniu występni i zdrożni,

Rozum, który człowieka od bydlęcia różni,

Śmią, za lada przyczyną, przytępiać lub tracić.

Jakiż zysk taką szkodę potrafi zapłacić?

Jaka korzyść, tak wielką utratę nagrodzi?

Zła to radość, mój bracie! po której żal chodzi.

Ci, co się na takowe nie udają zbytki,

Patrz, jakie swej trzeźwości odnoszą pożytki;

Zdrowie czerstwe, myśl u nich wesoła i wolna,

Moc i raźność niezwykła i do pracy zdolna:

Majętność w dobrym stanie, gospodarstwo rządne,

Dostatek na wydatki potrzebne, rozsądne.

Te są wstrzemięźliwości zaszczyty, pobudki,

Te są; Bądź zdrów. Gdzie idziesz? — Napiję się wódki.

Sigue explorando

Por su autor
Ignacy Krasicki · 262 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Pieniacze (1830)Pochodnia i świeca →

Expediente

Autor
Ignacy Krasicki
Título
Pijaństwo (Krasicki, 1830)
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-pijanstwo-krasicki-1830--ignacy-krasicki-da1ce4
Cita recomendada
Ignacy Krasicki, «Pijaństwo (Krasicki, 1830)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-pijanstwo-krasicki-1830--ignacy-krasicki-da1ce4.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.