CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAdam Asnyk

Adam Asnyk · Modernismo

Epilog do Snu grobów

polaco

O! jakże trudno pierzchłe już obrazy

Do życia z sennych krain przywoływać!

I jakże smutno ciemne duchów skazy

Z zasłony, którą śmierć rzuca, odkrywać.

I po przepaściach łowić epos bladą,

I co zawiera męki odgadywać!

Czyż się nie cofnąć raczej przed gromadą,

Co winy swoje w inne światy wlecze,

I, gdy się żywi do spoczynku kładą,

Jeszcze w ciemnościach gdzieś krzyżuje miecze?

Czyż nie zamilknąć przed żyjących rzeszą,

Co mniemać będzie, że wraz z nią złorzeczę?

Świat ten tak dziwny! — i ludzie się śpieszą

Zetrzeć czemprędzej ślad krwawej areny;

To, w co wierzyli wczoraj, dziś ośmieszą,

I codzień nowej potrzebując sceny,

Trupa przeszłości ze wzgardą wywleką,

Na łup zgłodniałe spraszając hyeny.

Tymczasem cienie nad Letejską rzeką

Kończą tragiczną dramatu osnowę;

Łzy im pod martwą zastygły powieką —

I żale swoje wywodzą grobowe;

Bo żyją tylko tem dalekiem brzmieniem,

Które przyszłości sny potrąca nowe,

I myślą, biedne, że ludzi wspomnieniem

Nieśmiertelności dokupią się mglistej;

Że ta drgająca fala ich imieniem

W krąg się po ziemi rozejdzie ojczystej

I że im echo wracające powie

O serc pamięci wdzięcznej i wieczystej...

Lecz świat ten dziwny! — zrzuca szaty wdowie,

Aby zapomnieć prędzej, czem żył wczora;

I klątwą tylko żegnają synowie

Odlatującej ojczyzny upiora;

I dawny ołtarz rozpada się w zgliszcza

Pod jednem cięciem krwawego topora:

Nowy obrządek i nowe bożyszcza

Biorą pokłony spłoszonego tłumu!

Lecz ani boleść, co serca oczyszcza,

Ani jaskrawa pochodnia rozumu

Do wyższych celów zaprzańców nie nagną;

Bo ci śród szyderstw głuszącego szumu

Do swych poziomów wszystko zniżyć pragną;

Tak więc po smutnym przeszłości wyłomie

Zostaje w spadku — wielkie tylko bagno.

A kto się twarzą zwróci ku Sodomie,

Tego Bóg w posąg boleści zamienia;

I nad umarłem morzem nieruchomie

Sam pozostanie śród pustyń milczenia,

Dźwigając przekleństw narzucone brzemię,

Co go nimbusem piekieł opromienia.

Śmieszna komedya! — gdzie zwycięzcy strzemię

Całują zgięte na kolanach męże,

I gdzie umarłych nieświęconą ziemię

Plugawią jadem pełzające węże,

I gdzie ostatnia zacność, co nie pada,

Modlitwą nawet niebios nie dosięże!

Więc gdy ostatnie hasło w sercach: „zdrada,”

Z cmentarnych krzyżów niech pręgierze stawią!

I umęczonych śpiąca już gromada

Niech się nie dziwi, że ich proch zniesławią;

Niech się nie troszczy, w chmurach rozpostarta,

Że ich śmiertelnej koszuli pozbawią!

Bo tak być musi: i dziejowa karta,

Co lśniła blaskiem nieuszczkniętych marzeń,

Raz ręką mściwej Nemezis rozdarta,

Walać się musi w błocie ziemskich skażeń —

Aż ją znów przyszłość podniesie zwycięzka,

I w krwi umyje anioł przeobrażeń.

Choć się więc skruszy pierś nie jedna męzka,

Kamienowana u świątyni progu,

Choć grasująca czarnych odstępstw klęska

Szerzyć się będzie w smutnym epilogu:

Nieprzekupiony przetrwa prawdy świadek,

Co boleść naszą odda w ręce Bogu.

Ileż-to ciemnych ciągnie się zagadek

Przy tym krzyżowym ludzkości pochodzie,

Gdzie wciąż się nowy powtarza upadek,

Co spycha w przepaść jasne duchów łodzie!

Ileż-to razy ginące plemiona

Chciały powstrzymać słońce na zachodzie,

By przyszłość w swoje uchwycić ramiona —

Sądząc, że one kończą dzień pokuty,

A jutro błyśnie jutrznia nieskażona!

Próżne złudzenia! bo ich ślad zatruty

Zostaje w spadku przyszłym pokoleniom;

Ideał starców łamie się zepsuty,

A młódź urąga okrwawionym cieniom —

I gdy ma nowe gonitwy poczynać,

Kłamstwo zadaje przeszłości natchnieniom.

Więc znowu trzeba boleć i przeklinać,

Trzeba ukochać jaką nową marę,

I nowe tęcze na niebie rozpinać,

Wątpić i wierzyć i znów tracić wiarę, —

A po pielgrzymce męczącej i długiej

Minotaurowi znów złożyć ofiarę.

Ha! gdyby znalazł się Tezeusz drugi,

Coby odszukał labiryntu wątek,

I spłacił za nas zaciągnięte długi,

I dał nam w ręce rapsodu początek —

Możeby jeszcze było stworzyć z czego

Dziwną krainę marzeń i pamiątek!..

Lecz tak — co robić?.. Życzę snu dobrego

I tej odwagi, co zdrajcom przystoi...

A sam do grobu wracam splamionego

Jak upiór w dawno zardzewiałej zbroi,

Któremu serce trza odjąć i głowę,

Aby nie straszył tłuszczy, co się boi.

Sigue explorando

Por su autor
Adam Asnyk · 185 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← EpaminondasFantazya ludów →

Expediente

Autor
Adam Asnyk
Título
Epilog do Snu grobów
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-epilog-do-snu-grobow--adam-asnyk-ee4866
Cita recomendada
Adam Asnyk, «Epilog do Snu grobów», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-epilog-do-snu-grobow--adam-asnyk-ee4866.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.