80I
Niech fantastycznie lutnia nastrojona
Wtóruje myśli posępnej i ciemnej —
30Bom oto wstąpił w grób Agamemnona
I siedzę cichy w kopule podziemnej,
Co krwią Atrydów zwalana okrutną.
Serce zasnęło, lecz śni. — Jak mi smutno!
80II
O! jak daleko brzmi ta harfa złota,
35Której mi tylko echo wiecznie słychać!
Druidyczna to z głazów wielkich grota;
Gdzie wiatr przychodzi po szczelinach wzdychać
I ma Elektry głos — ta bieli płótno!
I odzywa się z laurów: jak mi smutno!
80III
40Tu po kamieniach z pracowną Arachną
Kłóci się wietrzyk i rwie jej przędziwo.
Tu cząbry smutne gór spalonych pachną;
Tu wiatr, obiegłszy górę ruin siwą,
Napędza nasion kwiatów — a te puchy
45Chodzą i w grobie latają, jak duchy.
80IV
Tu świerszcze polne, pomiędzy kamienie
Przed nadgrobowym pochowane słońcem,
Jakby mi chciały nakazać milczenie,
Sykają. — Strasznym jest rapsodu końcem
50Owo sykanie, co się w grobach słyszy:
Jest objawieniem, hymnem, pieśnią ciszy.
80V
O! cichy jestem — jak wy, o Atrydzi,
Których popioły śpią pod świerszczów strażą —
Ani mię teraz moja małość wstydzi,
55Ani się myśli tak jak orły ważą.
Głęboko jestem pokorny i cichy
Tu, w tym grobowcu sławy, zbrodni, pychy! —
80VI
Nad drzwiami grobu, na granitu zrębie
Wyrasta dąbek w trójkącie z kamieni;
60Posadziły go wróble lub gołębie,
I listkami się czarnemi zieleni,
I słońca w ciemny grobowiec nie puszcza;
Zerwałem jeden liść z czarnego kuszcza.
80VII
Nie bronił mi go żaden duch ni mara,
65Ani w gałązkach jęknęło widziadło;
Tylko się słońcu stała większa szpara
I wbiegło złote — i do nóg mi padło.
Zrazu myślałem, że ten, co się wdziera
Blask, była struna to z harfy Homera —
80VIII
70I wyciągnąłem rękę na ciemności,
By ją ułowić i napiąć i drżącą
Przymusić do łez i śpiewu i złości
Nad wielkiem niczem grobów — i milczącą
Garstką popiołów! —Ale w mojem ręku
75Ta struna drgnęła i pękła bez jęku.
80IX
Tak więc — to los mój, na grobowcach siadać
I szukać smutków błahych, wiotkich, kruchych.
To los mój, senne królestwa posiadać,
Nieme mieć harfy i słuchaczów głuchych
80Albo umarłych — i tak pełny wstrętu —
Na koń! chcę słońca i wichru, tętentu!
80X
Na koń! — Tu łożem suchego potoku,
Gdzie zamiast wody płynie laur różowy,
Ze łzą i wielką błyskawicą w oku,
85Jakby mię wicher gnał błyskawicowy,
Lecę — a koń się na powietrzu kładnie,
Jeśli napotka grób rycerzy — padnie.
80XI
Na Termopilach? — Nie, na Cheronei
Trzeba się memu załamać koniowi;
90Bo jestem z kraju, gdzie widmo nadziei
Dla małowiernych serc — podobne snowi.
Więc jeśli koń mój w biegu się przestraszy,
To tej mogiły, co równa jest — naszej...
80XII
Mnie od mogiły termopilskiej gotów
95Odgonić legion umarłych Spartanów;
Bo jestem z kraju smutnego Ilotów,
Z kraju — gdzie rozpacz nie sypie kurhanów!
Z kraju — gdzie zawsze, po dniach nieszczęśliwych
Zostaje smutne pół rycerzy — żywych.
80XIII
100Na Termopilach ja się nie odważę
Osadzić konia w wąwozowym szlaku,
Bo tam być muszą tak patrzące twarze,
Że serce kruszy wstyd — w każdym Polaku.
Ja tam nie będę stał przed Grecyi duchem —
105Nie — pierwej skonam, niż tam iść — z łańcuchem!
80XIV
Na Termopilach — jakąbym zdał sprawę,
Gdyby stanęli męże nad mogiłą
I pokazawszy mi swe piersi krwawe,
Potem spytali wręcz: — »Wielu was było?« —
110Zapomnij, że jest długi wieków przedział —
Gdyby spytali tak — cóżbym powiedział?!
80XV
Na Termopilach, bez złotego pasa,
Bez czerwonego leży trup kontusza —
Ale jest nagi trup Leonidasa,
115Jest w marmurowych kształtach piękna dusza;
I długo płakał lud takiej ofiary
Ognia wonnego i rozbitej czary.
80XVI
O Polsko! póki ty duszę anielską
Będziesz więziła w czerepie rubasznym:
120Poty kat będzie rąbał twoje cielsko,
Poty nie będzie twój miecz zemsty strasznym;
Poty mieć będziesz hyjenę na sobie —
I grób — i oczy otworzone w grobie!
80XVII
Zrzuć do ostatka te płachty ohydne,
125Tę — Dejaniry palącą koszulę,
A wstań, jak wielkie posągi bezwstydne,
Naga — w styxowym wykąpana mule!
Nowa — nagością żelazną bezczelna —
Niezawstydzona niczem — nieśmiertelna!
80XVIII
130Niech ku północy z cichej się mogiły
Podniesie naród — i ludy przelęknie,
Ze taki wielki posąg — z jednej bryły!
A tak hartowny, że w gromach nie pęknie,
Ale z piorunów ma ręce i wieniec —
135Gardzący śmiercią wzrok — życia rumieniec.
80XIX
Polsko! lecz ciebie błyskotkami łudzą!
Pawiem narodów byłaś i papugą,
A teraz jesteś służebnicą cudzą —
Choć wiem, że słowa te nie zadrżą długo
140W sercu — gdzie nie trwa myśl nawet godziny:
Mówię, bom smutny — i sam pełen winy!
80XX
Przeklnij! — lecz ciebie przepędzi ma dusza,
Jak Eumenida, przez wężowe rózgi.
Boś ty, jedyny syn Prometeusza —
145Sęp ci wyjada nie serce — lecz mózgi.
Choć Muzę moją w twojej krwi zaszargam,
Sięgnę do wnętrza twych trzew — i zatargam.
80XXI
Szczeknij z boleści i przeklinaj syna!
Lecz wiedz, że ręka przekleństw, wyciągnięta
150Nademną — zwinie się w łęk jak gadzina,
I z ramion ci się odkruszy — zeschnięta!
I w proch ją czarne szatany rozchwycą;
Bo nie masz władzy przekląć — niewolnico!!! —
. . . . . . . .. . . . . . . . . . . . . . . .
806
Nie, nie, dopóki będziesz ręką drżącą
155Zakrywać piersi puste, owdowiałe,
To ja nie klęknę, nawet przed klęczącą,
Bo ja mam inną, smutną matkę — chwałę,
Co mi ociera łzy płynące rzadko
A i tę trzecią mam, co mi jest matką.
807
160O najbiedniejsza! tobie z pól myceńskieh
Chciałbym już posłać prochów moich urnę.
Wrzuć w proch ten dwoje obrączek małżeńskich,
Zaklnij Dyannę i duchy pochmurne,
Aby ci widzieć mnie raz pozwoliły
165W promieniach... jam ci był drogi i miły.
808
Teraz nie jestem niczem, a te mary,
Co okrążyły mnie, wzywają dalej,
I pokazują girlandy i gwary
Anielskich duchów, pójdę... krew mnie pali;
170Już osądzony śpiewam jak łabędzie,
Lecz gdy cię dojdzie pieśń, co z tobą będzie!
809
Tyś uśmiechała się, to było wczora,
Kiedyś mię smętnym w dzień znalazła inny
Zapłakanego nad śmiercią Hektora.
175Nie był to głupi płacz, ani dziecinny,
Głupsze są teraz łzy, co lecą skorsze,
Gdy wspomnę los mój, ach! łzy stokroć gorsze.
8010
Żórawie, co tam nad Koryntu górą
Rozciągnęłyście łańcuch ku północy,
180Weźcie na skrzydła moją pieśń ponurą,
Zanieście z sobą, może przyszłej nocy
Kraj przelatywać będzie ta pieśń głucha,
Jak dzwon żałosny brzmiąc w krainach ducha.
8011
Żórawie! wy co w powietrze różane
185Co rano długą wzlatujecie szarfą,
Wyście mi były niegdyś ukochane,
Wyście jesienną moją były harfą!
Wy i szumiące sosny nad grobami,
Gdzież się ja dzisiaj zobaczyłem z wami!
8012
190A jednak... jam to przeczuł w życia wiosnę,
Że będę kiedyś nieszczęsny i błędny,
Ze może z serca niedoli urosnę
I będę z duchów miał wieniec podrzędny,
I z dziką kiedyś pożegnam tęsknotą
195Wasz łańcuch, zorzą pochłonięty złotą.
8013
Dziś ta godzina przyszła, bądźcie zdrowe!
Tam Archipelag mnie woła błękitny,
Tam Korynt trzyma koronową głowę
A za Lepantem Parnas starożytny...
200O Muzo moja, jakże ty pozdrowisz
Górę, gdzie siedział Apollo i Jowisz?
8014
O romantyczna Muzo, na kolana!
Bo ja ukłony mam tu dla tej góry
Od lipy wonnej klasycznego Jana
205I od śpiewaka dzieci i tonsury,
I od śpiewaka Potockich ogrojca,
I cichy, łzawy pokłon mego ojca.
8015
Ja wiem, że teraz on jest przy mnie duchem,
Ale mu twarda śmierć zamknęła wargi.
210Oto mi nawet szeleści nad uchem
Figowe drzewo, jakby szmerem skargi;
Słyszę głos mi już ojca niepamiętny,
Lecz jego musi to być głos, bo smętny.
8016
Więc smutnym głosem i niedomówionym
215Pozwala czasem śmierć mówić po śmierci.
Góro, co błyskasz księżycem czerwonym,
Jak wulkan krwawy... o pęknij na ćwierci...
Boś ty wyśmiana wróblów świergotaniem,
Albo zawczesnem rannych kurów pianiem.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .