Gdy sakwy z grzechów opróżnione,
I dla świątecznych szat wymiany,
Spłowiałe rzucę precz łachmany —
To, niech, w słoneczną dążąc stronę,
Cicho, jak nikły cień przewionę,
I niech się stanę zapomniany.
Wyszedłem nagi z ziemi łona,
Ziemi też nagie oddam kości —
Abym na skrzydłach, z mej nizkości
Tam wzleciał, gdzie mi w oczach skona
Dola, za błogi Raj kupiona —
Której tu człeku człek zazdrości.