Jaka tu cisza! — wonie jak na łące;
Tam, za drzewami, ginie blask słoneczny —
Patrz, każde drzewo zdaje się modlące
O spokój wieczny.
Cicho tu, dziewczę! — patrz, tam miasto w dole
Gwarem urąga tej cmentarnej ciszy;
Z śmiechu i biesiad przewala się w bole,
Boga nie słyszy.
Cnota tam — we łzach, prawość — niema chodzi,
W przepychu — zdrada, w uwielbieniu — zbrodnia:
Dziw mi, że jeszcze nad tem miastem wschodzi
To słońce, boża pochodnia.
O cicho! nie bluźń; słyszysz szmer dokoła?
Rozlał się skargą na mogił kobierce:
Każdy z tych ludzi ma stróża anioła,
Ma, jak my, serce.
Klęknij i módl się za nich, lilio droga!
Dusze te, serca — długo szatan psował;
Ach! gdybym czasem nie czuł wśród nich Boga,
Tu bym się schował.