Spią snem cichym umarli... Nad snem ich, milczące,
Patrząc zimno na groby, czuwa Przeznaczenie —
Głowę Starca muskają jasnych gwiazd promienie,
W jego myśli — jak w toni — przegląda się słońce...
Możne stopy oparłszy o posłuszną ziemię,
Co u nóg mu jak lwica uśmierzona siadła,
Rządzi życiem — tu w piekieł okropne widziadła,
Tam znów w twarze aniołów strojąc ludzkie plemię.
∗ ∗
∗
Tam Niewinność w osobie cudownej dziewicy
Z koszem kwiatów przez ziemię biegnąc rozśpiewana,
Drwi z Mądrości, — co w wielką księgę zaczytana,
Nie może się ostatniej doczytać stronicy.
Nadzieja tam, pod śliczną, postacią, dzieweczki,
Za ptakiem Szczęścia goniąc, ku drzewku się wspina, —
Gdzie skrzydełka do lotu rozwodząc ptaszyna,
Stokroć złowion do setnej zbiera się ucieczki.
Rospasana Rospusta jak wąż tam znów syczy,
Że nie może zaporą stanąć dumnej Cnocie,
Co stopą bieluteńką, po brudnem jej błocie
Nieskalana precz idzie — w przepasce dziewiczej!
Harda Sława w girlandy z laurów wystrojona
Przeskoczyć tam znów jakąś przepaść się zabiera...
Skoczyła — i brzeg depcząc nogą bohatera,
Upada nagle w Śmierci kościstej ramiona!
Biedna Rospacz na kostur niemocy oparta,
Kulejąc za Boleścią chwiejnym krokiem zmierza —
Tam znów Kaprys na wieżę się garnie... a wieża
Z papieru zbudowana, tyleż co on warta! — —
∗ ∗
∗
∗ ∗
∗