CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaMieczysław Romanowski

Mieczysław Romanowski · Romanticismo

Nocna jazda (Romanowski, 1863)

polaco

Nad polami u nas nocą

Złote gwiazdy się migocą.

Niby nocnej sygnaturki

Dzwoni w zbożach głos przepiórki,

Skrzek koników, świerszczów wrzawy,

Przepióreczkom wtórzą z trawy;

Tędy chaty w cieniu lip,

Tam mgła pląsa pasmem skib,

Tu — jak tuman czarnych chmur —

Zdala widno stary bór;

Księżyc krwawo wstaje z jaru

Niby łuna od pożaru.

Śpijcie twardym snem ujęci!

Dla was szkoda nocnych kras.

Śpijcie, żyjcie bez pamięci!

Koniu dalej! czas nam — czas!

W duszy boleść, w oczach skry;

Serce, stawka strasznej gry —

Pamięć, trumna chwały, strat; —

Myśl, latawiec przyszłych lat; —

W piersi ogień, a na czole

Marzeń wianek, sny sokole —

Koniu, dalej! ja na tobie

Setnem życiem żyję w sobie.

Z tchnieniem wiatru pieśń się mięsza

Tam od wioski, tam od drzew,

To z wieczornic wraca rzesza,

I miłośny nuci śpiew.

Szczęśni oni! koniu wrony

Ciszej, ledziej, niech te tony

Nakształt rosy pierś obsiędą,

Może dla mnie wróżbą będą.

Łza w mem oku, uśmiech w sercu —

Klęknęż z tobą na kobiercu?

Ty mi podasz białą dłoń?

Grzmią organy, my w kościele

Ręka w ręku; — ty aniele

Okrążyłaś wiankiem skroń.

Boże! Boże! co ja marzę!!

Północ już na gwiazd zegarze —

Tam po chatach światła gasną —

W mojem sercu cicho — jasno —

Szmer nademną piór anioła,

Wonny pacierz szemrzą zioła,

Każde zda się „Kocham!“ woła.

Koniu wrony w cwał — o! spiesz.

Podkówkami ognia skrzesz.

Do niej, do niej po za bór:

Tam nad rzeczką biały dwór;

Tam z pagórka szlak się zgina,

Rajskie ptasze tam jedyna

Tędy, tędy w bok po moście —

Tam zmodlone z nieba gościę.

Ale darmo! stój, o! stój.

Szał mię uniósł koniu mój.

Biały dworzec z tąd daleko

Za błoniami tam, za rzeką.

A ja marzę, roję tak:

Że tam zlecę jakby ptak.

Choć bym zleciał — — — Boże, Boże!

Cóż, gdy serce me otworzę,

Gdy jej wyznam miłość całą,

Podaż ona rękę białą?

Podaż rękę, pokraśnieje?

Powież do mnie: „Miej nadzieję!“

Powież: „Kocham!“ czy odtrąci?

O! jak to się w głowie mąci —

Może każe aż w mogile

Zapomnienia znaleść chwilę —

W cwał mój koniu! w dal samotny

Pędzę jako wicher lotny.

Straszno, dziko w nocnej głuszy!

Gdybyż wydrzeć boleść z duszy,

Gdybyż sercu ulżeć trocha,

Co tak wre, tak kocha!

Kiedyś przyjdzie zniknąć z bolu,

Jak jęk niknie w pustem polu,

Którym rozpacz szlocha.

Tyle jasnych skier na niebie — —

Gwiazdy, kto wam światła dał?

Wy jak ziarna, co po glebie

Doświadczony rolnik siał.

Wielkie dzieło skrytej dłoni!

Wzrok zdumiony ku wam goni,

A w natchnienia blasku dusza

Słyszy jak się świat ten rusza.

Ale gdzież ma droga, gdzie?

Myśl jak sokoł w dal się rwie —

A tam środkiem mleczna rzeka

W poły kraje niebios łan;

Skąd wypływa? gdzie ucieka?

Siejbę kiedy zbierze Pan?

W cwał mój koniu, dalej w cwał!

Księżyc błysnął z poza skał;

Włos mu śrebrny spływa z głowy:

Siejby pańskiej to polowy;

Nocą schodzi cały łan,

Czy gdzie szkody nie ma Pan.

Teraz tędy, przez tę błoń,

Skąd wiatr taką niesie woń,

Środkiem kwiecia, trawy, w dal,

Gdzie się rosa skrzy jak stal,

Gdzie się iskrzą łany całe

Jak by wojska zmartwychwstałe.

Lecę, lecę, konia grzywa

W koło szyi gnie się, pływa,

Za mną wicher dziko śpiewa.

Przy ogniskach nocnych straże:

Obóz, działa, tam husarze,

Tam pancerni, tam kozactwo,

Król, hetmani, całe bractwo.

— Witam bracia! o! i u mnie

Dwoje skrzydeł sterczy dumnie,

Twarde piersi, silna ręka,

Broń ostrzona z boku szczęka —

Lećmyż, lećmy w cwał! na boje

Bronić czyste gniazdo swoje.

Kto wytrzyma tej potędze?!

Lecz gdzie hetman — on, w siermiędze?

Miejsca, miejsca! dlań na przedzie,

On w bojowy tan niech wiedzie!

Koniu! gdzież my się zagnali?

Tam mogiły widno w dali;

Na mogiłach z dawnych lat

Śpiącej sławy rośnie kwiat.

Za wiek trudów tylkoż tyle?

Wonny kwiatek na mogile?

Stój! niech ujrzę smętny kwiat

Co tu z dawnych rośnie lat,

Niech go spytam co nam z dala

Na brzeg rzuci czasu fala.

Gdybyż teraz, o mój koniu,

Ten zachodni, ciepły wiew

Zawiał pieśnią po tem błoniu,

Słodką jak piastunki śpiew:

Co to dziecku przyszłość wróży

Drogę do niejednych bram;

Orli żywot światła, burzy —

Ach! ja jedną taką znam.

Kiedyż, kiedyż przyjdzie czas?

Krzywda rośnie jako las;

Z polskiej siejby serca rosną

W miłość, jako kwiaty z wiosną;

Hart i mądrość w ducha toni,

Ktoż podniesie głos: „do broni!?“

Krew jak polny kłos dojrzewa,

Kiedyż dadzą hasło żniwa?!

W cwał mój koniu! ciskaj skry —

Serce, stawka strasznej gry;

Pamięć, trumna chwały, strat,

Myśl — latawiec przyszłych lat,

Koniu! dalej; ja na tobie

Setnem życiem żyję w sobie.

...........

Cyt! tam błyska ranna zorza;

Ranna zorza, wróżba boża.

1857.

Sigue explorando

Por su autor
Mieczysław Romanowski · 111 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Noc (Romanowski, 1904)Nowa znajomość (Romanowski, 1863) →

Expediente

Autor
Mieczysław Romanowski
Título
Nocna jazda (Romanowski, 1863)
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-nocna-jazda-romanowski-1863--mieczysaw-romanowski-4fd8a6
Cita recomendada
Mieczysław Romanowski, «Nocna jazda (Romanowski, 1863)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-nocna-jazda-romanowski-1863--mieczysaw-romanowski-4fd8a6.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.