CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaMichał Bałucki

Michał Bałucki · Modernismo

Dziwny sen (Bałucki)

polaco

Śniło mi się, żem umarł, lecz dusza przez ciało,

Jak przez krzyształ widziała wszystko, co się działo.

Słyszałem w chwili zgonu krzyk matki — a potém

Coś, jak ciało, na ziemię runęło z łoskotem;

I przez czas długi była cisza na około....

Tylko ciepłe łzy czyjeś ciekły mi na czoło —

Jakiś przyjaciel płakał nademną, żem nie żył. —

Potém czułem, jak stolarz ciało sznurkiem mierzył;

A po nim bab kościelnych, brzydkich weszła kupa,

I poczęły myć, czesać i ubierać trupa.

Ustroiły mnie baby we frak i lakiery,

I białe rękawiczki wcisnęły na palce,

Jak gdybym nie do grobu szedł: lecz tańczyć walce;

I zapalono przy mnie świec dwadzieścia cztery,

Którym obcinał knoty dziad nucąc pacierze, —

A ludzie szli przyglądać się, jak w trumnie leżę. —

I słyszałem głos obcych i znajomych osób,

Jak przez trzy dni sądzili mnie w przeróżny sposób,

Jedni złym, drudzy dobrym zowiąc mnie człowiekiem,

Że rad byłem, gdy trumnę nakryto już wiekiem,

Że już nie będę ludzkim gadaniem nudzony.

Niedługo potém z wieżyc zajęczały dzwony —

Orszak ruszył na cmentarz wśród deszczu i błota.

Wtedy duszę mą ciężka objęła tęsknota,

Za tą ziemię, com rzucał i było mi strasznie,

Gdym pomyślał, że światło dnia za chwilę zgaśnie,

I że świat ten grobowe zasłonią mi ciemnie —

Że ci, co szli za trumną, powrócą bezemnie,

Będą śmiać się, weselić, żyć i chodzić wszędzie,

I bawić się, jak przedtém — a mnie już nie będzie.

I gdy trumnę spuszczano do grobu, a potem

Usłyszałem jak ziemia padała z łoskotem

Na wieko; — i śpiew księży i płacze nad ciałem

Coraz mniéj dochodziły mych uszów; — struchlałem —

Trwogą zdjęty — i w oczach zrobiło się ciemno,

I długim czas nie wiedział, co się działo ze mną.

Aż ujrzałem się znowu gdzieś — w jakimś ogrodzie —

Wśród zapachów, zieleni, w rozkosznym drzew chłodzie;—

Jakieś postacie, szaty odziane białemi,

Jak łabędzie, skrzydłami nie tykając ziemi,

Pływały, pośród kwiatów brylantowéj rosy,

I po wodach błękitnych, gładkich, jak niebiosy,

Pełnych gwiazd — przechodziły jak po ziemi tłumem,

Cudne wydając tony białych skrzydeł szumem.

Siedząc z boku gapiłem się na dziwy one,

Bawiłem niemi oczy; ale zasępione

Serce moje nie mogło rozbawić się niemi,

I tęsknota je rwała do rodzinnéj ziemi. —

Wtém blask oczy uderzył: — aleją cienistą

Szedł jakiś starzec, kapą odziany złocistą,

Na którą białéj brody spadał strumień długi, —

Za nim szły dwa anioły, jak za panem sługi. —

Kiedy mnie mijał starzec, zatrzymał się chwilę,

Spojrzał i zwróciwszy się do tych, co szli w tyle,

Spytał: kto to? — a aniół rzekł ze czcią głęboką:

„Jeden z tych, co dziś z ziemską rozstał się powłoką.“ —

— „Czemuś smutny?“ — zapytał starzec zadziwiony,

„Kiedyś dostąpił tego, o co miljony

„Proszą mnie tam na ziemi ciągle. Jesteś w niebie!

„Smutek, jak sandał zrzucić powinieneś z siebie

„Wchodząc w bramy niebiosów do gwiazd i błękitu.“ —

A ja na to: „Jehowo — odrzekłem — źle mi tu,

„I nudno w waszém niebie, bo tu u was nie ma

„Mojéj ziemi rodzinnéj z mogiłami trzema,

„Ni starego Wawelu nad błękitną Wisłą;

„Więc mi tęsknotą wielką serce się tu ścisło,

„I jestem tu jak obcy.“ — Łzy mi głos zalały,

A anioły tęsknoty méj nie zrozumiały,

I oczami zdawały wzajem pytać siebie?

Czego pragnie ten człowiek, kiedy już jest w niebie?

Jehowa stał nademną w głębokiéj zadumie —

Czytałem w twarzy jego, że mój żal rozumie,

Więc się mu jak proch do nóg rzuciłem w pokorze,

I prosiłem. „Pozwól ty choć raz jeszcze, Boże,

„Zobaczyć moją ziemię!“ — A pan głową skinął,

I wtedy aniół skrzydła tęczowe rozwinął,

I wziąwszy mnie w ramiona przeszedł ziemi kawał,

I nad błękitem, co mi wodą się wydawał

Stanąwszy — zanurzył się w téj błękitnéj fali,

I spadaliśmy razem coraz niżéj... coraz daléj....

Mijając mleczne drogi gwiazd, jasne księżyce,

Obłoki, — aż nas białe, klasztorne wieżyce

Pozdrowiły dzwonami, a ziemia zapachem,

I zatrzymał się aniół przed klasztornym gmachem,

Pod namiotem szumiących drzew, gdzie las bielański,

I rzekł: ziemia! —

Dzień robił się; — na aniół pański

Dzwoniły dzwony z wieży. — Na tle nieba, które

Wstające słońce w jasną odziało purpurę,

Wśród białéj mgły porannéj i mogilnych znaków

Ujrzałem miasto stare i krzyknąłem: Kraków!

I wyciągnąłem ręce do miłych pamiątek,

I z dziecinną radością każdy znany kątek

Odwiedzałem oczami; ścieżką, co się wije

Wśród olszyn i topoli i w zbożu się kryje,

Potem sznureczkiem białym ciągnie się nad rzeką

Pośród zielonéj trawy daleko — daleko —

I wśród sadów, rybackich chat znowu się chowa, —

Tą ścieżką biegły oczy moje do Krakowa.

I aniołowi ręką wskazując w tym grodzie

Każdą wieżę, co nieba błękit krzyżem bodzie,

Każdy muru kawałek słońcem pozłocony

Pytałem: prawda, jakie cudne nasze strony? —

Aniół słuchał nie słysząc — wzrok zwracał do nieba,

I zamiast odpowiedzi rzekł: „wracać już trzeba,“

I wziąwszy mnie za rękę chciał unieść ku niebu.—

Rozpacz mnie ogarnęła, jak w chwili pogrzebu —

Tęsknota bunt podniosła przeciw woli bożéj,

I począłem szamotać się z nim wśród rozdroży,

I wołać co sił stało głosy ochrypłemi:

„Ja nie chcę nieba, puść mnie, chcę żyć tu — na ziemi.“

Szamotanie zbudziło mnie — i wraz z tą chwilką

Odetchnąłem, gdym poznał, że to był sen tylko.

Spojrzałem ucieszony, wesół koło siebie,

I dziękowałem Bogu, że nie jestem w niebie.

1871.

Sigue explorando

Por su autor
Michał Bałucki · 70 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Dziś ją widziałemGawędka →

Expediente

Autor
Michał Bałucki
Título
Dziwny sen (Bałucki)
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-dziwny-sen-baucki--micha-baucki-78d96e
Cita recomendada
Michał Bałucki, «Dziwny sen (Bałucki)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-dziwny-sen-baucki--micha-baucki-78d96e.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.