Jeden ptaszek jeszcze młody,
Który pilnie unikał co niepokój daje.
Powietrzne zbiegając kraje
Ujrzał na drzewie kraskę powabnéj urody.
Ta gdy na niego spogląda,
Już mój ptak, nie wolności, ale kraski żąda.
O wszystkiém zapomniawszy, wnet się do niéj zbliża;
Ale zgraja ciągle świéża
Wróblów, zewsząd przylatuje,
I przystęp jego tamuje.
Dopiero wtedy ptaszyna
Swojéj nieroztropności żałować poczyna.
Zaraz w sobie odwagi niedość jednak czuje,
Jeszcze się jak może skrada,
Jeszcze około lata, biedzi się i żali;
Ale widząc nakoniec, że to nic nie nada,
Westchnął sobie serdecznie, i poleciał daléj.