Góra Alwernu odświeża
Krzyża tajnie i cierpienia;
Szczyt jej z niebem duszę zbliża,
Daje przywilej zbawienia,
Gdy czyni przy lampie krzyża
Franciszek święte ćwiczenia.
Tam na urwisku mąż Boży,
Sam jeden w głuchej jaskini,
Modły, post, czuwanie mnoży,
Zdala od świata w pustyni,
Miłość w nim się ogniem sroży,
Jednem go westchnieniem czyni.
W rozmyślaniu, na opoce,
Leci w niebo po nadzieję;
Nad męką Pańską dnie, noce
Płacząc, z boleści niszczeje;
Prosząc o krzyża owoce,
Duchem z pragnienia topnieje.
I oto cudem zjawiska,
W kształt Serafa nieba szczyty
Rzuca Pan i przed nim błyska,
Sześciu skrzydłami okryty;
Twarz pokoju promień ciska,
A sam do krzyża przybity.
Sługa poznał swego Pana
Wpośród cierniowego wianka;
Poznał wszech wieków Hetmana,
W cichej pokorze Baranka,
Tajnia niewypowiedziana,
Pieści słuch Zbawcy kochanka.
Cały szczyt światłem połyska,
Kraj dokoła uwesela;
Miłość nowiutkiem z ogniska
Światłem Franciszka obdziela;
Wnet na ciele jego tryska
Błogich pięć ran Zbawiciela.
Cześć Tobie, Ukrzyżowany,
Niech Cię uwielbiam, Zbawco świata.
Z Franciszkiem, co miał Twe rany,
Co miłością tak się splata,
Że z Twym smutkiem duszą zlany,
Z męką Twą ciałem się brata.