CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Księga ubogich — V

polaco

V

W niejednej-ci ja biesiadzie

Uczestniczyłem wesołej —

Słuchajcie mnie, przyjaciele! —,

Uczeń aż nazbyt pojętny

I z nienajgorszej szkoły...

Gdy powszedniości zbyt wiele

Zalazło w progi otwarte —

Hej, utęskniony wieczorze! —,

Serca wszelakie złoto

Na jedną rzucałem kartę.

Nigdy się było nie drożę:

Upust dający wymowie —

Fala o falę uderza —,

Kielich wznosiłem do góry,

By wasze wychylić zdrowie.

Mieliście grubego zwierza,

Wielce mu radzi, przeradzi —

Bezdenne są źródła troski —,

Że ogień skrzył się nam w oczach,

Jak wino, płynące z kadzi.

Że jakiś wysłaniec boski

Chwytał nas wszystkich w ramiona —

Lubię ja zorze, gdy gasną —,

Tłumacząc, iż niema różnicy,

Czy ktoś pożyje, czy skona...

Byliście wdzięczni, że własną

Możecie rozrządzać duszą —

O płodne w owoce lato! —

Bez onych względów, zastrzeżeń,

Co bujność rozkwitu głuszą.

Wdzięczni byliście i za to,

Że godnych ja chwil nie pominę —

Człek nie wie, gdzie znajdzie radość —,

Aby was wszystkich raz jeszcze

Zaprosić kiedy w gościnę.

I oto czyniący zadość

Danemu tak szczodrze słowu —

Nie dla mnie ten grób się tam kopie —,

Korzystam ze sposobności,

Wzywam i witam was znowu.

Zaiste, na wielką stopę

Żyję w tym moim salonie —

Lubi się chełpić me serce —:

Obszerny po widnokręgi,

U stropu słońce płonie.

Patrzajcie, co za kobierce!

Tkane rękami Boga! —

Innym nie sprzyjam warsztatom! —

Robota ogromnie wzorzysta,

Materya przedziwnie droga...

Za legowisko światom

Od wieków-ci one służą —

Naprzemian sen mija się z jawą —:

Śmierć chodzi po nich i życie

Stopą ponadmiar dużą...

Siądźcie tu, pod tą złotawą,

Lśnistą koroną jaworu —

Żywizno błękitnych pował! —,

Lub pod tym smrekiem, pod brzozą,

Pod baldachimem boru.

Sam On-ci je wyhodował

Na wasze dziś odwiedziny —

Oczu przymglonych ślepoto!... —,

Jeśli wam nie w smak przyjęcie,

Nie z Jego to będzie winy.

Jest i kapela!... Są oto

Gęśle, wybrane z gęśli —

Pieśń bywa bezbożna i święta —:

Snać aniołowie te dźwięki

W bród po przestworzach roztrzęśli.

Owady brzęczą, ptaszęta

Z drzewem i kwiatem świergocą —

O duszo ty nieobyta! —

I pierś człowieka rozbrzmiewa

Niedoli i doli swej mocą.

Chłońcie ten napój do syta!

Innego wina tu nie trza! —

Zagadki czekają w otchłani... —

Wymowy waszej upusty

Napełnią kręgi powietrza.

Rozgrzani i rozśpiewani

O mego gazdostwa cudzie —

Odkryją się kiedyś tajnie —,

Ujmiecie prawicę bożą,

Choć tylko jesteście ludzie.

Po ziemi chodząc zwyczajnie,

Przecież swój ślad poznaczycie —

Godzina goni godzinę —

Krokami, jak śmierć, wielkimi,

Krokami wielkimi, jak życie...

O chodźcie do mnie w gościnę!...

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Księga ubogich — IXKsięga ubogich — VI →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Księga ubogich — V
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-ksiega-ubogich-v--jan-kasprowicz-ecb86f
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Księga ubogich — V», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-ksiega-ubogich-v--jan-kasprowicz-ecb86f.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.