CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAleksander Fredro

Aleksander Fredro · Romanticismo

Hedwiga (1880)

polaco

„Czemuż rycerzu daremnie

„Przed Hedwigą gniesz kolana?

„Chociaż od ciebie kochana,

„Kochać nie będę wzajemnie.

„MiłoŚć twoja mnie nie wzrusza,

„Wzrok twój chytry, chytra dusza.

„Zdzisław zyskał serce moje,

„I mój ojciec tem się chlubi

„I gdy skończą toczyć boje,

„Zdzisław Hedwigę zaślubi.“

Wstał Jaromir na te słowa,

Od Hedwigi zwrócił oczy;

Wściekła zemsta w nim się toczy,

Lecz ją w głębi duszy chowa;

I czarną spuszcza przyłbicę,

I prędko żegna dziewicę.

Ale Zdzisław wdzięczny, czuły,

W bliskich chwilach rozdzielenia,

Co nieznacznie mu się snuły,

Bierze drogie zapewnienia.

Lecz już u zamku podwoi,

Już go zbrojny hufiec czeka

I podróż nagli daleka,

Już się w srebrny pancerz stroi;

I przed Hedwigą gdy stanie

Wziąć ostatnie pożegnanie,

Żegna, wraca — dwakroć wraca,

I ustami ust dotyka,

Idzie — jeszcze wzrok obraca,

I wsiada na koń i znika.

Na dzikim brzegu jeziora,

Gdzie płacząca brzoza rośnie,

Gdzie wietrzyk szumi żałośnie,

Od poranka do wieczora

Od wieczora do poranka

Czekając swego kochanka

Piękna Hedwiga dumała.

Dumała i serca drżeniem

W lubą przeszłość się zwracała,

I pieściła się cierpieniem.

Tak jéj cały rok ubiega,

Gdy rzuciwszy w przestrzeń okiem,

Spieszącego dużym krokiem

Zdala rycerza spostrzega.

Łza i uśmiech się cisnęły

I na twarzy wraz błysnęły,

Smieje się, płacze, drży, woła...

Lecz, gdy rycerz przed nią staje

Któż smutek opisać zdoła?!

Jaromira w nim poznaje.

„Wracaj, dziewico zuchwała,

„Wracaj w zamkowe podwoje,

„Próżno silisz oczy twoje;

„Długobyś tu wyglądała,

„Już twój Zdzisław już nie żyje,

„Obca ziemia go pokryje.

„Niechaj matka go nie czeka,

„Niechaj siostry za nim płaczą,

„Już krwią zaschła mu powieka,

„Już go więcéj nie zobaczą.“

Skończył rycerz a Hedwiga

Już na wszystko wkoło głucha,

Znikłej mowy jeszcze słucha

I zbłąkanem okiem ściga

Zdrajcę, co fałszywą wieścią

Przejął jéj serce boleścią.

Wstaje, do zamku powraca

Jakby w nowe życie pchnięta,

Wszystkiego pamięć utraca,

Smutną tylko wieść pamięta.

Uderzona obłąkaniem,

Póki słońce światło ciska,

Ciemnej kaplicy zwaliska

Lubem miała pomieszkaniem.

Tam ni jęczy ni się skarży,

Ni łzę upuści po twarzy.

Spokojna chociaż cierpiąca

Zimne czoło o dłoń spiera,

A gdy zegar dźwięk roztrąca,

W czarne sklepienie spoziera.

Jak zaś przyjdzie nocna pora,

W żałobne odziana szaty,

Bierze lutnią, zrywa kwiaty,

Zwolna idzie do jeziora.

Tam nadziei już daleka

Cieniów krwawych tylko czeka,

I czasami bije w strony

I słucha z troską jedyną,

Póki lekkie, smutne tony

Z szumem wiatru nie przeminą.

A gdy księżyc przed jéj oczy

W zupełnym swoim obwodzie,

Z góry po jeziora wodzie

Srebrzystą wstęgę roztoczy,

Ona myśli, że to stawa

W srebrnej zbroi cień Zdzisława,

Chce go wstrzymać na tym świecie,

Rozpowiada swoje żale,

A gdy milczy, kwiat po kwiecie

Na zwodnicze ciska fale.

Noc już siódma cień rozwodzi,

Kiedy Zdzisław pełen sławy

Z długiéj powraca wyprawy

I w zamkową bramę wchodzi.

Lecz, o jakże wieść straszliwa

Duszę jego wskróś przeszywa;

Biegnie, pędzi, z serca drżeniem

Hedwigi, Hedwigi woła;

Hedwigi lubem imieniem

Brzmiało powietrze dokoła.

I już ledwie sobą włada,

Gdy swą kochankę spostrzega,

Z szarpiącem czuciem dobiega,

Na kolana przed nią pada.

„Hedwigo! — rzekł cichym głosem —

„Przestań płakać nad mym losem;

„Zdzisław, twój Zdzisław nie w grobie,

„Jego życiem miłość twoja,

„Tu jest — tu klęczy przy tobie,

„Hedwigo! kochanko moja!

Wstaje Hedwiga — głos znany

Gdy się odbił o jej uszy,

Łzę wyrwał i ulżył duszy —

Wznosi wzrok swój obłąkany,

Wzdycha, drżącą dłoń podaje,

Lecz Zdzisława nie poznaje

I tak mówi do rycerza:

„Mile głos twój w sercu bije,

„Ciężką boleść w niem uśmierza,

„Ale Zdzisław już nie żyje.

„Niechaj matka go nie czeka,

„Niechaj siostry za nim płaczą,

„Już go więcej nie zobaczą,

„Już krwią zaschła mu powieka.

„Patrzaj, patrzaj, w srebrnej zbroi

„Cień Zdzisława oto stoi.

„Lecz niestety już się kryje —

„Chodź rycerzu, ach chodź ze mną,

„Mile głos twój w sercu bije,

„Jutro znowu przyjdziesz ze mną.

Odtąd czas wiecznym biegł torem,

A księżyc znikał, czy wzrastał,

Zawsze widział, zawsze zastał

Smutną parę nad jeziorem,

Zawsze w swej miłości stali

Przy sobie siebie czekali.

Podział, ta ulga w cierpieniu;

Dla nich próżnym nieba darem,

A w ich srogim położeniu

Smierć straszną, życie ciężarem.

Tak cierpieli razem z sobą,

Aż po wielu noc ubiegu

Znaleziono ich na brzegu

Wspólną okrytych żałobą,

Spoglądali w twarze swoje,

Ale martwi już oboje.

Tam grobowiec im wzniesiony

I tam w nocnéj, głuchéj ciszy

Szelest zbroi i dźwięk strony

Czasem jeszcze pasterz słyszy.

Sigue explorando

Por su autor
Aleksander Fredro · 191 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← HandelHipokryta →

Expediente

Autor
Aleksander Fredro
Título
Hedwiga (1880)
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-hedwiga-1880--aleksander-fredro-9c21a4
Cita recomendada
Aleksander Fredro, «Hedwiga (1880)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-hedwiga-1880--aleksander-fredro-9c21a4.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.