CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaQ1254858

Q1254858 · Romanticismo

Kraków (Goszczyński)

polaco

Kraków! To on sam, jak polski lud, stary!

Kołyska polskiej chwały, gniazdo polskiej wiary,

Smentarz polskiego narodu.

Witam cię, miasto błogosławione,

Miasto wieków ulubione

I od wieków wykarmione.

Ty nie umrzesz z chwały głodu.

Tu czas, co ziemię, jak bocian, czyści,

Gniazdo sobie wybudował

I w twojem sercu pochował

Dalekich wypraw korzyści,

Aby wykarmił życiem i potęgą

Pisklęta, które wkrótce się wylęgąwylęgą.

Szczęśliwy ten dom, błogosławiony,

Który on gniazda koroną opnie,

I ten ród pewien niebieskiej obrony,

Co gniazdo jego ocala roztropnie;

Chwała ci, grodzie, że w tobie cześć taka

Dla świętego czasu ptaka.

A więc nad tobą i opieka boża,

Ciała dusz wielkich leżą bezpiecznie,

Ani się psują w twoich świątnicach —

Wieniec dziejów kwitnie wiecznie,

Duch dawnej chwały wieje po ulicach

I błogosławionych zorze

Opromienia twoje wieże.

Słowo podania twoich swobód strzeże

Od dwóch stron świata dwoma mogiłami.

Widzę je — wstało widomie

W mglistych olbrzymów ogromie

I »witaj — mówi — witaj między nami!

Brakło nam straży z tamtej jeszcze strony,

Tam się też skradał wróg przyczajony«.

Jękły pogrzebowe dzwony;

Dźwięk ich żałobny, czysty i głuchy,

Jakby go niosły płaczące duchy,

A, jak eter przenikliwy,

Płynie daleko, jak jasności fale,

Zagrał sępowi na Karpatów skale,

A sęp żarłoczny sparł się na dziób krzywy

I skrzydła zwiesił do smutnej dumy;

Przeszedł nad morza — a morskie tłumy

Pomyślały — że mórz łono

Jęczy przed blizką burzą szaloną:

Kupią się i bez ruchu ołowiem w głąb toną.

Przeniknął deszczem w lasów tajniki —

Rwą się zjeżone dzikie zwierzęta,

Mniemają słyszeć jęk dziki,

Jakim się proszą leśne szczenięta,

Kiedy nieczuła ręka myśliwska

Obręczem śmierci gardła ich ściska.

A jęk szedł dalej, wokoło,

Jak śmierć, przenikał ziemskie głębiny,

Jak szum, przebiegał wzdłuż Wisły i Dźwiny.

Zlał blaskiem wschodu najwyższych gór czoło

I idzie dalej, coraz głębiej, wyżej,

W górę promieńmi dziennemi,

Dreszczem wulkanu w głąb ziemi,

Dokoła świata skrzydłem chmury chyżej

I coraz dalej, aż całą ziemię,

Aż całe ludzkie obudził plemię.

Gdzie wzrok rzucisz popod słońce,

Zewsząd chorągwie wiejące,

Przepasane krepą czarną,

Zewsząd żałoby męże się garną

Ze wstęgami trójbarwnemi

I z garścią rodzinnej ziemi.

Kogóż to, kogo żegnać ludzkość będzie

W tym niesłychanym obrzędzie?

O święta mojej ziemi stolico!

Jakże pysznie powstajesz przed moją źrenicą

I nad cały świat ciekawy

Wznosisz górę Bronisławy

I prawicą tajemniczą

Otwarłszy jej pierś dziewiczą,

Składasz w niej umarłe zwłoki

I wysyłasz pod obłoki

W wieńcu gwiaździstej światłości

Okrzyk: Oto mąż wolności!

Jak woda w paszczę otwartego wiru,

Tak wkoło grobu zlewa się lud miru.

Ze szczyptą ziemi każdego ręka,

We stu językach jedna piosenka.

Sigue explorando

Por su autor
Q1254858 · 19 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Kościeliska (Goszczyński)Mara ojczyzny →

Expediente

Autor
Q1254858
Título
Kraków (Goszczyński)
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-krakow-goszczynski--q1254858-f7004d
Cita recomendada
Q1254858, «Kraków (Goszczyński)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-krakow-goszczynski--q1254858-f7004d.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.