801
Dalej, mój koniu, powoli — dość czasu.
Krajograficznie strofami wyłożę,
Jaka mię droga prowadzi z Patrasu;
Po prawej stronie góry — z lewej morze,
5Za morzem znowu i skały i góry.
Nad niemi niebo błękitne bez chmury.
802
Nie ma tu ziemia czego złożyć w stércie;
Koń dzwoni w głazy — depce chwast — dziewanny;
Czasem po drodze w rozłożystym mircie
10Widać rudery tureckiej fontanny,
Gdzie w kamień woda płacząca nie tętni,
Na które patrząc, nawet Grecy smętni.
803
Taka głęboka przy fontannach cisza,
Tak ciemne mirty i tak liściem szumią
15Nad fontannami, jak pacierz derwisza.
Cały ten smutek błękitami tłumią
Wody Lepantu i z czystego nieba
Patrzące czoło (jestem w Grecyi) Feba.
804
Ani po drogach bawiącej się dziatwy,
20Ani człowieka w polu, ni na drodze;
Czasem szumiącym lotem kuropatwy
Porwą się w stado, tuż przy konia nodze,
I padną blizko — i znów cisza wielka...
Jaskółek żadna nie wyśle ci belka.
805
25Niebo tych czarnych gwiazdek pozbawione —
Wdzięcznie błękitne... zda się, że nad smętnym
Krajem przeszłości leży zamyślone
Jakim obrazem dawnym i pamiętnym
Tylko samemu Bogu, co w niem duma.
30Kraj ten zniszczyła tak wolności dżuma...
806
Ząbek się lasu dopiero wyrzyna;
Małe sosenki, jako pszczoły, brzęczą
Jedwabnym kolcem... Jeżeli masz syna,
A twego kraju ludzie nie zamęczą —
35Może zobaczy Grecyą pełną krasy,
Ubraną w ludzi szczęśliwych — i w lasy.
807
Ale my, dzieci nieszczęścia, stąpamy
Po głazach, chwastach i ruinach głuchych;
My się przez wielkie pustynie wołamy
40W ciszy bezludnej; my przy źródłach suchych
Szukamy wody, spaleni zarzewiem.
Gdzie będą szukać naszych mogił? — Nie wiem.
808
Gdy tak myślałem, mrok osłonił szary
Przybywających wreszcie do Vostizy.
45Tu jeszcze pomnik turecki... dąb stary
Na podniesieniu z głazów, przy ulicy,
Siedział spokojny. O tejto godzinie
Turek tu niegdyś pił dymy w bursztynie.
809
Lubiłem lipę, co nad sławnym Janem
50Cień rozstrzelony zbierała pod siebie
I co rok miodu obdarzała dzbanem
Niewymyślnego w żądzach i w potrzebie,
Co była drugiem poety mieszkaniem,
Głośna słowików — szpaków narzekaniem;
8010
55Pod którą nieraz błyszczał dzban na stole;
Co tak wysoko niosła czoła wianki,
Jakby ze dworu wyglądała w pole
Na przyjazd pana lub pańskiej kochanki;
Co nad szmerami słodkich ust dziewicy
60Szumiała cicho, pełna tajemnicy.
8011
Ta lipa dla nas, jak Partenon grecki,
Ma pełno smutku niewymówionego.
Stanąłem patrząc na ów dąb turecki,
Smucił mię także — lecz nie wiem dlaczego;
65Bezużyteczny liściami i chłodem,
Oko zadziwia wielkim pnia obwodem.
8012
Pień jego w sobie ma siły potęgę
I wielki smutek starości... i żałość
Nad tymi, co go znali... stone-henge
70Zaniesie myśli w olbrzymią zuchwałość
Tytanów dawnych... W tej świątyni progu
Myślisz o człeku, co ją siał... i Bogu.
8013
O mój turecki dębie, dębie stary!
Ty mi cudownym wyrosłeś kościołem:
75Tutaj się mogą modlić wszystkie wiary,
Tu wszyscy ludzie bić ugiętem czołem.
Lubię cię, dębie wyniosłego czoła,
Z liściem rozwianem, jak skrzydło anioła.
8014
Szczęśliwi ludzie, których anioł dzierży
80W swojej opiece! szczęśliwe te kraje,
Co mają drzewa — na miejscu oberży —
Siane po łąkach, gdzie płaczą ruczaje;
Wędrowiec staje, gdzie kwiatów najwięcej...
Nagle krzyknąłem — do kroćset tysięcy
8015
85Milionów... tu mi kochany Eurypid
Słowo Eumenid dał do wykrzyknika;
A mój towarzysz rzekł: »Mais c'est insipide
Spać tu... w tej klatce... co ma kształt kurnika;
Comment, Giuliano? — tak się zwał nasz sługa —
90W Vostizy musi być oberża druga!«
8016
Non c'e, rzekł sługa. »Więc spać tu na ziemi?
Wszak to nie ściany, lecz z łuczywa krata,
Pajęczynami wybita czarnemi.« —
A ja dodałem: »Jak horyzont świata
95Zawarty zewsząd, bez okien, którędy
Dusza-by mogła wyjść za zmysłów błędy...
8017
I zakończyłem słowami: daj świécy!«
— »Świecy? rzekł kompan wszak tu wiatr zagasi
Słońce w lichtarzu, księżyc w szabaśnicy!«
100Rzekłem: »Giuliano, hej! tho se mu krassi...
Gorzkie jak piołun — niech Bóg będzie z nami!
Jest co jeść? nie ma? więc tho se mu psami!«
8018
To się po grecku znaczy: daj mi chleba!
Przyniósł... postawił... i znowu zapytał
105Bardzo układnie: »Czego panom trzeba?«
A gdym na chlebie zębami pozgrzytał,
Zdjęty przeczuciem nieszczęśliwych wróżek,
Nie spodziewając się, wołałem — »Łóżek
8019
I światła! Tu jak na biegunie
110Północnym ciemno — i wiatr wszędy świszczę;
Pusto jak w zgniłym orzechu świstunie...«
Tu mój towarzysz rzekł: »Więc ja przepiszczę
Na hebanowym moim flażolecie
Tę noc — przepędzę ją najlepiej w świecie.«
8020
115I już wyciągał wiatro-brzmiący bardon;
Lecz ledwie zaczął, dmuchnąwszy w otwory,
Przegrywać — jakiś głos: »I beg you pardon
But I don't like the music, I am sorry«
Z prawej się strony wydobył przez kratki —
120Anglik zamknięty był do drugiej klatki.
8021
I była Babel okropna języków,
Aż wreszcie jakaś Opatrzności ręka
Zesłała parę płonących knocików,
I dwa, napięte jak struny, krosienka;
125To były łóżka... jeśli kto nie wierzy,
Tłómaczę jaśniej — to, na czem się leży.
8022
Ach! leży tylko! bo wszystkie zefiry
Zbiegły się do nas i wiatr z nami pląsał;
A dar krosienek, jako Dejaniry
130Koszula gdzie się go dotkniesz, tam kąsał.
Ach, jam się dotknął — i ogień mię złapał
I byłem w piekle — mój towarzysz chrapał.
8023
Są chwile w życiu, w których człowiek zda się
Samemu sobie bardzo poetycznym;
135Na skały igle — na ruin terasie
W usposobieniu umysłu vehmicznem,
Kiedy głos przeczuć bardzo głośno gada
Trzykrotnym głosem: biada! biada! biada!
8024
Gdy patrzy w słońce, o zachodzie krwawsze,
140Kiedy się żegna z kim, i przy miesiącu
Mówi z westchnieniem głębokiem: na zawsze!
Gdy przy dognanym zeskoczy zającu,
Dobędzie noża i obcina skoki —
Gdy nań piorunem strzelają obłoki;
8025
145W chwili, gdy skończy szkoły i nauki,
Gdy go za rękę uściśnie sam rektor;
Gdy go mianują sędzią — gdy go wnuki
Obsiada — gdy kraj obroni, jak Hektor,
Albo gdy myśli o zbawieniu Lachów —
150Gdy wygra partyą bilardu lub szachów;
8026
Albo gdy idzie sam w nocy na cmentarz
I na kochanki usiądzie mogile;
Albo gdy mówi doń kto: czy pamiętasz
Paryż? — Są różne poetyczne chwile;
155Kiedy naprzykład w towarzystwie znanem
Siądziesz pośrodku... na cenzurowanem —
8027
Albo gdy ciebie nazwą obskurantem,
To jest, że możesz zgasić oświecenie;
Albo gdy jesteś dział asekurantem
160I w Napoleońskie wierząc przeznaczenie,
Słuchasz bez drżenia kul lecących świstu;
Gdy »Comte« przeczytasz na kopercie listu —
8028
Gdy... i tam dalej. Z tych miłości własnych
Żadna nie przyszła do snu mię kołysać;
165Przy dwóch światełkach, jak gwiazdy niejasnych,
Chciałem z krosienek moich wstać i pisać,
Czekając zorzy różowego świtu,
Wtem deszcz... w tej klatce nie było sufitu...
8029
I zawołałem: »Ty śpisz, Eneaszu,
170A tu deszcz na nas leje się z dachówek!«
Wnet rozbudzeni oba na poddaszu,
Więcej do czynu sposobni niż słówek,
Wściekać się więcej zdolni, niż łzy ronić,
Przemyślaliśmy, jak i gdzie się schronić.
8030
175Szczęściem, że w ścianie uwitej z sośniny
Po obu stronach były dwie framugi;
Ach nie framugi — zaczęte kominy!
Więc ja jak krótki, mój kompan jak długi,
Oba jak dłutem z marmuru wycięci
180W niszach przeciwnych — ktoby rzekł, że święci.
8031
Przy naszych nogach zapalone lampy,
Ręce złożone na piersiach pobożnie;
Każdy z nas biały, jak w operze Zampy
Wiedźma z marmuru bardzo nieostrożnie
185Pierścionkiem złotym za żonę pojęta;
Lub jak niewiasta Lotowa w sól ścięta;
8032
Lub jak mumija w ścianie piramidy...
Niech porównania dalej lecą kłusem.
Byliśmy, jako ów posąg Tetydy
190Zakryty wody srebrzystej obrusem,
Stojący sucho w wodnej samołówce,
Który czytelnik ujrzy w Zofijówce.
8033
Tu, wychyliwszy głowę, mój towarzysz
Głosem żałosnym rzekł: »Czy żyjesz?« — »Żyję.«
195A on mi znowu rzekł: »O czem ty marzysz?«
A ja mu rzekłem: że się nie ukryje
Żadna zasługa pod żadną przeszkodą;
Ja mówię pacierz... Bóg słyszy pod wodą.
8034
Cnota skarb wieczny, cnota klejnot drogi,
200Nie spali ogień... A kompan: »Nie słyszę;
Woda tak szumi, już mokre mam nogi...«
A ja mu na to: »Cierp, a ja opiszę
Nasze cierpienia ściągnięte bez winy
I przedam wiernie córkom Mnemozyny —
8035
205I kiedyś, w późne wieki, wstanie mściciel
I tu postawi hotel, mości panie!
Tu na tem miejscu, gdzie teraz Jan Chrzciciel
Mógłby duszeczki kąpać, jak w Jordanie;
Tu, gdzie stoimy — ja ci przepowiadam —
210Że stanie hotel — tu, gdzie w nurty padam,
8036
W nurty natchnienia, myśląc o żegludze
Dawnych rycerzy — Eneja — Ulissa...«
A mój towarzysz rzekł mi: »Ja się nudzę,
Stojąc w tej niszy jak kozacka spisa;
215Wyznaj, że Grecya c'est ennuyeux en diable,
Ja cały mokry — mais c'est insupportable!
8037
Nie masz zegarka? ja mój dó kompasu
Zregulowałem, tam na łóżku leży.«
A ja mu na to: »Mamy dosyć czasu!
220Nim Pebus we drzwi Aurory uderzy,
Gadajmy sobie o czem pożytecznem,
Lub o zbawieniu... lub o ogniu wiecznym...
8038
Albo śpiewajmy sobie kontredansy
Tańczone dawniej — ja dyszkantem wlekę;
225Albo ci powiem powieść Sancho Pansy
O trzystu owcach wiezionych przez rzekę —
Ty licz, ja będę tron mówcy dziedziczył;
Jeśli chcesz, ty mów... a ja będę liczył.
8039
Czy znasz Byrona — Nie! — To wielka szkoda!
230Mógłbyś się teraz przenieść w ideały;
Czajld Harold niegdyś był w Grecyi... ta woda
Łóżka nam porwie srebrzystemi wały.
Czy znasz Platona?... przyszło mi do głowy
Zaczęcie jednej Sokrata rozmowy:
8040
235»Chodźmy — rzekł — w klonu szerokiego cieniu
Na pochylonej odpocząć murawie;
Oto zanurzmy tu stopy w strumieniu; —
Jak tu cień miły, jak tu świerszcze w trawie
Śpiewają słońcu!...« Dalej w mowie walnej
240Sokrat piękności daje idealnej
8041
Rysy, granice — i w mgliste przezrocze
Obwija posąg cudownego wdzięku,
A strumień żywy stopy mu łaskocze...«
Tu nasz Giuliano z latarenką w ręku
245Wszedł i zobaczył nasze dwie figury,
Jak dwa posągi, oprawione w mury,
8042
Z lampami w nogach. — Rzekłem: »Pigmalionie,
Jeśli z posągów chcesz mieć żywych ludzi,
Przynieś parasol!« Tak przez wodne tonie
260Przeszliśmy oba — a jeśli was nudzi
Ta pieśń, pomyślcie, że to jest obrazem
Greckich oberży, łóżek... i nas razem.