Nad papieru białą ćwiartką
Pochyliłem skroń, —
Myśl nie płynie falą wartką,
Nie pochopna dłoń.
Umysł dziwnie nie ruchliwy,
Myśli — ani rusz!
Na pędzelku niecierpliwy
Schnie co chwila tusz.
Hej! na przestwór!.. gdzie doliny
W złotem słońcu skraw!..
Ręce — zamiast pisaniny —
Nurzam w morzu traw.
Mam na prawo w mgle zielonej
Szmaragdowy las,
Gór na lewo ośnieżony
Niebotyczny pas.
Słońce na nim zachodzące
Złoty nurza ster —
I roznieca skier tysiące,
Brylantowych skier...
Śledzę chmurek falowanie
Pośród cudnej gry...
Wracam do dom. Wron krakanie
Towarzyszy mi.
I znów wkładam dawne pęta
I znów tęskno mi, —
A przedemną wciąż nietknięta
Biała karta lśni.