Kto kiedy miał słusznieyszą przyczynę płakania?
Razem mię szczęście mego wszytkiego kochania
Zbawiło, duszę tylko przy mnie zostawiwszy,
Iżbych upad swóy czuiąc tym był nieszczęśliwszy!
Snadźby lepiey, by ieno nie czuć żalu swego,
Twardą skałą gdzie stanąć śrzód morza hucznego,
O którąby się wiecznie morskie rozbijały
Flagi, i nieokrotne wiatry uderzały.
Równey podobno rozum radzić może szkodzie,
Ale iaka iest moia, nie zdoła przygodzie.
Dziatkiż mię cieszyć maią? czy żona cnotliwa?
I dziateczki Bóg pobrał, i matka nieżywa!
Wieczny Boże, słusznie mię karzesz za me złości,
Jednak nie tylko patrzay na moie krewkości,
Lecz i miłosierdzie swe chciey mieć na baczeniu,
Łaską swoią mię twierdząc w moim utrapieniu.