CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaEdward Słoński

Edward Słoński · Vanguardias / s. XX

O żołnierzu tułaczu (bajka dla dzieci) — II

polaco

Przeszły całe lata od owego czasu,

Jurek, na las patrząc, rósł, jak dąb, śród lasu.

Miał na twarzy słońce, płowy mech pod nosem

i, jak mógł i umiał, zmagał się z swym losem.

Latem blady świt go już w polu zastawał,

zimą mróz błękitny spocząć mu nie dawał.

Z wiosną zadumany szedł w milczące bory,

tam gdzie najczerwieńsze rosną muchomory,

w najmroczniejszych miejscach w miękkie mchy zapadał

i wszystko, co wiedział, drzewom opowiadał.

A wiedział, że Polska nie zmarła, lecz żyje,

i wiedział, że cudu godzina wybije,

że stanie w szeregu w tej cudu godzinie

i z wrogiem na wroga uderzy i zginie.

Powiedział mu o tem, by był w pogotowiu

sen jeden w dzieciństwie prześniony na nowiu.

I potem powtarzał mu w leśnej gęstwinie

o cudu godzinie i Tej, co nie zginie!

I Jurek, nieznaną przejęty tęsknotą,

brał chciwie te słowa i ważył, jak złoto,

i niósł je do lasu, na mchach je rozkładał

i drzewom się z tęsknot nieznanych spowiadał.

Słuchały go drzewa uważnie, cierpliwie,

mówiły: — Toż prawda! toż prawda, że żywie!

Słuchały go drzewa, szumiały nad głową

zamarłą przed wiekiem pobudkę bojową.

A czasem przychodził do niego z wizytą

z zapadłych ostępów Miś stary ze świtą.

I Sowa, zbudzona bojową pobudką,

siadała na wierzbie spróchniałej bliziutko,

a słysząc opowieść o Polsce i wojnie,

mruczała i głową kiwała dostojnie.

Inaczej zupełnie poczynał Miś stary,

ten, rycząc przeciągle, brał Jurka za bary,

trząsł nim i folgował, lekko następował,

trzy dni i trzy noce tak się z nim mocował.

Potem go w wojennej sztuce jął zaprawiać,

bawić się w żołnierzy i fortece stawiać.

Zdobyte fortece odbierał no nowo,

a kiedy odebrał, śmiał się i trząsł głową.

— Nie dasz ty mi rady! — wołał zasapany —

Nie dasz ty mi rady. mój Jurku kochany! —

Lecz Jurek z godziny mężniał na godzinę

i wkrótce zwyciężał Misia starowinę.

Bo tak dziwnie urósł i zmocniał nad miarę,

że był w barach taki, jak niedźwiedzie stare.

Jednem uderzeniem grube sosny ścinał,

jedną ręką dęby najmocniejsze zginał.

Cięły mu się w ręku dęby niebożęta...

— Niech ci tego, Misiu, Pan Bóg nie pamięta! —

Ale Miś się cieszył i, obchodząc knieję,

mruczał: — Niech dla Polski rośnie i mocnieje! —

Tak schodził Jurkowi czas niefrasobliwy,

aż wreszcie rok jeden przyszedł osobliwy.

Wiosna w owym roku miodami pachniała,

dziwnym głosem Jurka po nocach wołała.

Lato rojem pszczelnym brzęczało od rana,

odurzało wonią żywicy i siana.

A w największe skwary i w najsroższe znoje

jęły skądś przychodzić trwożne niepokoje.

Wiatry się zerwały, przypadły do ziemi

i zakryły niebo chmurami czarnemi.

I zapanowała cichość niespokojna,

aż ktoś gdzieś daleko krzyknął: — Wojna! Wojna! —

Przyjechali skądciś moskiewscy wojskowi...

— Idźcie, chłopy, służyć białemu carowi!

— Biały car swe względy chce wam okazywać,

Polską będzie kraj wasz od ninie nazywać! —

...trząsł nim i folgował, lekko następował,

trzy dni i trzy noce tak się z nim mocował...

Słuchał Jurek, słuchał, gniew w nim wzbierał srogi...

— Polska, czy nie Polska! bierzcie za pas nogi!

— Ani car wasz dla nas, ani my dla cara,

bo wy nam nie para, a my wam nie para! —

Rzekłszy to, do swojej rzucił się zagrody,

czapką niewidymkę wdział i szybkochody,

zrobił krok i stanął w środku matecznika,

kędy światło dzienne nie wszędzie przenika.

Cieszył się Jurkowi, jak zawsze Miś stary,

mruczał wojowniczo, prostując swe bary,

i, będąc najlepszej myśli i nadziei,

kazał wielką wojnę otrąbić po kniei.

Zaszumiały drzewa groźnie i ponuro,

zatrzeszczały dołem, zachwiały się górą.

Ozwało się echo gdzieś blisko, gdzieś blisko,

obudziło krzykiem senne uroczysko.

Przybiegł Wilk z Wilczycą kędyś z Wilczych Dołów,

wyjrzał Lis, co właśnie wyruszał na połów,

przyleciała Sowa, zapytała: — Co to?

Czy ktoś okradł Kruka? Licz złoto, niecnoto! —

Kruk, nietęgi rachmistrz, nie mógł się doliczyć,

postanowił przeto zgóry dopożyczyć,

zerwał się i z krzykiem poleciał do dworu

i tam do późnego przepadał wieczoru.

Nie przysporzył skarbów, które miał w swej pieczy,

ale po powrocie dziwne prawił rzeczy.

Mówił coś o wojnie, co idzie, jak burza,

mówił, że świat cały już się we krwi nurza,

i krzyczał, jak warjat, na calutką knieję:

— Krzywda nam się dzieje! Krzywda nam się dzieje! —

Zamajtał łapami, jak wiatrak, Miś stary:

— Jaka krzywda? Komu? To rzecz nie do wiary! —

A na to się Sowa ozwała z jaworu:

— Daj słowo honoru! Daj słowo honoru! —

I Kruk się nasrożył, ostry dziób otworzył,

dał słowo honoru, jeszcze się pobożył.

Wówczas każdy jego jął wierzyć lamentom,

że się krzywda dzieje ludziom i zwierzętom.

Chodził Miś po kniei, jakby czegoś szukał,

chodził Miś i w czoło łapami się pukał.

A Kruk ciągle krzyczał na calutką knieją:

— Krzywda nam się dzieje! Krzywda nam się dzieje! —

Posmutniała knieja, okryła się mrokiem,

tylko coś wzdychało w ostępie głębokim.

tylko coś w wiklinach cicho się skarżyło

na wszystko, co było i czego nie było.

I Jurek posmutniał, nie wiedział, co robić,

jak się do wojenki najlepiej sposobić.

We dnie nasłuchiwał szmerów pod drzewami,

w nocy z otwartemi zasypiał oczami.

Z dnia na dzień odwlekał swój wymarsz i czekał,

a czas, niby woda źródlana, uciekał.

Wreszcie dnia jednego coś się stało w borze,

krwawo zgasły zorze o nieswojej porze,

jakieś się na niebie pokazały znaki,

jakieś niewidziane przyleciały ptaki...

Przyleciały w nocy, zaćwierkały w cieniu,

chórem zawołały Jurka po imieniu:

— Jurku, miły Jurku, zgarnij smutki z czoła,

sam Komendant ciebie na wojenkę woła! —

Usłyszał to Jurek — oczy mu się śmieją,

żegna się z Niedźwiedziem, Wilkami i knieją...

Czapkę niewidymkę wyczyścił do drogi,

buty szybkochody naciągnął na nogi...

Czapka niewidymka, buty szybkochody!

Idź, żołnierzu młody, z wichrami w zawody!

Sigue explorando

Por su autor
Edward Słoński · 13 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← O żołnierzu tułaczu (bajka dla dzieci) — IO żołnierzu tułaczu (bajka dla dzieci) — III →

Expediente

Autor
Edward Słoński
Título
O żołnierzu tułaczu (bajka dla dzieci) — II
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-o-zonierzu-tuaczu-bajka-dla-dzieci-ii--edward-sonski-2649b0
Cita recomendada
Edward Słoński, «O żołnierzu tułaczu (bajka dla dzieci) — II», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-o-zonierzu-tuaczu-bajka-dla-dzieci-ii--edward-sonski-2649b0.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.