CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaTeofil Lenartowicz

Teofil Lenartowicz · Modernismo

Okno (Lenartowicz, 1859)

polaco

W ubogiéj chacie poszytéj słomą

Porosłéj zielem, jak to wiadomo

Że ptastwo ziarno roznosi w dziobie,

Gdzie zerwie, w polu albo przy żłobie,

I w lecie ziarno owe rozsiewa,

Gdzie odpoczywa i gdzie spożywa;

Tak że na lato z omszonéj chaty

Na raz wychodzą kłoski i kwiaty,

I na poszyciu jakoś się tworzy

Zielona grzęda, ogródek boży.

Owóż w chałupie, co się pokryła

Kłosem i zielem jakby mogiła,

W boru, bo Mazur wyżyć, nie może

Tylko na piasku i tylko w borze;

W izbie wilgotnéj, dymem zawianéj,

Gdzie nawet słońce szparą od ściany

Nie zaglądało, choć wybierz oczy,

W takiéj zadymie i w takiéj mroczy,

Mieszkał oddawna z dziećmi małemi

Gospodarz co miał kawałek ziemi.

Żonisko jego, pracowne, chętne,

Posprzedawało szmaty odświętne

Na garstkę zboża, na krupkę soli:

Nim nowe żyto zejdzie na roli.

Niech Bóg zachowa od biedy kmiecéj,

Jak raz najgorzéj wlezie na plecy,

Żebyś jak nie wiem, nic nie pomaga,

Jedno przejedno, czy klnie czy błaga;

Bieda się trzyma, nic nie uważa,

Chociaż się człowiek jak żrzebie tarza.

Żeby choć słońca kilka promieni

Złotém pasemkiem przemkło po sieni!

Żeby się w izbie choć zakręciło,

Zarazby sercu inaczéj było,

Ale cóż pocznie, lato czy zima

W chałupie ognia nie ma i nie ma! —

Próżno co rano, kiedy przez gaje

Z zielonéj sieci słońce powstaje,

Niespracowana kmieca kobiéta

Do swego sita słoneczko chwyta,

Żeby też blasku przynieść dla dzieci;

Co weźmie w sito to jéj wyleci.

Pokąd nie wejdzie pomiędzy drzewa

Słońca ma pełno, aż się przelewa,

Na ziemię spada nici srebrnemi,

Na ziołach błyszczy perły drobnemi;

Ale jak tylko przez próg przechodzi,

Ćma ją ogarnia, zimno ją chłodzi,

Sito po ziemi puste się toczy,

A łza sieroca opływa oczy.

Jeszcze się taka łza nie stoczyła,

Coby przed Bogiem ukryta była.

Zobaczył Pan Bóg żałość niewieścią,

I zmiłowany nad jéj boleścią,

Sam Stwórca świata z górnego nieba

Idzie porobić wszystko jak trzeba.

Jeden cherubin, jeden aniołek,

Niósł tylko szaty jego podołek,

Jeden pod Pańskim płynął rękawem

I jeden wiewał skrzydłem jaskrawém.

Gdy Stwórca świata stanął za płotem

I wyciął w ścianę toporkiem złotym,

Aż tu, buch! słońce okienkiem wpada,

Z obrazka Święty na ścianie gada.

Na stare lata piec też gliniany

Świeci się z kąta jak pozłacany.

Dzieci w kołyskach od téj jasności

Śmieja się, cieszą, z wielkiéj radości.

Motyle modre i popielate

Z powietrza lecą w otwartą chatę.

Brzozy w świetlicę patrzą żałośnie

Ciekawość zdjęła i starą sosnę, —

Wszystko się cieszy, i tylko w progu

Łzawa niewiasta kłania się Bogu. —

Sigue explorando

Por su autor
Teofil Lenartowicz · 130 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Ofiary PolkiOpowiadanie mazowieckiego lirnika →

Expediente

Autor
Teofil Lenartowicz
Título
Okno (Lenartowicz, 1859)
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-okno-lenartowicz-1859--teofil-lenartowicz-b792c4
Cita recomendada
Teofil Lenartowicz, «Okno (Lenartowicz, 1859)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-okno-lenartowicz-1859--teofil-lenartowicz-b792c4.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.