CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaKlemens Junosza

Klemens Junosza · Modernismo

Melancholiczne dumania

polaco

Na niebie były chmury, ołowiane, — czarne,

W powietrzu mgły tumany leniwie się wlokły,

Pod latarnią gazową, jak widmo cmentarne

Stał jakiś człek, pijany, zziębnięty i zmokły;

A naprzeciwko w oknach światła gorejące

Z po za szyb kryształowych migotały drżące.

Dźwięki orkiestry brzmiały w oświetlonej sali,

Przez szyby widać było tańczących kontury

Płynące niby duchy po powietrznej fali...

Pijak spoglądał na nie smutny i ponury

I myśląc że tam radość i wesele gości,

Poszedł utopić w wódce robaka zazdrości.

Niech idzie — my nie wstąpim za nim do tawerny,

Lecz wejdziem do salonu, w którym lśni posadzka...

Na rozscież nam podwoje otwiera odźwierny,

Widzimy jak w mazurze pląsa młodzież chwacka.

Bukiet piękności sieje przecudowne blaski....

I ozdabia wdziękami karnawał warszawski.

O szczęśliwa młodzieży! szalej, pókiś młoda,

Póki ci szron siwizny włosów nie przypruszy,

Póki cię wabi dziewczę świeże jak jagoda

I póki mową oczów przemawia do duszy...

Bo gdy ci piąty krzyżyk zegnie kark do ziemi

Będziesz nucić godzinki z żalami gorzkiemi.

Ta piękna blondyneczka z okiem promienistem

Co wachlarzem z piór pawich białe czoło chłodzi...

Rzuca w koło salonu wejrzeniem ognistem

I mnóstwo innych spojrzeń po za sobą wodzi,

Ta bez walki wojuje, bez miecza zwycięża

I jednego z swych jeńców zamieni na męża...

Szczęśliwy niewolniku! wszakże ta dziewica

Co ci jakby niebiańskim wydaje się duchem,

Nietylko swym powabem szczerze cię zachwyca,

Ale i złotym także okuwa łańcuchem,

Bo papa tej serc męzkich potężnej władczyni

Posiada gotowiznę w ogniotrwałej skrzyni.

Schyl że kark pod to jarzmo ciężkie ale wdzięczne

I raduj się jak baran co mu rogi złocą...

A przez układność zgrabną i ukłony zręczne

Wkradaj się w serce papy — zdobądź je przemocą...

A obok żony ślicznej młodej i powabnej,

Przepędzisz sobie żywot prawdziwie jedwabny.

A ty znów czarnooka, rozkwitła jak róża,

Twa pierś jak z alabastru, wznosi się jak fala,

Strzeż się aby w twem sercu nie zawrzała burza

I od spojrzeń ognistych chciej się trzymać zdala...

Boś biedna... a z uczuciem połączona bieda,

Nigdy ci w życiu szczęścia prawdziwego nie da.

Bo i cóż ci ztąd przyjdzie, gdy w lichej sukience,

Jak jaskółka gniazdeczko, zamieszkasz poddasze?

Gdy mąż twój pocałunkiem ogrzeje ci ręce

I wskazując na serce — powie — „to jest nasze.“

I cóż ci z tego szczęścia... co ci z ideału

Gdy garnek żąda mięsa... a komin opału?

Widziałem cię w ogrodzie, samotną nad księgą,

Jak ze łzami czytałaś poematu zwrotki,

Twój włos kruczy pąsową był ujęty wstęgą,

Obok ciebie leżały róże i stokrotki

Księżyc wspaniały... jasny... wszedł już na obłoki

A tyś jeszcze w zadumie siedziała głębokiej.

Wtenczas tyś się zbliżyła z cudnych marzeń światem,

I w roskosznych dumaniach zatonęłaś słodko,

A życie było dla cię jakby poematem,

W którym twoje uczucie najpiękniejszą zwrotką,

Dumka jakaś jak obłok przeszła po twem czole

Aż doszedł cię głos mamy „herbata na stole.“

Herbata! pomyślałaś — czemuż ta herbata?

Mam porzucić mój ogród dla bułeczki z masłem?

Pfe! jaka czarna proza... a jednak dla świata

Ta proza jest najpierwszem, najgłówniejszem hasłem...

I dziewczę co w marzenia i dumki zapada,

Dla prozy, sercem młodem uszczęśliwi dziada.

Jeśli kto nie ma zębów, kupi u dentysty;

Marzyć wygodniej zawsze na miękkim fotelu,

A nad wszelką poezję milszy dochód czysty

Co prowadzi do szczęścia i do marzeń celu,

I to jest karnawału wielką filozofją

Abyś za bogatego wyszła panno Zofjo.

Karnawał salonowy — a tam gdzie najludniej,

Na pochyłych uliczkach naszego powiśla,

Piszcząca katarynka skoczne polki dudni

I kawaler w kapocie piosneczki wymyśla;

A tańczą zamaszyście, aż pot zlewa czoło

Bo i tam jest karnawał i tam jest wesoło.

Ale dość o zabawach... do poważnych rzeczy,

Przystąpmy jako ludzie starzy i stateczni.

Prassa czyni gwałt taki, jak chór żab gdy skrzeczy,

I subjekcje sobie powiada najgrzeczniej,

Podnosząc całym chórem rozmaitych głosów

Kwestję kręconych włosów i garbatych nosów.

Kto tu wygra, kto straci w tej domowej wojnie,

Trudno dzisiaj powiedzieć i oznaczyć z góry?

My jako humoryści siedzimy spokojnie,

Kiedy poważni bracia idą na pazury...

I w historji polemik notujem z pociechą

Że najpiękniej spór cały prowadziło „Echo.“

Zacny ten nowy dziennik, długi i szeroki,

A drukowany pięknie aż czytać ochota,

Treścią zacną i formą ma wypchane boki

Mieści echa z zaścianka i echa z zapłota,

A w ostatnich numerach w swych myślach z ustronia

Wyćwiczył donżuana, jak osła lub konia.

Niwa, poważna Niwa, organ co ma: wąsy,

Filozofów — statystów — bankierów i szlachtę,

Z Kolcami wystąpiła w polemiczne pląsy

Zapisawszy olbrzymią papierową płachtę,

Że nasz organ niegodzien wejść w dom gdzie są panie

Bo Jackowi Soplicy sprawił kiedyś lanie.

Jest to już zapisano dawno w dziejach świata

A nawet stary Homer o tych rzeczach śpiewa,

Że w każdym czynie ludzkim mieści się prywata,

I że od tej słabostki nie jest wolną Niwa.

Cóż dziwnego? Tamberlik czasem z fałszem śpiewał

I wielki Napoleon batalje przegrywał.

O Niwo! szanujemy bardzo twe zasady,

Przyznajemy, że piszesz dla ludzi z pożytkiem,

Lecz „Kolców“ nie zaczepiaj — słuchaj naszej rady,

Albowiem zawsze ostro odprawimy z kwitkiem...

Nie wychodźcie poważni z nami na turnieje

Bo nasz organ nie walczy — lecz zawsze wyśmieje...

Warszawiacy! Wam złota uśmiecha się dola,

Bo oto niezadługo przy święcie w ratuszu

Będzie i maskarada huczna i tombola

I szampan dla rozgrzewki i dla animuszu...

I dziwa nad dziwami w sali i w bufecie

I jednem słowem wszystko czego tylko chcecie.

Na tej tomboli będą niesłychane cuda,

Bo za marną złotówkę wygrać będzie można

Jeżeli los dopisze i jeśli się uda

Serwis porcelanowy — pieczeń prosto z rożna,

Paczkę szpilek, zapałkę lub mebli garnitur,

Więc poprobujcie szczęścia... ad astra sic itur.

Najmilsi, niech to szczęście sprzyja wszystkim wiernie,

Co figurują u nas w liście abonentów,

Niech ich hojna fortuna obsypie niezmiernie;

Nie szczędząc kapitałów, ani też procentów,

I niechaj ci z wygranych na owej tomboli

Kolosalne majątki dorobią powoli.

Lecz i tombola przecież to tylko zabawa,

A przyrzekliśmy mówić o rzeczach na serjo...

Czy wiecie że już wkrótce nastąpi wystawa

Frywolitek, koronek, sukien z pasmanterją,

Będziemy podziwiali ustawione w rzędzie

Rzeczy, które niewiasta szyje, tka i przędzie...

O zoilowie straszni, zajadli krytycy,

Którzy pracy niewieściej nie macie dziś za nic,

Zawstydzą waszą śmiałość w wystawie kobiecej

Damy — których próżniactwo szarpiecie bez granic,

I pokażą wam owe hafty i gipiury

Które tak pięknie robią cnych Warszawian córy...

Oh! bo córy Warszawy, to są śliczne dzieci

Mają swój wdzięk właściwy a nieporównany,

W oczach im niewygasły nigdy ogień świeci

A te oczy zabójcze niosą sercom rany.

Każda z nich strzela spojrzeń ognistemi blaski

I każda ma prawdziwy szyk, istnie Warszawski...

Choć nie są dziećmi barwnych łąk kwiecistych

A mają oczy barwy niezabudek,

Nie znają owych źródeł przezroczystych,

W których wesoły przegląda się dudek.

Lecz każda rośnie i kwitnie jak róża

W wilgotnej stancji ciemnej od podwórza.

Chociaż w ich mowie są warszawskie błędy

Lecz i w tych błędach jest urok nie lada,

Gramatykalne porzuciwszy względy,

Przyjemnie słyszeć gdy dziewczę powiada,

Że saska kiępa i gięś z trawką w dziobie

Ku przyjemności służą i ozdobie...

O warszawianki! gdy pyzaty chłopiec

Przyjedzie tutaj z cichego zaścianka,

Tak go natychmiast potraficie opiec

Że mu z pamięci zniknie wnet bogdanka,

I że się prędzej aż pod ziemię schowa,

Niżeli weźmie żonę z Pacanowa.

Kończę dumania ogromnym zakrętem,

Że aż mi szóste z rzędu, pióro pryska,

Kończę go dla was wielkim komplementem,

Żeście przepiękne zdaleka i zbliska

I że ktoś wszedłszy w gazeciarskie szranki

Napisał powieść: „Zęby warszawianki.“

Sigue explorando

Por su autor
Klemens Junosza · 83 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Marzyciele współcześniMocna głowa →

Expediente

Autor
Klemens Junosza
Título
Melancholiczne dumania
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-melancholiczne-dumania--klemens-junosza-11bbb5
Cita recomendada
Klemens Junosza, «Melancholiczne dumania», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-melancholiczne-dumania--klemens-junosza-11bbb5.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.