Wam, cni towarzysze, wam, bracia rówieśni,
Co w znojach trawicie swe dnie,
Wam śpiewam żałosne, mąk pełne me pieśni
I jęk mego serca wam ślę.
Choć nie wiem, czy echem odezwą się w duszach,
Czy czyja zakipi z nich krew,
O mękach wciąż śpiewam, mozołach, katuszach,
Nędzarzom poświęcam mój śpiew.
Stworzyły mą lutnię: głód, nędza, cierpienia,
A w sercu głęboko na dnie
Tkwi ból i bojowo nastrająnastraja me pienia,
Do walki z wyzyskiem lud zwie.
Więc nie wie ma pieśń, co to śmiech, co wesele,
Jej nuta: zgrzytanie i gniew,
Lub krwią i żelazem tchną smutesmutne me pienia:
Nędzarzom poświęcam swój śpiew.
Estradą mi warsztat, maszyny orkiestrą,
Wtóruję wciąż dzikiej tej grze,
Kieruje zaś majster, kapelmistrz-maestro,
Bez końca muzyka ta rżnie.
Melodya to stara, ponura, żałosna,
Jak wicher, co wyje śród drzew;
I nie wie ma gęśl, co to słońce, co wiosna,
Nędzarzom poświęcam swój śpiew.