CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJuliusz Słowacki

Juliusz Słowacki · Romanticismo

Kościół wiejski

polaco

Była to cerkiew, z modrzewiu jéj ściany

Już pochylone, wsparte na podpory;

Promieniem słońca błyszczał dach blaszany;

Słońce wzierając przez te szyby drżące,

Różne już na nich wybiło kolory.

Nad cerkwią rosły trzy brzozy płaczące,

Krzyż się przeglądał przez ich szczyt wyniosły;

Na progu żebrak pacierze powtarza.

W około cmentarz kwiatami zarosły,

I wiejskie groby błyszczą wśród cmentarza.

Daleko słychać wiejski dzwon kościelny, —

Zadzwonił, zewsząd lud spieszy przez pola.

Było to święto, był to dzień niedzielny,

Dziś pług spoczywa, zieleni się rola.

Dziewice ołtarz przystroiły w kwiaty,

Zabrzmiała młodzież do śpiewu gotowa;

Wyszedł ksiądz ze mszą, pochylony laty,

Tłumi się coraz pieśń ludu niknąca —

Ucichła.... Księdza tylko słychać słowa,

Cichy szmer brzozy, co o szyby trąca;

Niekiedy dzwonek jękliwy uderzy,

Niekiedy starzec księdzu odpowiada;

Świergocą wróble i pod szczytem wieży

Pierzchnie jaskółka i w gzymsy zapada.

Msza się kończyła, — oto w niskie progi

Jacyś wędrowce weszli do kościoła.

Jeden padł na twarz, całował podłogi,

Drugi ponury, nie uchylił czoła.

Gdy się przypadkiem płaszcz odkrył, strój drogi

Błysnął spod płaszcza i twarz nie wesoła.

Bali się zasiąść w ławki, lub nie śmieli.

Oba pokornie przy progu stanęli.

Ksiądz modły skończył, mszał bogaty złożył,

Teraz zaczyna mówić Boskie słowo. —

„O! Bracia! dzieci! i tegożem dożył,

Ja stary wiekiem, z ubieloną głową,

Że kiedy nieraz osładzałem troski,

Dziś żal pod strzechę niosę w Bożém słowie!

Tu niegdyś siadał — oto ławka pusta,

Nasz pan, Bielecki, niegdyś pan téj wioski.

Zdradził kraj, wiarę. Ksiądz Prymas w Krakowie

Wyklął go, klątwę na me przesłał usta.

Raz go ostatni bez klątwy wspominam,

Módlcie się! ja się będę modlił z wami....

A teraz Bracia! dzieci! ja przeklinam!....”

Zachwiał się starzec i zalał się łzami,

Zabrzmiało amen — lecz amen żałoby,

Jakże niechętne? dźwiękiem ledwo żywe.

Potém się wzniosły łkania żałobliwe,

Jakby w dzień sądu otwarły się groby.

Ale zaledwo podniosło się łkanie,

Zaledwo doszło przed oblicze Boga,

U progu nowy zgiełk i zamięszanie.

Jeden z wędrowców, co stali u proga,

Zadrżał i upadł bez czucia na głazy;

Drugi zaś, drżący i blady straszliwie,

Kląkł nad nim, ciche przemawiał wyrazy,

Twarz towarzysza ukrywał troskliwie.

Ksiądz na ratunek spieszył od ołtarza.

Zaraz na cmentarz niesiono wędrowca,

I tam na zimnym kamieniu grobowca,

Kładą martwego wśród kwiatów cmentarza.

Cieniem świeżości okryły go drzewa,

Cieniem, co groby kwitnące okrywa;

Wiatr go ochłodził, co w grobach powiéwa;

Z pomocą pasterz troskliwy przybywa,

Spojrzał i zadrżał.... jakby blaskiem gromu

Twarz go ta razi — twarz blada, nieżywa,

I rzekł: „Wyklęty!.... my idźmy do domu!....”

Wnet się oddalił tłum kościoła wierny,

A ksiądz wychodził za kmieciów gromadą;

We wrotach stanął, twarz odwrócił bladą

I rzekł poważnie: „Bóg jest miłosierny!

A jego litość liczniejsza nad ziarna

Morskiego piasku, i głębsza nad morza.”

Jeden z wędrowców spał wśród mogił łoża;

Oto z drugiego spadła szata czarna,

I twarz odkryła.... Przebóg! to dziewica!

To Anna! Z ust jéj nie słyszano słowa,

Czy brak w niéj czucia? bo sucha źrenica;

Twarz nieruchoma — jakby marmurowa,

A w oczach ogień gorączki się pali.

Jeszcze na czole miała zwiędłe kwiaty

I brylantami oświecone szaty;

We włosach jasne przepaski z korali.

„O! mój najmilszy!” rzekła „o! mój drogi!

Jesteśmy sami — już jesteśmy sami!

Tyś na mogile usnął — a w te progi

Umarli wchodzą i śpią pod grobami. —

Ty milczysz? luby! odpowiedz mi łzami!....”

Nagle spojrzała i krzyknęła srodze,

Potém nań kwiaty rzuciła wonnemi:

„Luby! nie zaśniesz na rozstajnéj drodze,

Sama w święconéj pochowam cię ziemi.”

Rzekła; krzyż jeden wyrwała z mogiły;

Kopie grobowiec wśród świeżéj darniny,

Lecz coraz słabsza, coraz mdleją siły....

I cicho smutne płynęły godziny.

Zachód ozłocił słońca blask jaskrawy,

Brzozy po grobach długie kładły cienie,

Wonnéj czeremchy orzeźwiało tchnienie,

Szumiały wzniosłe po grobowcach trawy;

Lecz coraz bardziéj ciemnieją kolory,

I przez liść brzozy, księżyc zapłoniony

Topił się we mgłach, w różne kształty, wzory,

Lica wysrebrzał — a nocne zasłony

Okryły cerkiew i groby cmentarza.

Już ciemno.... Anna sama jedna w nocy,

Do drzwi cerkiewnych stukanie powtarza;

Nieszczęsna, Boskiéj wzywała pomocy.

Widna jéj postać przy blasku miesiąca,

Jak mgły ulotnéj srebrzyste obrazy.

Bije we wrota coraz słabszą dłonią,

Smutne się echo o groby roztrąca,

Lecz echo coraz słabsze niosło razy;

I coraz słabsze — nikły — jako w Bogu

Tonące modły — jako śpiew daleki....

Dziewica blada, na kamiennym progu,

Usnęła — może usnęła na wieki....

I cicho! — Niechaj głos pieśni stłumiony,

Nie budzi ciszy w wieczornéj godzinie;

Całego świata gdy się odgłos spłynie,

Tworzy tę ciszę co ziemię osłania;

Lecz myśl głęboko zadumana słyszy,

Jak gdzieś daleko brzmią pogrzebów dzwony,

Jęki rozpaczy i wrzawa wesoła,

I płacz boleści i śmiech obłąkania,

I wszystko można rozróżnić w téj ciszy,

Słuchem anioła i myślą anioła.

Sigue explorando

Por su autor
Juliusz Słowacki · 192 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Kiedy się w niebie gdzie zejdziemy sami...Kościoł wiejski →

Expediente

Autor
Juliusz Słowacki
Título
Kościół wiejski
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-koscio-wiejski--juliusz-sowacki-07e197
Cita recomendada
Juliusz Słowacki, «Kościół wiejski», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-koscio-wiejski--juliusz-sowacki-07e197.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.