CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaMieczysław Romanowski

Mieczysław Romanowski · Romanticismo

Gero na Lachach (Romanowski, 1913)

polaco

Z chaty do chaty leci wieść,

Zachodni wiatr ją począł nieść,

Płacze nią w polach, w możny dwór

Bije nią, jako piorun z chmur,

Przeraża panów, rycerzy, kmieci,

Zatrważa starców, matki, dzieci;

Pomordowanych książąt wdowy

Ze snu takiemi budzi słowy:

— O! płaczcie, wdowy! płakać czas;

Niema już komu bronić was!

Niema już komu bronić grodu,

Ni kmiecej strzechy, ni narodu!

Mężowie wasi, wasi kochani,

W domu Gerona pomordowani!

I zapłakały wdowy wraz:

„Niema już komu bronić nas!“

A możny Gero syna do się zwie:

„Sygfrydzie! rzecze, młody ty mój lwie,

Trzoda bez stróża łupem dla rycerza:

Wybiłem wodzów z nadodrzańskich stron; —

Waleczny synu! pójdźmy zbierać plon!“

Tak wyszedł Gero i na ławie siada,

Lecz Sygfryd stoi i nie odpowiada.

Więc Gero znowu: „Nasz cesarz i pan,

Znany z potęgi a i z łaski znan,

Lecz pańska łaska — to szalony koń,

Dziś mu ta miłą, jutro owa błoń.

Dobrze, gdy pomny pan swojej czeladzi,

Lepiej, gdy sługa sam o sobie radzi.

„Dziś ja margrafem. — Otto możny król;

Dla mnież to niema na królestwo pól?

Otto po Łabę, moje państwo dalej.

Synu! Sygfrydzie! będziem królowali,

Prześcigniem samą Ottonową moc.

Zbierz lud, na Słowian wyruszymy w noc“.

A Sygfryd rzecze: „Ojcze! Bóg ukarze.

Pomordowanych śniły mi się twarze,

Śniły się w nocy w strasznym, wieszczym śnie.

Ojcze! ty zgubisz i siebie i mnie“.

Lecz Gero powstał, zmarszczył czarną brew

I rzecze groźno: „Myślałem, żeś lew,

A ciebie widzę trwoży jasna stal!

Młodej ci żony i uścisków żal“.

Więc poszedł Sygfryd zbierać lud do wojny,

A Geron usiadł i dumał spokojny.

A gdy na zamek spadła noc,

Stanęła rzędem grafa moc.

Stanęła licznie po rozkazie;

Od stóp do głowy lud w żelazie.

I rżą rumaki, biedz gotowe;

Tylko graf Sygfryd spuścił głowę.

W oknie go płacze żona młoda:

Szkoda mu żony, lat mu szkoda,

Lecz Gero skinął, skoczą wraz,

Od setnych kopyt zagrzmiał głaz,

Od okna biała

Chustka powiała...

Powiała może ostatni raz.

I lecą: palą grody, wsie,

Do grafa kolan lud się gnie.

A którzy klękną, już nie powstają:

Mężów — Gerona knechty ścinają,

Dziatwę i żony gonią w plon —

Tak graf buduje sobie tron.

A gdy już w Odrę mieli skoczyć wpław,

— „Sygfrydzie! synu! — rzecze dumny graf —

Coś tak posępny, czego stronisz mnie?“

— „Pomordowanych znów widziałem w śnie!“

— „Ha, ha! to dobrze, dobrześ, synu, śnił.

Jutro Lach będzie u nóg mi się wił“. —

A Sygfryd rzecze: „Ojcze! Bóg ukarze —

Pomordowani mieli groźne twarze!“

Lecz graf nie słucha. Spiął się pod nim koń,

Pognał przez pola, skoczył w modrą toń,

Szeregi za nim wśród spienionych fal.

Dobili brzegu. Gero wznosi stal

I woła: „Synu! jutro z Lachem boje!

Jutro królestwo oddam w ręce twoje!“

Rozbili obóz; zaszła cicha noc,

Graf się zadumał, waży swoją moc.

Sygfryd obchodzi obozowe straże,

Radby zapomnieć pościnanych twarze,

I usnąć radby, lecz się lęka śnić.

Usnęli...

Rankiem zorzy złota nić

Obiegła mgłami zaciemniony wschód

I budzi obóz u odrzańskich wód.

„Synu! — graf rzecze — czemu patrzysz w dal?“

„Patrzę, jak w zorzy błyszczy Lachów stal!“

„Gdzie? pokaż! wzrok mój mroczy się od snu“

„Patrzaj, mój ojcze, zbliżają się tu“.

„Na koń! — graf krzyknął, — Lachów książę sam

Do kolan dzisiaj pokłoni się nam!“

I stają męże. Gero stawia szyki,

Z borów wychodzą lackie wojowniki;

Oblani zorzą, wznoszą jasną broń,

Piękny, dorodny każdy mąż i koń.

Mieszko ich wiedzie na hufy Gerona;

Przy Mieszku z orłem chorągiew czerwona.

„Naprzód! Sygfrydzie, nie długi tu trud!“ —

Zawołał Gero — i już zwarł się lud:

Skruszyli kopie, miecze chwycą wraz,

W tarcze i w hełmy wiodą silny raz;

Skruszyli miecze, chwycą za topory;

Szczęk się rozlega przez pola i bory.

„Ojcze! Geronie! ciężka z Lachem gra,

Dzielnie Lach walczy, twarde ramię ma“.

„Tem większa sława dla nas, synu mój!

Koronę da nam ten rycerski bój“

I poskoczyli do boju ochoczo,

Pewni, że z Lachów wszystką krew wytoczą.

I znowu rzecze Sygfryd: „Tu nam kres!“

„Nie! nie! mój synu! Lacha weźmie bies!“

I znowu walczą, lecz wtem pęka szyk:

„Sława Mieszkowi!“ Lachy wznieśli krzyk

I tną Germanów toporami wkoło;

Gero i Sygfryd jeszcze stawią czoło.

Lecz wtem: „Sygfrydzie!“ jęknął graf i zbladł,

Pod ciosem Mieszka młody Sygfryd padł,

Padł z rozłupaną wpół toporem głową

I krwi się oblał strugą purpurową.

O grafie! jakaż boleść ciebie zgina,

Innej purpury chciałeś ty dla syna!

I w drżące ręce syna chwycił graf,

Skoczył do Odry, przebywa ją wpław;

Za nim rycerstwo, knechty skoczą w toń,

Resztę tnie w polu sroga Lachów broń. —

Tak się skończyła wyprawa Gerona,

Tak go minęły sława i korona.

A kiedy wrócił, zbroję z siebie zdjął,

Odział się kutą, kij do ręki wziął

I szedł w pielgrzymkę, jak uczynił ślub.

Potem dla syna wymurował grób

I wraz z synową klękał na tym grobie

I płakał rzewnie i złorzeczył sobie.

1862 (?).

Sigue explorando

Por su autor
Mieczysław Romanowski · 111 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Gdzie się świat zaczyna (Romanowski, 1913)Hymn polski (Romanowski, 1863) →

Expediente

Autor
Mieczysław Romanowski
Título
Gero na Lachach (Romanowski, 1913)
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-gero-na-lachach-romanowski-1913--mieczysaw-romanowski-a59ba2
Cita recomendada
Mieczysław Romanowski, «Gero na Lachach (Romanowski, 1913)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-gero-na-lachach-romanowski-1913--mieczysaw-romanowski-a59ba2.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.