CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJaroslav Vrchlický

Jaroslav Vrchlický · Modernismo

Harut i Marut

polaco

Gdy podbił już Salomon król szatany wsze i dżiny,

Gdy rój na niebie zliczył gwiazd i zbadał mórz głębiny,

Królowa z Saby, wiedzy cud, co przed nim stała w dziwie,

Przyjaźnie się żegnając z nim, szepnęła mu życzliwie:

„Znasz, królu, wszystko! Oko twe Szatana, Boga mierzy,

Lecz nie znasz drzewa życia snadź na gruzach Babel wieży.

W tem drzewie tam zaklętych dwóch ukrywa się aniołów,

Ci znają prawą życia treść, i zdrój, i cel, i połów.

„Jeden, odziany w czarną noc, ma dane imię Harut,

Drugi, w światłości zdobny blask, to brat jest jego Marut.

Najbliżej stali obaj ci, gdy Jahwe tworzył światy,

Kiedy nad gliną, zkąd człek wstał, drgnęły mu ust szkarłaty.

„Bo naprzód chciał z człowieka Pan istotę wyższą stworzyć,

Przed którą tronów, królestw szyk z podziwem miał się korzyć.

Miał po Nim człowiek pierwszym być, dziedzicem bożej chwały,

Miał za dyadem słońce mieć, pod stopy miesiąc biały.

„Tchnął w glinę Pan, ta jęła drżeć, bo na dech jego święty

Miłości się obudził żar i w strząsnął iłu męty.

Klęknijcie — rzekł do duchów Pan — sam teraz przejdę siebie.

Lecz Harut śmiał się, Marut śmiał, aż słychać było w niebie.

„A gdy tchnął Jahwe, Harut tchnął, tchnął Marut niewidomie,

Zawistny dech ich skaził w net potęgi twórczej płomię,

I człowiek powstał, piękna dziw, lecz sam niejednolity,

Materya wiecznie w pętach wpół, wpół seraf odzian w świty.

„I gniewem się rozgniewał Pan, że w swem największem dziele

Iblisy tymi zmożon był i tak zakłócon śmiele.

Strącił ich z nieba, zaklął w pień, na miejscu tem, gdzie Abel

Przez brata potem zabit był, a później stała Babel.

„Jak-em ci rzekła, wszystko znasz, o wielki Salomonie.

Jak przed miesiącem roje gwiazd w noc cichą chylą skronie,

Tobie się ludy świata wsze kłaniają korną zgrają,

Jeno aniołów nie znasz tych, co cel żywota znają.“

To rzekłszy mu, z orszakiem swym, z wielbłądy odjechała.

Król został, serce rwał mu żal, głowa mu wrzała cała.

Już nie bawiło berło go, ni chram Jehowy nowy,

Ni cytarzystów, piewców chór, ni prorok z wróżeb słowy.

Winniczny go nie bawił gąszcz, gdzie przy księżyca świcie

Tak wiele słodkich spędził chwil przy czarnej Sulamicie.

Cedrowy go nie bawił gmach, ni złote w nim świetlice,

Ni nago w tańca mknące wir egipskie niewolnice.

Banaję przyzwać sobie dał, gdy wieczór zmroki szerzył,

Chram, Jeruzalem, twierdzę mu i państwo całe zwierzył.

A nie miał o tem wiedzieć nikt, że jako pątnik prosty

Do Babel w drogę udał się, przez puszcze, rzeki, mosty,

Że jako żebrak z wsi do wsi, od grodów szedł do grodów,

Że jako obcy pytał dróg u obcych mu narodów,

Aż uznojony i bez sił, po mylnych radach wielu,

Po wielu nocach, wielu dniach, u ruin stał Babelu.

Olbrzymiej wieży groźny zwał w dal ciągnął się sinawą,

Po gzémsach smutnie igrał wiatr z wysoką, gęstą trawą,

A wyżej, na kamienia rzut, pień figi tkwił znędzniały,

Rosochy jego dwojgiem rąk, wzniesionych w mgle, się zdały.

Od wschodu w pniu tym zamknion był od wieków czarny Harut,

Na zachód w pniu tym zamknion był od wieków biały Marut.

Siedzieli obaj wieki tam i często, nocą, w szale

Ku gwiazdom słali klątwy złe, gdy wyły wkrąg szakale.

Do pnia Salomon przyszedł król, od wschodniej przyszedł strony.

Zapukał cicho: „Jam jest król rodzajów ludzkich czczony.

Aniele czarny, powiedz mi, gdzie życia święte zdroje?

Jaki ostatni jego cel? Pragnienie ugaś moje!“

A z drzewa zabrzmiał suchy szmer, jak w liściach lub na łące,

Gdy błyśnie, gwizdnie, wieszcząc śmierć, kosiarza ostrze lśniące:

„Cel wszego — nicość, po cóż trud, cel wszego ciemność blada,

Wszechświat olbrzymią różą jest, co z liści wciąż opada!“

I zdumiał się Salomon król, na drugą przeszedł stronę,

I znów zapukał cicho w pień, jak w chatki drzwi zamknione,

I znów powtórzył prośbę swą, a w pniu tajemną zwrotką

Drgnął filomeli tkliwy głos, tak tęskno, rzewnie, słodko:

„Cel życia — dalsze życie znów; z nad czaszek, zwłok i kości

Znów zafaluje kłosów łan, aksamit zieloności,

Tryumfem wszego — złoty dzień, radości, śpiewu chwila,

Wszechświat olbrzymią różą jest, co wiecznie się rozchyla.“

I zdumiał się Salomon król, do wschodniej szedł znów strony:

„Gdzie znaleźć,“ pytał, „zgodę, mir, harmonię, ład skończony?“

A z pnia odpowiedź brzmiała wnet: „W mogile; ta uśmierza

Sprzeczności wszech życiowych bój; kto mędrzec, tam niech zmierza.“

Powtórzył znów pytanie swe przy drugim drzewa boku,

I znów wesoło zabrzmiał głos: „Walcz wciąż, nie ustąp kroku,

Nagrodzi cię czasz pełnych war i stworzeń wszech korona,

Wszystkiego cel, piękności szczyt, kobieta ubóstwiona.“

I zdumiał się Salomon król, i ważył mowy obie:

Dzień Marut był, a Harut noc — i mówił cicho w sobie:

„Razem dopiero obaj ci całością są skończoną,

Człowiekiem całym; rady ich głęboko wezmę w łono!

„Kiedy najżywiej płonie dzień, noc spada niespodzianie,

Kiedy najczystsza radość lśni, wnet żal jej w drodze stanie,

Gorycz — na każdej czary dnie, jad — każdej kres słodyczy,

A najpiękniejszej z kobiet jad, złość, gorycz któż policzy?

„Nie dziw, zaiste! Nie mógł Pan skończonem stworzyć dzieła,

Nie dziw, że skroń Iblisów tych przed nim się nie ugięła.

Marut — kobieta, słodycz jest; Harut — mąż, bunt, pomroka;

Z obu dopiero życia treść lśni jasna i głęboka.

„I nie mógł Pan sprzeczności tych połączyć w jednym tworze,

Tu Harut wciąż podnosił bunt, tam Marut trwał w oporze,

I przeto złomkiem został człek — i marzyć musi wiecznie,

Jak i czem wnętrzną próżnię swą zapełnić ostatecznie!

„I słuszność mają obaj ci, zły Harut, Marut miękki;

Wszystko jest nicość, marność, proch, a wieczne — kobiet wdzięki,

W mogile tylko spokój, mir, żądz dzikich uciszenie,

Lecz słodsze jednak jest u łon kobiecych zapomnienie.

„I tylko ten, co każdą rzecz odważy mądrze w dłoni,

Żywota gorzką stronę zna, za słodką wszakże goni, —

Ten mądrze rano u stóp bóstw, przed dziewą w nocy klęknie.

Haruta złość, Maruta śmiech mu duszy nie ulęknie.“

I wrócił w gród swój, pomny wszak nauki rad zdobytej,

Lepiej zawartość cenił czasz i wdzięki Sulamity,

I — pocałunków licząc skry na ciałach dziew — z kolei,

Jak ambry ziarnka, puszczał z ust wiersz gorzki kaznodziei.

Sigue explorando

Por su autor
Jaroslav Vrchlický · 577 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← GondoliéraHnízda a květy →

Expediente

Autor
Jaroslav Vrchlický
Título
Harut i Marut
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-harut-i-marut--jaroslav-vrchlicky-7690ad
Cita recomendada
Jaroslav Vrchlický, «Harut i Marut», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-harut-i-marut--jaroslav-vrchlicky-7690ad.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.