Ucieszna lutni! w której słodkie strony
Bijąc Amfion kamień rozprószony
Zwabił na kupę, a z chętnej opoki
Wstał mur szeroki;
Niemowna przedtem, ani ulubiona,
Dziś na wszytek świat wielce zalecona!
Zaśpiewaj, coby trudnej Bogumiły
Uszy lubiły;
Która, jakoby źróbek nie łapany,
Ani pasterską ręką ugłaskany,
Ucieka w pole a pędem człowieka
Mija zdaleka;
Ty umiesz tygry, umiesz lasy wodzić
I bieg pochopnym strumieniom zagrodzić,
Tobie ustąpił stróż nieokrócony
Piekielnéj brony,
Cerber, chocia mu wściekły łeb nakrywa
Sto srogich wężów, a para smrodliwa
I sprosna piana ciecze między zęby
Z trojakiej gęby,
Biedny Ixyon, Tityus zmiękczony
Rozśmiał się niechcąc; i dzban osuszony
Stał chwilę, zaczem cieszył twój rym drogi
Dziewki niebogi.
Niech Bogumiła srogość jadowitą
Złych panien słyszy, i wody niesytą
Banię bezdenną i pomstę nieskorą,
Którą źli biorą
Na drugim świecie. Bo co prze żywego
Boga! już mogły uczynić gorszego?
Pomordowały jędze niecnotliwe
Męże właściwe!
Jedna z nich, wierna łożu małżeńskiemu,
Przeciwko ojcu krzywoprzysiężnemu
Zacnie skłamała; panna czci bez końca
Pod kręgiem słońca,
Która: Wstań, rzekła, wstań mężu! by wieczny
Sen na cię nie padł, zkądeś ty bespieczny;
Schroń się przed ojcem i przed bezecnemi
Siostrami złemi,
Które jak lwice, z głodu nieznośnego
Wpadszy na stado, każda morzy swego;
Ja litościwsza, ani chcę cię tykać,
Ani zamykać.
Mnie niechaj ojciec trzyma w pęcie srogim,
Żem litość miała nad mężem ubogim;
Mnie niechaj zaśle w pogańskie narody
Przez morskie wody.
Idź, gdzie cię nogi i wiatry powiodą,
Za tą życzliwej ćmy nocnej pogodą!
Idź zdrów, a skargę na mogiłę smętną
Włóż więc pamiętną!