CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaMaciej Kazimierz Sarbiewski

Maciej Kazimierz Sarbiewski · Barroco

Oda IV. O występkach rodzaju ludzkiego

polaco

Odumieram już ziemi, — o wiatry! o chmury!

Owiońcie mię, unieście daleko, wysoko,

Ponad płaskie doliny, nad garbate góry,

Ponad państwa, nad miasta...

O! już moje oko

Patrzy z wysokiej gwiazdy na przybytki Boże,

Na królewskich pałaców złociste dachówki;

Wieże miast i warowień w dalekim przestworze

Zdają się moim oczom jako drobne mrówki;

I granice narodów w tak małym zakresie

Przed mojemi oczyma... Czuję, łzy mi płyną:

Widząc igraszki doli, płakać, płakać chce się

Nad marnych rzeczy ludzkich przemienną ruiną.

Tu staroświeckie baszty gruz zasypał czarny,

Tutaj nowe wieżyce wystrzeliły czołem,

Tutaj dymek się kurzy, tu ogień pożarny

Zniszczył mury, a miejsce zabielił popiołem.

Tutaj łagodne niebo i rozkoszne klima,

Ale wojny nie dają kosztować rozkoszy;

Tutaj ludzie spokojni, tutaj wojen niema,

Za to mór zaraźliwy krainę pustoszy.

Owdzie włócznie migocą, słychać chrzęst puklerzy,

Stoi szyk przeciw szyku, wściekle oko pasie

Widokiem krwi i śmierci, każdy pocisk mierzy,

Niepewny los potyczki chcąc zaskarbić dla się.

Już się splotły zastępy, rąbie się brat z bratem,

Miecz błyszczy się, uderza, szarpie i rozdziera,

Szerokie pole bitwy spluskane szkarłatem,

Leżą porznięte trupy — to grób bohatera!

Tutaj okręt kupiecki zawinął do brzega

Z indyjskiemi towary, — wnet wszyscy zebrani;

O jakże tutaj tłumno! co tu ludu biega!

Jednych zysk, drugich zbytek wiedzie do przystani.

Słychać gwary i bitwę, ludzie bez różnicy

Z lada przyczyn gotowi porwać się za noże:

Jedne wdzięki Heleny, uśmiech zalotnicy

Narody na narody znienawistnie może;

Ten za słowo zelżywe uderzy toporem,

Ten za psa skradzionego krwią pomścić się gotów.

Ludzie przykład zbrodniarzów kładą dla się wzorem,

Występek liczą dumnie do rzędu przymiotów.

Na wschodnim Oceanie wojenna fregata

Zieje ogień armatni z błyskawic i grzmotu;

Przepłoch z echem wystrzałów dokoła rozlata,

Góry, wyspy sąsiednie aż drżą od łoskotu,

Aż morze na grom działa echem odpowiada,

Odbijając go trwożnie po płaszczyznach fali.

Wstrzymajcie się, okrutni! — o biada wam, biada!

Jeśli wasz miecz zabije, wasz ogień zapali.

Czyż ziemia za te śmierci pomsty nie zawoła,

Któremi poginęła jej kochana dziatwa?

Biada zbójcom! zachwieją i uchylą czoła,

Ich państwo w sieć zniszczenia samo się zagmatwa!

Na ruderze ich domów stanie przestwór próżny,

Będą nory jaszczurcze i kupa popiołu,

Na której w późne wieki napisze podróżny:

Tu leży lud z królestwem i królem pospołu.

Pocóż mam przypominać Ocean ponury,

Co nieraz, zgruchotawszy skaliste wybrzeże,

Szedł i pochłaniał miasta, podkopywał mury,

I zalewał świątynie po wysokie wieże?

I królewskie podwoje, i bierwiona z chaty

Widziano pływające po morskim przestworze;

I towary tyryjskie, i skarbiec bogaty,

Jako z morza nabyte, popłynęły w morze.

Świat pracuje i działa, wre życiem hałaśnie,

Ale na własną zgubę pracuje szalenie,

I zażarte potyczki, morderstwa i waśnie

Szermiersko odegrywa na skrwawionej scenie,

Aż nim Pan w dzień ostatni zakończy złą kolej

I na zawsze zabije drzwi w amfiteatrze...

Czyż mam czekać aż dotąd? O! ulecę wolej,

W jasne niebo i w słońce pogodne popatrzę.

Nie chcę patrzeć na ziemię — o wy, wiatry wschodnie!

Prędzej mię, prędzej z sobą unoście ku górze,

Skąd ziemi ani widno, gdzie piersiom swobodnie,

Gdzie słońca i księżyce kąpią się w lazurze!

Czyż zaiste? O! wietrzna wzdęła się już fala,

Ja w górach na obłokach mknę się po przezroczu,

Królestwa jako mrowie jeno mżą się zdala,

A ludzie i narody znikają z mych oczu.

Kula ziemska maleje, aż się punktem stanie,

Jako czarna źrenica w szerokim błękicie,

Jako mała wysepka w wielkim oceanie,

Którego z żadnej strony brzegów nie dojrzycie.

Coraz wyżej a wyżej ze mną chmury biegą...

Powietrzny oceanie, orzeźwij mą głowę!

Pochłoń mię, pogrąż w siebie, napój spragnionego

I zaprowadź do portu, niech ujrzę Jehowę.

Sigue explorando

Por su autor
Maciej Kazimierz Sarbiewski · 77 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Oda IV. Do książąt Europy — o potrzebie wyjarzmienia Wschodniego PaństwaOda IV. Panegiryk Annie Radziwiłłowej, kasztelanowej trockiej, księżnie na Nieświeżu →

Expediente

Autor
Maciej Kazimierz Sarbiewski
Título
Oda IV. O występkach rodzaju ludzkiego
Lengua
polaco
Época
Barroco
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-oda-iv-o-wystepkach-rodzaju-ludzkiego--maciej-kazimierz-sarbiewski-77c786
Cita recomendada
Maciej Kazimierz Sarbiewski, «Oda IV. O występkach rodzaju ludzkiego», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-oda-iv-o-wystepkach-rodzaju-ludzkiego--maciej-kazimierz-sarbiewski-77c786.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.