CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaZygmunt Krasiński

Zygmunt Krasiński · Romanticismo

Fryburg

polaco

FRYBURG.

Te słowa mądre, co musiały zostać —

Raz usłyszane — w słuchającej duszy,

I te przepiękne, blade, smętne lica,

Z których wewnętrzna biła tajemnica?

Ten chód, tak lekki, jak nie z tego świata,

Ten ruch łagodny, a razem wspaniały?

Czy ty pamiętasz postać mego brata,

Kształt ten, co w trumnie dziś zanurzon cały?

O! zniknął — zniknął — my dotąd pod słońcem

Z tej strony grobu, przed łez, trosk, mąk końcem,

Boga się pytaj, czy nie przeznaczeni,

Jak żagle w burzy, zdzierać się w przestrzeni,

I bez spoczynku na zawsze skazani

Płynąć po falach — nie znaleść przystani!

Patrz na ten kościół, on spokojnie stoi!

Tam z wami żyłem, wy drodzy, wy moi!

Dzień schodził w górach po winnic zieleni,

Gdzie bory szumią i potok się pieni!

A w wieczór razem, w cichym razem domu,

Razem we troje... tak zawsze i wszędzie

Kiedyś być miało... już nigdy nie będzie!

Bo weń uderzył Bożego cios gromu!

Nie piorun burzy, co łamie hart głazu

I serce ludzkie rozrywa od razu!

Lecz cichy, zdradny, zwolna żmijowaty,

Grom, co się wciska po pod samo serce,

Aż wyssie z lica wszystkie lica kwiaty,

I zgasi życie w ostatniej iskierce!

Oczy otworzył po wielu dniach męki,

A nie mógł ścisnąć mi konając, ręki!

I choć przytomny — zeszedł bezprzytomnie,

Bo spojrzał tylko — a nie rzekł nic do mnie!

Wzrok jeden rzucił w górę, w Niebo, w Boga!

I czoło schylił. Zmartwiał wzrok rzucony

Raz stąd ostatni w ponadziemskie strony!

Skrzepł wzrok ostatni — i wszczęła się droga,

Co duszę jego porywając z ziemi,

Złączy śmiertelną tam z nieśmiertelnemi,

Tam — w tych przestworach bez miary, bez końca

Kędy szlak każden po gwiaździstem Niebie

Wiedzie, o Panie! w blask Twojego słońca,

I ma na końcu, Ojcze, tylko Ciebie!

A ciało martwe zostało mi w ręku,

I padłem obok bez łzy i bez jęku!

I takem leżał przy tem ciele długo,

Jakby sam zdjęty przy niem śmiercią drugą!

A gdym się ocknął i spojrzał w te zwłoki,

Tlał na tem czole wyraz tak wysoki,

Że, kląkłszy znowu przed trupem w pokorze,

Krzyknąłem pewny: — On Twój, Panie Boże!

Wtedym zapłakał — nie nad nim — nad sobą!

Bo, samolubną ogarnion żałobą,

Pustynię życia ujrzałem do koła!

Twój obraz tylko podniósł się z oddali,

Jak kształt drugiego losów mych anioła,

I płynął ku mnie na dni moich fali!

Zresztą głos żaden już na mnie nie woła

I żadne czucie wzruszyć mnie nie zdoła!

Czy kwiaty kwitną, czy świat w proch się wali

Wszystko mi jedno... i jedno na wieki!

Bo duch mej duszy odemnie daleki!

On, co miał wspierać mnie wśród nawałnicy

I dźwigać ze mną z grobowej ciemnicy

Cień zmarłej Matki — by, Chrystusa wzorem,

Bóg nasz pogrzeban wstał tryumfatorem! —

On, co miał ze mną... ach, serce marzyło!

Lecz o tem wszystkiem już dzisiaj nie marzy!

Przybyło więcej tą jedną mogiłą

Do mogił naszych bezdzietnych cmentarzy!

Mniej coraz duchów na Matki obronę!

Wszystkie precz idą — a w tę samą stronę,

Za świat, za Polskę, w niewidzialność grobu,

I nam tu walczyć już nie ma sposobu!

Serca podniosłe pękły — i myśl wszelka,

Byleby tylko wolna, silna, wielka,

Żegna się z nami. Wszystko, co jest, Boże,

Tu nas opuszcza — i o złej godzinie

Przepada w jakieś zagubienia morze,

W oczach się naszych rozpływa i ginie!

Los mi przeciwny! — Życia mego chwała

Śpi w jego grobie: bez niego ja niczem!

On był mi siłą, co mi rozum dała,

Bo mnie gnał naprzód wiecznej prawdy biczem!

On serce moje umiał wyżej męki

Stroić jak lutnię w mąk zwycięskie dźwięki!

On jednem słowem tłómaczył mi wiele!

Milczeniem nawet mówił życia cele!

I gdym posłuchał głosu jego chwilę,

Czułem, żem w duchu odrodzon na sile!

Wtedy mi w piersiach dzikie biło męstwo!

Świat mi wyglądał jako pole czynu!

Już mi w oddali jaśniało zwycięstwo

I kwitł na skroni przyszły liść wawrzynu!

A teraz?... w czarze nad brzeg już trucizna!

On w grobie jednym — a w drugim Ojczyzna!

I na tych grobach ja, miotany szałem,

Z tobą się jedną, o siostro, zostałem,

Z tobą już tylko!

Aniele niewieści,

Tyś przy mnie dotąd, nie odeszłaś jeszcze!

Ja w twych spojrzeniach rozpacz moją pieszczę!

Lecz w twoich ręku, ach! miecz się nie zmieści!

Tyś Anioł piękna! Tyś Seraf pokoju!

Dłoń twa ze śniegu nie krwawi się w boju!

W dzień sądny zemsty, ty wśród twego ludu

Nie staniesz przy mnie — i kiedy w noc ciemną

Grom śmierci spotkam, miasto zwycięstw cudu,

Padnę sam jeden — ty nie padniesz ze mną!

I na tym krwawym żołnierza pogrzebie

Przy bracie twoim — ach! nie będzie ciebie!

Lecz nim ta chwila nadejdzie — a może

Nie przyjdzie nigdy — tyś mojem zbawieniem!

Tęczą jedyną w zaćmionym przestworze!

Miłości mojej tyś ostatniem pieniem!

Niech głos twój słyszę, niech dotknie się dłoni!

Ta dłoń mnie może od zguby obroni!

A głos twój jeszcze może w tchnienia wieszcze

Pierś tę samotną zaludni, rozdzwoni!

Chodź płakać razem po nad grobów głazem,

A z łez tam naszych wyrosną smętne, duże,

Jako krew spiekła z smutku — czarne róże!

Z nich wieniec rzucim na Polski mogiłę!

A drugi jemu złożymy w ofierze!

On wtedy z niebios ześle tu nam siłę,

Byśmy żyć mogli i umierać w wierze!

O siostro moja! w wierze, że ta święta,

Co śpi w więzieniu, zerwie w końcu pęta,

I że Bóg świata — to Pan miłosierny,

Na pyszne pyszny — ale wiernym wierny!

Sigue explorando

Por su autor
Zygmunt Krasiński · 37 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Fantazja życiaGdzie cisza? →

Expediente

Autor
Zygmunt Krasiński
Título
Fryburg
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-fryburg--zygmunt-krasinski-aa17a0
Cita recomendada
Zygmunt Krasiński, «Fryburg», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-fryburg--zygmunt-krasinski-aa17a0.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.