CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaIgnacy Nagurczewski

Ignacy Nagurczewski · Romanticismo

Iliada (Nagurczewski) — Xięga IV

polaco

Zgromadzeni bogowie na wspaniałéy sali,

Złotolite w krąg trony swe pozasiadali:

Hebe bogini słodkie lała im nektary,

Koleynemi się wzaiem raczyli puhary,

Oczy na mury Troi maiąc obrócone,

Wtém rzecze niebowładca drażniąc własną żonę;

„I cóżto! Menelaus dwie liczy boginie,

Pod których iest obroną, Junonę co słynie

W Argos, wraz z nią Palladę przemożną, a obie

Ztémwszystkiém, odbiegłszy go, tu się cieszą sobie;

Kiedy bogini któréy pieszczoty zabawą,

Na stosy idzie za swym, któremu łaskawą

Parysem nieodstępna, i teraz odparła

Ten cios, który na głowę iego śmierć wywarła:

Wzdy wygrał Menelaus. Słuchaycie niebianie!

Coli się daléy z dwiema narodami stanie?

Zgasićli woynę, lub ią na nowo poddmuchnąć?

Wszystkichli bogów zgoda, niezgodę zadmuchnąć?

Menalaus odbierze naganne do siebie

Swe pieścidło, a Troia z rumów się wygrzebie.„

Słysząc to Juno, Pallas, obrusza się srodze:

Bacznieysza Pallas gniewom swym przybiera wodze,

Ale Juno bezpieczna śmie więcéy pozwalać:

„Synu zrzędny Saturna! rzecze, zaś obalać

Będziesz zawsze me dzieła? Darmoż trudząc sama

Me konie, zgromadziłam tyle na Pryama

Narodów, i na iego syny przeniewierce?

Bądź ich obrońcą, możesz mieć to ku nim serce,

Wszakże na tém nadzieia niech się twa nie wiesza,

Żebyć w tém kréskę miała dać niebieska rzesza.„

Na to Jowisz: „Z jakiéyże Juno nieużyta

Urazy zaięła się ta niechęć niesyta,

Któréy nie możesz zgasić aż w Troi popiele?

Idź zatem, opuść Olimp, spraw krwawe topiele

Pryamowi i synom iego, zaley cały

Krwią naród: ale mego ieśliby zapały

Gniewu, kiedy wybuchły od twoich poddęte

Miast, które są w opiekę od ciebie przyięte;

Nie myśl, ażeby piorun móy nieugłaskany

Ciśniony na ich pogrom mógł bydź hamowany.

Ze wszech mieysc, które słońce promieniem ozłaca,

Jlium w sercu moiém naywyżéy popłaca;

Tam me ołtarze winną cześć zawsze znayduią,

Ofiary liczne krwią ie ustawnie farbuią.„

Odpowie Juno: „Liczy Grecya miast troie,

Argos, Spartę, Myceny, roskoszy to moie.

Gdybyś się uwziął z szczętem wygładzić ie z ziemi,

Darmo iśdź w prawo z tobą śmiałabym za niemi;

Znam należycie, moia co może potęga;

Rzecz iawna, że daleko twoiéy nie dosięga.

Lecz me zamysły mieszać skąd ci chciałoby się?

Jestem bogini; trzeba tu obeyrzeć ci się.

Ród wiodę od Saturna, równie iako i ty,

Dotego podwyższone te we mnie zaszczyty

Tytułem żony twoiéy, wszakże godnym chluby.

Więc na me żądze nie broń Jlium od zguby.

Pozwól, niech Pallas woyny zapały odżywi.„

Bogowładca więcéy się żonie nie przeciwi.

A czekaiąc tęskliwie na rozkaz Pallada,

Tudzież z szczytu Olimpu bystrym lotem spada.

Istnie Kometa, którą wyznaczył na posła

Jowisz, aby licznemu woysku postrach niosła,

Lub biednemu flisowi, idzie rozczochrana

Na śród nieba, w jaskrawe promienie przybrana.

Na ludzki naród, z strachu w okolicach drżący,

Wyciąga ukazuiąc warkocz pałaiący.

Właśnie natenczas taką widziano Palladę,

Kiedy czyniąc na niobie ze światła ośladę.

Spadła między dwa woyska: na cud z téy przygody

Grecy, Troianie, iakbyś przyodział ich w lody.

Skrzepłszy patrzyli, mówiąc z sobą: „Snać z swą chęcią

Jowisz nam się oświadcza, pokóy nasz pieczęcią

Chcąc utwierdzić, albo też sroższe nam gotuie

Boie, on ci pokoiem, woyną zawiaduie.

A tymczasem bogini przypadłszy z wysoka,

Twarz Antenorowego syna Laodoka

Bierze na się, i między wmiesza się Troiany:

Do Pandara przychodzi, tam gdzie zaufany

Wśród swych żwawych stal półków; w męzką przemieniona

Postać, mówi do niego: „Synu Lykaona!

Chceszże bydź od Troianów pysznemi wsławiony

Znaki zwycięztwa, i bydź przytém wyniesiony

Od Parysa w honory? bydź zbogacon w dary?

Łucznemu bogu ślubuy Febowi ofiary;

Tudzież strzałą, bystremi któréy pióry lata

Śmierć niechybna, sprzątnąwszy Menelaa z świata,

Spraw w naszych oczach, ogniem spłonąwszy, ażeby

Na swym stosie, w popiołach smutne miał pogrzeby.„

Nieuważny Pandarus uwierzywszy szczerze

Chytréy radzie bogini, wskok za łuk się bierze;

Który szczęście z zdobyczy ielenia mu dało,

Zszedłszy go niegdyś wśród skał, woienniczą strzałą

Trafił był, i na téyże położył opoce:

Rozłożyste mu ze łba niezmiernie wysoce

Pięły się w niebo rogi, popiętrzone w sęki,

Na łuk od rzemieślniczéy przerobione ręki.

Pandar ten łuk natęża, pod cieniem puklerzy,

Od swoich zasloniony własnychże żołnierzy,

I kładzie go na ziemi. Zaczém swóy otwiera

Kołczan, z którego bystréy gdy strzały dobiera,

Strzały, która zadaie razy niezgoione,

Któréy ostrze krwią dotąd ieszcze niepoione,

Slubuie do Selee miasta powrócony

Sprawić ofiarę sutą synowi Latony:

Kieruie strzałę, wszystkie siły swe napina,

Chcąc wyciągnąć cięciwę, łuk się w obręcz zgina,

Jedną się ręką tyka żeleżca u strzały,

A drugą piersi, które od złości pałały:

Łuk z tęgości zatrzeszczał, brzmi cięciwa drżąca,

Strzała z okropnym świstem leci krwi pragnąca.

Menelae! bogowie mieli straż koło cię.

Piérwsza Minerwa strzałę osłabiła w locie,

Równie od rozdrażnionéy pszczoły matka tkliwa,

Ogania dziecię, które snem słodkim spoczywa.

Prowadzon od bogini bełt z cięciwy pchnięty,

Idzie zmierzaiąc w mieysce, w którém pas zapięty,

Gdzie wysila swą bystrość, atoli przebiie

Wskróś przęczki, kirys na nim zarazem przeszyie,

I zlekka razi ciało, przechodząc blach złoty

Na spodzie, zaszczyt męża ostatni na groty:

Rzuci się wnet krew z rany. Jak się więc słoniowéy

Kości białość ożywia z farby purpurowéy,

Gdy ią Meonki biegłéy umaluie sztuka,

Zażyta dla ozdoby umyślnie munsztuka,

Z czego pysznemu dosyć do chluby koniowi,

Oraz którego niesie mężnemu ieżdzcowi:

Téy ozdoby młódź dla się chciałaby woyskowa;

Ale się dla którego z berłowładców chowa.

Podobnyś Menelae był wtedy widziany,

Biegącą aż po nogach krwią zafarbowany.

Jak tylko Agamemnon krew onę obacza,

Krzepnie od strachu, a łza powiekę mu zmacza.

Chwyta żałosny brata za rękę, wraz wszyscy

Swiadczą wzdychaniem smutek, stoiąc przy nich bliscy.

„Kochany Menelae! rzecze, więc twa z smutkiem

Smierć, z krzywoprzysiężcami przymierza iest skutkiem

Zawartego odemnie? Jać to cię wydaię

Na sztych im! których na to złość zażarta ziaie.

Żeby cię sprzątnąć z świata, i iakkolwiek pożyć,

Przez co swym wiarołomstwom chcą wierzchu dołożyć!

Lecz niech się nie uwodzą nadzieią w téy mierze,

Żeby próżno krew, wino lały się w ofierze,

I ta żeby w słow tylko próżnym wiara dźwięku,

Była poprzysiężona od nich w naszych ręku:

Którą bydź szczerą, skore zbyt było w nas zdanie.

Pomszczą się nieba za nas przez ich ukaranie.

I ta ich zdrada na kark im zwalona, zleci

Na samych ichże żony, i na ichże dzieci.

Póydzie w popiół Jlium, niech poczeka trochy:

Pryama z jego ludem zetrze klęska w prochy:

Sam Jowisz z naywyższego niebieskiego gmachu

Trzęsąc ze łbem Meduzy tarczą dla postrachu,

Wywrze ogniste na nich gęste iako grady

Pioruny, w swym zapale srogim, za ich zdrady.

Tymczasem Menelae! w jak srogiéy żałobie,

Zginieszli na tych brzegach, zostanę po tobie!

Woyska straciwszy serce, ostygłszy w ochocie,

Myśleć tylko do domów będą o powrocie:

Heleny z rąk wykradzcy wydrzeć nie dokażę,

Skąd przed Grecyą całą obelgą się zmażę:

Kości twoich przysutych będzie smutne łoże,

W téy ziemi nad którą bydź zmierzleysza nie może;

A Troiańczyk bezbożny, po twéy depcąc trumnie

Hardą nogą, wykrzyknie sobie nieraz dumnie:

Oby gniew Agamemna na nieprzyiaciele

Swoie wszystkie, wywierał takich szturmów wiele!

Chciało mu się daremnie moc straszną zgromadzić

Woyska: co miał w okrętach swoich odprowadzić

Nazad Menelaowę żonę, nad tym brzegiem,

Tego męża zostawił na wieki noclegiem.

Takie ich będą mowy. O ziemio! Atrydzie

Rozstąp się nieszczęsnemu, wtenczas gdy to przydźie!„

„Bądź bezpieczny, rzecze król Sparty, nie czyń trwogi

W woysku: żeby śmierć przyniósł, nie iest raz tak srogi.

Taśma i kirys tęgi były na przeszkodzie,

Iż w bystrym lotna strzała osłabła zawodzie.„

„Boday iak tuszysz sobie, tak było w istocie!

Odpowie Agamemnon, i tamże w obrocie

Ku Taltybiuszowi, śląc go upomina

Spieszyć po Machaona, Eskulapa syna.

W lekach naysławnieyszego, żeby się wlot stawił,

A naprzód żeby o tém nieszczęściu go sprawił.

„Donieś, mówi, z zwycięztwa żeTroiańczyk skacze,

A u nas smutki same, z gorzkich żalów płacze.„

Taltybiusz odchodząc na rozkaz ochoczy,

W tę i w tę stronę w zwiady swe posyła oczy,

Postrzega Machaona, o wszystkim mu prawi,

Jakich łez stan Menalów Atrydę nabawi.

Machaon przerażony, ciśnie się przez tłoki,

Wśród struchlałych stanąwszy wodzów bez odwłoki,

Których darmo Menelay sam bez pomieszania

Ubezpieczał, z serc wszystkim zwątpienie wygania.

Wyciąga grot, taśmę mu odpina, z kirysa

Chybko rozbiera, zaraz krew z rany wysysa,

Drogi balsam wylewa w ranę oczyszczoną,

Miał tę maść od Chirona Eskulap zrobioną.

Lecz gdy królowi Sparty pomoc czynią skorą,

Widzą że się Troianie do potyczki biorą.

Już ich błyskot puklerzy, i zdala pociski,

Zwiastuią pobłyskuiąc krwawy zatop bliski.

Grecy tudzież do broni znowu się rzucaią,

Ugasić gniewy swoie pragnieniem pałaią.

Agamemna czuynego nic to nie zdumiewa

Nagłe niebezpieczeństwo; szczera go zagrzewa

Sława z zemstą; powozu czekać niecierpliwy,

Zwiedza sam wszystkie woyska, suwaiąc krok żywy.

Eurymedon koniuszy, hamuiąc gorące

Trzyma konie do boiu ogień puchaiące.

Tym Atryd których widział nieskrzepłą żarliwość,

Dodaiąc serca, mówi: „Dzisiay wszystkę żywość

Obudźcie w możnych sercach: wiarołomstwa nieba

Bronić nie mogą; o tém wątpić nie potrzeba,

Iż gwałciciele świętych przysiąg swemi trupy

Paść w polach będą sępów ścierwotucznych kupy:

A wy ich żony z dziećmi, żelaznemi pęty

Uiąwszy, pobierzecie na swoie okręty.„

Zaś do tych co mruczeli, że się woyna wraca,

Z zaostrzonemi gniewem słowy się obraca:

„Ofiary śmierci! Greków naypodleysze braki,

Skąd was pełen ohydy postrach zwarzył taki?

Tak więc lękliwa od łań młodzież wryta stoi,

Gdy strach obleci, nawet uciekać się boi.

Czekacież, aż Troianie nawy wam popalą,

I was na łeb zepchnąwszy puszczą z morską falą?

Lub sądzicie, iż za was bić się będą bogi.

Że woysku z takich tchórzów użyczą załogi?„

Tym kształtem Agamemnon zażywał w przemiany

To pochwały, to prośby, to ostréy nagany.

A wtém do Kreteńczyków przystępuie bliżéy

Którzy biorą się za broń: iuż w ochocie chyżéy,

Jdomen im przodkuiąc, wzorem męztwa świeci,

W tylnych szykach Meryon zaś odwagę nieci.

Atryd widząc, w radości swéy nieutrzymany

Krzyknie w głos : „Jdomene z nikim niezrównany,

Zasługuiesz dla siebie bardzo słuszne względy,

Któreć się oświadczaią w każdym czasie wszędy,

I wśród samych uczt naszych, gdzie innych niewolą

Przepisy, ty się iak ia samą szczycisz wolą.

Pokaż dziś ieszcze serce, któreć przyzwoite,

I utrzymuy swe imię z zaszczytem nabyte.

Król Krety na to: „Wspierać twoie przedsięwzięcia

Obiecałem Atrydo; obietnic umknięcia

Nie doznasz po mnie, póydę z tobą w równym kroku

W pole sławy, mieć będziesz zawsze mię przy boku:

Idź zagrzeway oziębłe inne woienniki,

A nie późńmy się karać zdrayce Troiańczyki.„

Rzekł, a Atryd z ognistéy ciesząc się ochoty

Szedł daléy. Dwóch Aiaxów zbroynych i ich roty

Zastaie: właśnie kiedy straszliwie ponura

Od krain świata ciągnie srodze gęsta chmura

Przez głębie morskie pędzą wichrowe ią dmuchy,

W posępie czarnym iak noc niesie zawieruchy

I pioruny iskrzące, pasterz z wierzchu skały,

Kędy siedział, postrzegłszy, z boiaźni struchlały,

Uwodzi w ciszą trzody, iak nayprędzéy bieżąc.

Nie inaczéy skupione hufy te się ieżąc

Wyniesionemi wszystkie dzidami zarównie,

Wszystkie tudzież okryte puklerzmi warownie,

Ćmią ziemię swą modrawą zbroią, z którey czasem,

Biią atoli łuny okropne nawiasem.

„Przezacni niezwalczonych tych półków hetmani!

Atryd rzekł, nie czekacie, aż głosem zagrzani

Mym będziecie, wasz przykład sam żołnierza budzi.

Ach! gdyby nieba w wszystkich sercach mężnych ludzi

Ogień wznieciły równy, który w waszych pała

Piersiach, dotądby pewnie Troia iuż nie stała

W swoich murach, aniby żaden z nieprzyiaciół

Pozostał, choćby w zlości nayżwawszey się zaciął.„

Powiedziawszy te słowa, onych zostawuie,

Ali widzi, że starzec Nestor swych szykuie

Do boiu Pyliyczków, iezdne w czele roty

I ich wozy ustawia, półkom od piechoty

Plecy im trzymać każąc: których zaś nie wierzy

Męztwu, zamyka w owych pośrodku żołnierzy,

Żeby z placu chcąc nie chcąc nie cofali nogi.

Piérwsze szyki z ust iego słyszą te przestrogi:

„Ztrzymuycie koni buynych, idźcie w niezmieszaney

Sprawie, żaden z was ślepo w odwadze zhukaney

Nie wybiegay: lecz znowu zwarłszy się w otmęcie,

Nie pierzchay zostawuiąc współbraci na wstręcie.

Kto z powozu swoiego przerzucony będzie,

Niech się biie, gdy na wóz bliższy czyy przesiędzie;

Nieznaiomemi wara kierować woźniki.

Tak się więc powoduiąc dawne woienniki,

Czyniąc co rozum, i co kazało ich męztwo,

Odnosili z miast, z zamków naytwardszych zwycięztwo.„

Krzyknie król Agamemnon: „Uważny Nestorze,

Dałby bóg w tobie żeby w jednéy z sobą sforze,

Rześkość była z ochotą, i nogi nie drżące

Mogły wesprzeć twe serce pięknym ogniem wrzące.

Lecz naysławnieysze męztwo zwyczaynie upada

Pod ciężarem lat, którym późny wiek okłada.

Ach! czemuż mniéy waleczni nie w téy co ty dobie,

Zaś téy młodości co w nich, czemuż nie masz w tobie!,

Tu Nestor: „Radbym dusznie dziś bydź, czymem wtedy

Był, Ereutaliona ogromnego kiedy

Ta ręka pozbawiła życia; ale nieba

Nie wszystko razem daią ludziom, iak im trzeba:

Zgasła młodości w on czas pałaiącéy żywość,

A po niéy nastąpiła przezorna sędziwość.

Wy którym ieszcze siły, laty nie nadtarte,

Biycie się, miawszy pole do boiu otwarte;

Ja ieżelibym między wami się znaydował,

Waszą mężnością będę tylko powodował.„

Rzekł: Atryd kontent tam gdzie drugie hufy, kroczy;

Menesteusza próżno stoiącego zoczy,

Bitnemi okrytego w krąg Ateńczykami,

Stał tudzież i Ulisses ze swemi półkami.

Dalsi byli od innych Greków, i ich ucha

Ledwie co doszła wszczęta świeżo zawierucha.

Patrząc w powątpiewaniu na dwóch woysk ruszania,

Czekali, aż wprzód inni skoczą do spotkania.

Rozgniewany Agamemn ostro oburzy się:

„Synu Peteia! i ty zbyt mądry Ulisie?

Pięknaż to w próżnowaniu cierpieć z hańbą, aże

Kto inny wam do sławy gościniec ukaże?

Zażby nie trzeba lecieć naypiérwszym w opały.

Wam, którym w ucztach względy, piérwsze mieysca dały?

Czyli dość maiąc siedzieć wyżéy na biesiadzie,

Gdy się bić trzeba, macie zostawać na zadzie?„

Tu się Uliss ślachetnym rumieniąc płomieniem,

„Cóż to śmiesz mówić, i tém wszczynać urągnieniem?

Gdy do rąk przydzie, gdy się woyska zetrą, rzecze,

Idź za nami tam, kędy naystrasznieysze miecze,

Jeżeli wszystka w tobie odwaga nie zgaśnie:

Tamto miarę w nas męztwa należy brać właśnie.„

Na ten zapał w nim mężny, z uśmiechem król mówi:

„Przezorny bohatyrze! wybacz popędowi,

Który uniósł z gorącey mię woienney chęci,

Nie trzeba w tobie budzić męztwa! przyznaię ci.

Twa rostropność ma winną chwałę osobliwiéy,

Którą celuiesz, żaden nie ma się gorliwiéy

Nad cię do mych zamysłów. Idź się bić tą razą!

Nagrodzi cześć wysoka, byłlim ci urazą.„

Rzekłszy, do Dyomeda bliżéy przystępnie,

Wraz z Sthenelem na wozie swoim go znayduie.

Lecz zerwanie przymierza kładli niepewnością.

Jeszcze się dawszy uwieść król niecierpliwością:

„Synu Tydea! rzecze, zaż bitwą paść oczy

Na tym wozie masz gnuśnie, która się wnet stoczy?

Nie takowe przykłady oyciec twóy ci dawał.

Czemuż go nie widziałem, gdy do boiu stawał!

I z nim Miceny złączyć nie zdało się niebom,

Kiedy pomiędzy mury zaniósł postrach Tebom!

Lecz któż nie wie, wtém mieście iak dowodził wiele!

Posłem będąc od Greków, gdy nieprzyiaciele

Nayprzednieysze wyzwawszy z sobą na spotkanie,

Wygraną nad wszystkiemi odniósł niesłychanie?

Takowy twóy był oyciec; czyż równym przykładem

Nie miałby cię zapalić, żebyś szedł tym śladem?„

Respekt króla zawiązał usta Dyomeda,

Lecz zuchwalszy Sthenelus z gniewem odpowieda,

Nie mogąc zmilczeć: „Coż chcesz przez te chwały? zali

Nie pomnisz, iż nam w ręce bogowie oddali

Mury, gdzie przez niebaczność legli oyce nasi!

Przestań ich wielbić, sławy naszéy to nie gasi.„

Do Sthenela Dyomed rzecze: „Luby bracie,

Za mym idąc przykładem, milczeć równie macie:

Taż krzywda od Atryda z tobą mnie obchodzi,

Lecz wzaiemnym przymówkom pora mieysce grodzi.

A też co go pobudza, daruymy przyczynie,

Pomniy że wodzem, skutek że na niego spłynie

Z klęski, lub zwycięztw naszych, lub hańby, lub sławy

Zaniechaymy słów, niech nas same bronią sprawy.„

Rzekł, i zaraz z powozu skoczył w ogniu cały;

Na nim zbroia i oręż szczęk straszliwy dały,

Który nayzuchwalszego nabawiłby skruchy.

Tak iako przed nadeyściem srogiéy zawieruchy,

Gdy tylko z wierzchu morze wiatry skrzydły swemi

Wzruszą, nastaiąc wały iedne za drugiemi

Toczą się dotąd rzędem, i bieląc się walą,

Aż się wśród głębi góra wodna wzniesie falą:

Ta hucząc idzie, ze skał odnosi wygraną,

I tryumfuiąc, z szumem okrywa ie pianą;

Tak gęste szyki Greków do boiu kupią się,

Zbroią na sobie zdala i orężem śklą się.

Samych tylko hetmanów słychać głos w ciągnieniu,

Zaś żołnierz szedł za niemi w głębokiém milczeniu.

Jak gdyby odiął ięzyk który mu z niebianów.

Lecz zgiełk zmieszany z strony powstaie Troianów,

Podobny kiedy owce w wielolicznéy trzodzie

Czekaiąc ręki, która doić ma w zagrodzie,

Swym bekiem smug przyległy różnym napełniaią,

Słysząc iagnięta, że się zdala odzywaią.

Taki był tego mnóstwa krzyk różnych ięzyków.

Minerwa Greków, a Mars budził Troiańczyków.

W krąg nich blada Ucieczka, i okropna Trwoga,

Wtoż Niezgoda rodzona woienegowoiennego boga

Siostra, i towarzyszka zawsze, co się rodząc

Mała, wnet kryie głowę w niebie, gdy w tém chodząc

Tyka ziemi nogami. Niezgoda bez sytu

Wszystkie szyki oblata, pełno iéy tam i tu.

Pali pochodnie wszędy gniewu ich bez końca,

Pospolitego zawsze krwawych mordów gońca.

Jako gdy dwa potoki wezbrane rostopem

Sniegów, z dwóch naprzeciwnych gór lecą z pochopem,

I potkawszy się z sobą w głębokim rozdole

Zderzaią się z hałasem, idzie postrach w pole

Na spokoynych pasterzów; takowe spotkanie,

Zażarci na się mieli Grecy i Troianie:

Drzewce z drzewcem krzyżową wprzek złożone sztuką,

Tarcza z tarczą, z szyszakiem szyszak o się tłuką.

Dech się z ust boiowników miesza zadyszonych,

Tak zwycięzców, iako téż, krzyki zwyciężonych,

Rannych wraz pomieszane i umieraiących,

Nie znać pola od krwawych strumieni płynących.

Piérwszy krwawiąc Antyloch zmienił farbę pola,

Kopiią dosiągnnwszy w czoło Echepola,

Przeszył z szyszakiem, wzrok mu wieczną zamierzchł nocą.

Padł nakształt wieży szturmu skołatanéy mocą.

Elfenor wódz Abantów za szyki go śpieszy

Ściągnąć, chcąc odrzeć z broni: lecz krótko się cieszy

Nadzieią; schylaiąc się odsłonił z puklerza

Bok, w który tudzież grotem Agenor uderza;

Klęknął na mieyscu, tamże odleciała dusza.

Tém żwawiéy koło niego bitwa się rozjusza.

Jako o połów wilcy iedzą się zgłodniali,

Biiący się ten tego trupem w mieyscu wali.

Natenczas mężny Aiax sztych urodziwemu

Zadaie przynoszący śmierć Symoisemu.

Matka iego na paszą pędząc owce, w biegu

Wydała była na świat na Symois brzegu,

I od owéy więc rzeki zaraz go mianuie.

Ach ona syna tego gorzko opłakuie,

Który w starości miał bydź iéy pociechą właśnie,

A oto w saméy wiośnie wieku nagle gaśnie.

Przeszywszy włócznią piersi Aiax go obala,

Przybrane czoło w wdzięki w kurzawie się wala.

Tak więc topola smukła ginie, która wzorem

Pięknym drzew innych stoiąc rosła nad ieziorem:

Nie pomogły iéy pięknie wyniosłe konary,

Ścięła ią rzemieślnicza sroga stal bez miary:

Póydą na koła pod wóz gałęzie iéy zgięte,

Tymczasem maiąc zwiędłe i wniwecz pomięte

Liście, pokrywa niemi plac ów oraz z sobą,

Którego przedtém była iedyną ozdobą.

Pchnął pocisk na Aiaxa Antyf stoiąc w kroku,

Który zbłądziwszy utknął Leukusowi w boku,

Towarzyszowi wiernie pilnemu Ulisa,

Tak iako wlókł na stronę ciało Symoisa.

Poległ na onych zwłokach, które z rak wypadły;

Postrzegłszy Ulis z szyków wybiega rozjadły,

Błyska kopiią w ręku, skrzące upatruią

Oczy zemście ofiary: nazad ustępuią

Przestraszeni Troianie, sam był wystawiony

Demokoon Pryama syn: na obie strony

Skronie mu grot przebiia, a wtem iego oczy

Na noc nieprzebudzoną mgła śmiertelna mroczy.

Upadł na ziemię, ziemia da odgłos zarazem

Od grzmotu, który sprawił na sobie żelazem.

Z Troian naywalecznieysi na wstecz się rozproszą,

A Grecy iuż okrzyki zwycięzkie podnoszą,

Kiedy Apollo siedząc gdzie był Jliowy

Zamek, takiemi z góry, da się słyszeć słowy:

„Wstrzymaycie się Troianie! z odwagą na Greki

Idźcie, nie są kamienni na sztychy, na sieki;

Obróćcie na nich oręż: wiedźcie, niezwalczony

Achilles, że iest od téy bitwy oddalony.„

Tymczasem Pallas w Grekach odwagę ich syci,

Tamże śmierć Dyorowi przetnie życia nici;

Pirus wódz Traków, kamień nań wypuszcza srogi.

Padłszy na wznak, kęs zieiąc boiownik ubogi

Wyciąga ręce do swych, pomocy ich wzywa.

A tu Pirus skoczywszy spisą go przeszywa;

Wnętrzności lecą z niego, dusza ustępuie.

W tymże razie: kiedy tak Pirus tryumfuie,

Bełt od Teona pchnięty, płucy mu dosiągnie;

Teon się zbliży tudzież, pocisk on wyciągnie,

I mieczem wraz dobytym tamże rękę zbroi,

Który w swym przeciwniku topiąc krwią napoi.

Że odrzeć go z rynsztunku las gęstych dzid wstrzymał,

Wkoło grożących, w gniewie wracaiąc się zżymał.

I tak dwóch bohatyrów ginie, znaczni oba,

Ten Traków, ów Epeów niemała ozdoba:

Zwycięzca i zwyciężon, wałem otoczeni

Trupów na placu owym, legli rozciągnieni.

Gdyby tarczą Minerwy, który mąż waleczny

Okryty, pod iéy strażą od grotów bezpieczny,

W boiu naywiększym od niéy był wśród wprowadzony

Szeregów, dziwiłby się męztwu obiey strony;

Patrzący, iako w polu Greki i Troiany,

Jeden drugiego na stos ściele na przemiany.

Sigue explorando

Por su autor
Ignacy Nagurczewski · 1 pieza más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Iliada (Nagurczewski) — Xięga III

Expediente

Autor
Ignacy Nagurczewski
Título
Iliada (Nagurczewski) — Xięga IV
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-iliada-nagurczewski-xiega-iv--ignacy-nagurczewski-27a961
Cita recomendada
Ignacy Nagurczewski, «Iliada (Nagurczewski) — Xięga IV», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-iliada-nagurczewski-xiega-iv--ignacy-nagurczewski-27a961.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.