CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Myosotis palustris

polaco

II.

MYOSOTIS PALUSTRIS.

(NIEZAPOMINAJKA)

»A nie zapomnij ty o mnie

Onąć godziną,

A nie zapomnij ty o mnie!

Za Dunajami, co Bóg wie, gdzie płyną,

Nad wodą siną

Morza, iż mówią, tak huczy ogromnie,

Że ziemia trzęsie się w koło,

Że oneć bory, oneć ciemne lasy,

Co jako pasy,

Brzeg opasują,

Jak żywe drżą,

Choćby wesoło

Pomiędzy ludźmi, co biedy nie czują,

Szło ci to życie w czerwonym kołnierzu,

Oj ty rycerzu,

Nie pogardź mną!...«

I aż »neslowym« fartuchem

Łzy ocierała,

Z jasnego »neslu« fartuchem —

Gdy go tak w drogę daleką żegnała

Za wsią, co stała

W jakiemś zamgleniu zasępionem, głuchem...

Za wsią, przy »błocie«, przy bagnie —

Przy tem »jeziorku«, przy tym grzązkim stawie,

Co w miękkiej trawie

Między sitowiem

W spokojnym śnie,

Czysto, by jagnie

Pomiędzy sianem, spoczywa... »Nie powiem,

Ale to serce, jakby kto, o luby!

Zamknął je w śruby

Tak ściska mnie!...

Czytałam w jakiejś książczynie,

Że w taką chwilę —

Tak w onej stało książczynie —

Gdy kto przed sobą ma nie dwie, trzy mile,

Lecz drogi tyle,

Że człowiek prawie aż w zamysłach ginie,

A jest, jak — my tu oboje —

Niby wiesz, luby, że na drogę oną

Dobrze jest pono

Wziąć ku pamięci

Ten kwiatek, wej!...

O życie moje!

O doloż moja!... Niech strzegą cię święci

I ten Pan Jezus, co strzeże owieczek!

A ten kwiateczek

Na sercu miej!«

I tak się schyli ku łące

I zerwie kwiatek,

Z pomiędzy trawska na łące,

Aż łokieć błyśnie z pod płóciennych szmatek,

Aż na ostatek

Tego żegnania spłonie twarz w gorące,

Jak ranne niebo, kolory,

Jak wej! to słonko wrześniowe, co wschodzi

Z sinej powodzi,

Zdrowe i świeże —

Jak wej! ten dzień.

»W oneć wieczory

I w oweć rana, gdy zmówisz pacierze,

Pamiętaj o mnie!... Gdy wrócisz, mój Boże!

Jak w jakim dworze

Na oścież sień!...«

»Kata-ć pamiętać nie będę!

Choć czas nie krótki —

Kata-ć pamiętać nie będę:

Ale to zwiędnie i na co te smutki?...«

I niezabudki

Ściśnie kwiatuszek w swej garści... »Na grzędę,

Ojcowską wrócę też jeszcze —«

»A przecie pisuj!« — »Czemu nie mam pisać?

A ty kołysać

Ucz się, dziewulo...

Bo pewnieć czas! —«

»Aż-ci mnie dreszcze,

Kiedy tak mówisz... aż się oczy tulą —«

»A kóli czego? toć przecie... bądź zdrowa!«

»Bądź zdrów!... Uchowa

Toć Pan Bóg nas...«

Tak się ci dwoje żegnali

Onego rana,

Tak się ci dwoje żegnali:

Ona wróciła do dom zapłakana,

Jako ta zlana

Srebrzystą rosą roślinka; on w dali

Zginął pod miastem... Nie długo

Może w »Kolberku« albo gdzieś w Szczecinie

Jak listek zginie,

Co spada z drzew...

»Królewskim sługą«

Będzie we świecie, odda trud swój wszystek —

Ale gdy wróci, odbierze nagrodę:

To dziewczę, młode

Jak żywa krew!...

»Keń-że to, Jasiu mój, jedziesz?

We świat daleki?

Keń-że to, Jasiu mój, jedziesz?«

»Rży już koniczek: za góry, za rzeki,

Zamknąć powieki

Pod krwawym piaskiem, dziś pewno mnie wiedziesz,

Mój ty koniku, mój wrony!«

»A weź mnie z sobą! U króla-ć ja prała«

I haftowała

Będę pieluszki

W złocisty ścieg!

Śpij, mój złocony!

Schowaj te rączki, te tłuściuchne nóżki;

Nie długo tatuś będzie cię kołysał —

Nicpoń! nie pisał

Cały już wiek!...«

»A niechże-ć go tam wcierniasty!

Niech go morówka!

A niechże-ć go tam wcierniasty!

Ty wej! tak więdniesz, jak w polu makówka,

A jemu wdówka —

Pękata we łbie Małgola: Niewiasty

Poszukał sobie, że ino!

Jak istna kłoda! ale cóż? U wdowy

Chleb-ci gotowy —

A ty? czy sznurek

Korali masz?

Ledwie chuściną

Obwiążesz szyję... poganin, szwed, turek,

Ale nie człowiek jest z niego...« »Nie wierzę!...«

»Toć mówię szczerze,

Więc wiarę dasz.

Czy to zeszłego tygodnia

Nie pisał do niéj?

Słyszysz! zeszłego tygodnia!

A ona-ć temu wcale się nie broni:

Jak ryba w błocie —

Tylko z radości, że to czysta zbrodnia,

Tak ogoniskiem, wej! trzepie!

Gnije-ć to owo, jak w beczce kapusta;

A jaka tłusta!

Wiatry nie zdmuchną

Gadziny tej!

Toć ja jej w ślepie

Żywego waru naleję!... Córuchno!

Zawsze-ć mówiłam ci, widzisz: wianuszek

Kryj pod fartuszek,

Baczenie miej!...

A przecie do wsi szły listy

I wszyscy gwarzą —

A przecie do wsi szły listy,

Że za nim niemki z przychówkami łażą;

Aż mózgi smażą

Sobie ludziska z podziwu!... To czysty

Jeno rozpustnik, nic więcej!...

Żeń się z Antosiem... Do nóg mi się kłania,

Wziąć się nie wzbrania,

Choć widzisz przecie,

Niby ten krok...

A i tysięcy

Też nie masz żadnych... Żeń się, żeń, me dziecię,

Złoto ty moje!...« »Matusiu! czekajcie,

Czasu mi dajcie

Ten jeden rok...«

I tak czekała... Rok minął,

A on ze służby —

Jej na czekaniu rok minął —

Powrócił we swe i — jął spraszać w drużby:

A nużby, nużby

Kto mu tak niewczas z Małgolą zawinął?...

I weselisko wyprawia:

»Walczy«, aż pot mu kapie z poza ucha;

A jak rzerzucha, gdy deszcz ją zmoczy,

Co z cicha spadł

I bagno spławia,

Onać wdowula... A tamtej hej! w oczy

Spojrzyjcie tylko: w łzie, zorzą srebrzonéj,

Jak ten zroszony

Niebieski kwiat!

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← My — przeżyci?... My, jak kwiatyMysia wieża (Kasprowicz, 1913) →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Myosotis palustris
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-myosotis-palustris--jan-kasprowicz-9c5577
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Myosotis palustris», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-myosotis-palustris--jan-kasprowicz-9c5577.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.