Acz mię twa droga miła! bardzo boli,
Nie chcę cię trzymać przeciw twojej woli;
Z mej strony bodaj wszytko dobre miała,
Kędy się kolwiek będziesz obracała.
Lecz sama widzisz jakie wiatry wstają,
Jakie po niebie chmury się mieszają?
Ja wiem, co umie morze, i szalony
Wicher na wody słone uniesiony.
Niech żony srogich pohańców i dzieci
Doświadczą, jakim pędem wicher leci
Morze mieszając; huczą srogie wały,
A brzeżne w gruncie wzdrygają się skały.
Takci się biednej Europie dostało,
Jedno że wołu chciała przysieść mało,
Bo się znienagła przymknął z nią ku wodzie,
Potem jak płynie, tak płynie bez łodzie;
A ta dopiero zlękła się nieboga;
Gdzie pojźry, zewsząd morze, zewsząd trwoga;
Brzegu niewidać, przewoźnik niepewny,
Strach serce objął, a w oczu płacz rzewny;
A gdy do sławnej Krety przypłynęła,
Z wielkiej tęsknice włosy targać jęła,
Skarżąc się z płaczem: Ojcze mój łaskawy!
Któregom zbyła prze me głupie sprawy,
Com ja tu miała czynić w tej krainie?
Mało jest jedna śmierć panieńskiej winie;
Ale na jawiż płaczę swej lekkości?
Czy mię pokusa łudzi krom winności,
Która przez wrota kościane wychodzi,
A na człowieka sny dziwne przywodzi?
Lepiejli było przez morze się pławić,
Czy nad polnemi kwiatami się bawić?
By mi się teraz dostał jako w ręce
On wół bezecny, byłby w takiej męce,
Żeby mu ze łba musiały spaść rogi,
Chociaż był u mnie niedawno tak drogi.
Nie miałam wstydu dom swój opuszczając,
I teraz nie mam śmierci odkładając;
Boże mój! jeśli słyszysz prośbę moję,
Niechaj dziś nago w pośrodku lwów stoję;
Pierwej, niż pleśnią piękna twarz przypadnie
I zupełnemu ciału krasa spadnie,
Niechaj mię wilcy poźrą w tej gładkości,
A po pustyniach rozniosą me kości.
Nikczemna dziewko! ojciec ci przyciska,
Czemu nie umrzesz? strzyma cię ta niska
Jedlina i pas zaniesiony wcale?
A jeślić milsza śmierć na ostrej skale,
Daj się w moc wiatrom, a skocz z góry śmiele,
Niż byś wolała siedzieć u kądziele
Królewska dziewka, i bydź w ręce dana
Srogiej pogance, winna bywszy pana.