Nic nie znając myszka mała,
Że starego, rozumiała,
Kota, swemi zmiękczy łzami,
I że wstrzyma Mruczysława,
Gdy dowiedzie racyami,
Że jéj arcy dobra sprawa.
— „Daruj życie, myszka jedna,
Jak ja mała, jak ja biedna,
Czyli może szkodzić komu?
Nie ogłodzę państwa w domu.
Jedném zboża ziarnkiem żyję,
A zjem orzech to utyję.
Jeszczem chuda i niesmaczna,
Niech cierpliwość pańska baczna,
Dla swych dzieci mnie zachowa.“
Tak mówiła mysz wybladła,
Kiedy w kota łapki wpadła.
Kot jéj na to: — „Próżna mowa,
Niż mnie twoje zmiękczą słowa,
Prędzéj głuchy cię usłyszy;
Idź nawracać prządek troje,
Znajdą jeść co dzieci moje.“
Już kot skończył, i po myszy.
A ja powiem, w téj powieści
Jaki się też morał mieści?
Młodość płocha, łatwowierna,
Starość jest niemiłosierna.