Gdy od podmuchu wiatru się rusza
Morze sinawe bez drżenia,
Przynętę czuje trwożna ma dusza;
Ku sobie tęskne marzenia
Toń gładka z większą przyciąga siłą
I ziemia już mi niemiłą.
Lecz gdy zaryczą szare bezdenie,
Łukiem się morze przelewa,
Piana i fale straszne szalenie
Huczą — na ziemię i drzewa
Wtedy spoglądam, odwracam oczy
Od morza topieli słonéj,
Wtedy cień gajów i lud uroczy
Miły, bo choć wiatr szalony
Dąsa się, limba dźwięcznie szeleści.
Och, biedny żywot pędzi rybołów,
Któremu łódka jest chatą,
A ryb tułaczych omylny połów
Za trud na morzu zapłatą.
Wolę sen słodki pod gęstym klonem,
Słuchając szmeru strumyka
Blizkiego, co się mile pomyka,
Nie trzęsąc łonem wzburzonem.