Nie złoto i nie kość słoniowa
Połyskują w zaciszy mojéj;
Ni pachnąca belka cedrowa
Na kolumnach z bazaltu stoi.
Ni natrętnym komu dziedzicem
Stałem się, jako człek szczęśliwszy;
Ni posługiwam się szlachcicem,
W klienta go pierw zamieniwszy.
Wiarę tylko lub skrę natchnienia
Od niebios wprost ubogi biera —
Bez łaski, możnych utrudzenia
Zaściankowa starczy mu sfera.
O! człowiecze, dzień po dniu idzie
I księżyc się z księżycem zmienia,
Gdy ty w grobowej piramidzie
Marmur czerpiesz na twe przedsienia!
Baji morskiej przelękłe fale
Cofnęły się przed twemi plany;
Byś miał kędy zabijać pale,
Sąsiad z progów bywa wygnany...
Po ostatni raz mąż i żona,
Na ojczyste pojrzawszy łany,
Załamują drżące ramiona,
Penaty swe tuląc w łachmany.
Gdzież nareszcie właściwszy z gmachów
Zamieszkacie nienasyceni?
Ziemi czeluść nie ma dwóch dachów:
Nędzarz, czy król nie ujdą cieni.
Nie złoto cłem na Styxie wcale
Ni bystra Prometejów wiedza:
Charon czeka na was, Tantale!
Cierpiących zaś Charon uprzedza.