CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAleksander Fredro

Aleksander Fredro · Romanticismo

Mogiła na rozdrożu

polaco

Droga zarosła, zamek pusto stoi,

Ani tam okien, ani tam podwoi,

Obicia zdarte, obnażone głazy,

W szmatach po ziemi pradziadów obrazy;

Gdzie Pan? Gdzie dziedzic? Zamek pusto stoi.

Pan, Pan i dziedzic? Zbiegł świata krawędzie,

Szuka wciąż łoża, szuka źródła wszędzie,

Gdzieby pragnienia mógł ulżyć katuszy,

Gdzieby snu chwilką mógł odpocząć duszy —

Źródła nie starczą — spać nigdy nie będzie.

Wraca do kraju — żyje w ciemnym lesie,

Zawsze na barkach wór kamieni niesie,

Cel urągania i wstrętu i trwogi,

Jak w dzień tak w nocy przez ciernie i głogi,

Jęty szaleństwem wór kamieni niesie.

Jam zabił — krzyczy — zamordował srodze;

Padła, szeroko po jéj grobie chodzę,

Bracia kajdany, a ja dźwigam złoto;

Ciężkie to złoto! zostałem sierotą,

Ja, ja zabiłem, zamordował srodze.

A zgraja woła: kogoś zabił, kogo?

Bo wiedzą ludzie, czemu wierzyć mogą;

Śmieją się krzycząc: kogoś zabił Panie?

A jedno słowo, to jedno pytanie

Jeży mu włosy, serce ziębi trwogą.

Biegnie, ucieka, ucieka co siły,

A gdy ostatni głos echa odbiły,

Staje i słucha, słucha i w drzew szumie

Pytanie: kogo? znów słyszeć rozumie.

I znów ucieka, aż padnie bez siły.

Spłynął rok w przeszłość jeden, drugi, trzeci,

Daléj dziesiątek za dziesiątkiem leci;

Tak lat nareszcie minęło trzydzieści,

Zawsze zdrój szumi, zawsze liść szeleści,

Ojców pytanie powtarzają dzieci.

Aż raz Pan zamku nie wydołał trwodze,

Padł pod ciężarem na rozstajnej drodze,

Krew w piersiach grała, a zbielałe oko

W martwych powiekach łyskało głęboko:

Ja, jam ją, krzyczał, zamordował srodze.

Kogo? głos z góry uderzył o skały.

Kogo? — Ojczyznę — Ojczyznę, lud cały.

Ojczyznę — odgłos powtarzał daleki,

Powtarzał długo — trwać będzie na wieki.

Zdrajca już nie żył — przekleństwa zostały.

Krzyża wyciosać nie było mu komu,

Ze suchem okiem szedł każdy do domu.

Nikt mu nie wyrzekł: Niech z Bogiem spoczywa!

Nikt go ojczystą ziemią nie pokrywa;

Nie wart i ziarnka, kto sprzedał bez sromu.

Jak jego serce, tak zimne kamienie,

Co lat trzydzieści darły mu odzienie

Pokryły trupa. — Na mały stos zrazu

Każdy przechodzień rzucał głaz do głazu,

Aż się i spiętrzył, w grobowe sklepienie.

Za każdym rzutem na przeklęte łoże

Podziemnym jękiem zadudni rozdroże:

Jednak swój kamień dorzuca przechodzień,

Jednak mogiła powiększa się codzień,

Bóg tylko jeden umniejszyć ją może.

Sigue explorando

Por su autor
Aleksander Fredro · 191 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Młody światMoje zdanie →

Expediente

Autor
Aleksander Fredro
Título
Mogiła na rozdrożu
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-mogia-na-rozdrozu--aleksander-fredro-538ba1
Cita recomendada
Aleksander Fredro, «Mogiła na rozdrożu», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-mogia-na-rozdrozu--aleksander-fredro-538ba1.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.