CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaZofia Rogoszówna

Zofia Rogoszówna · Vanguardias / s. XX

Dzieci pana majstra — Rozdział III

polaco

Idą, idą w szarym pyle,

utrudzone wlokąc nogi;

aż uszedłszy blisko milę,

na rozstajne przyszły drogi.

Gdzie się zwrócić? W którą stronę?

Słońce tak nieznośnie pali;

dzieci głodne, pomęczone,

żadne iść nie może dalej.

Płyną łezki z ócz Sobótce:

— Stlasnie pusty dziś mój bzusek!...

Piątek piszczy: — Umrzem wkrótce!

Czwartek buczy: — Ja chcę klusek!

Wreszcie między wrzosów krzaki,

pod skrzypiącym drogowskazem,

jak cyganie, jak żebraki,

wszyscy się pokładli razem.

Podłożywszy pod się rączki,

wnet zasnęły małe smyki;

jeden widzi przez sen pączki,

drugi widzi naleśniki.

I gdy leżą tak pokotem,

gdzieś z zachodniej nieba strony,

z wielkim szumem i łopotem

nadleciały dwa gawrony.

Większy spytał się mniejszego

(bo to gawron był i wrona),

— Czyś słyszała co nowego,

żonko moja ulubiona?

Wrona na to: — Kra! kra! kra!

jest nowina jedna zła,

lecz nie powtórz jej nikomu:

dzieci majstra

pokryjomu

wyszły z domdomu.

Nie wróciły na południe.

Wilk je może

pożarł w borze,

albo wpadły w jaką studnię.

Majster rwie na głowie włosy,

matka szlocha wniebogłosy,

bo już pewność jest niezbita,

że z urwisów majstra kwita!

Gdy tak wrona, kracząc, gada,

Środa, niby mały duszek,

pod drogowskaz się zakrada

i nadstawia pilnie uszek.

— Ha! — rzekł gawron — tak się zdarza,

gdy kto dzieciom zbyt pobłaża.

Niechże jejmość więc pamięta

dobrze chować gawronięta.

Bo to, proszę jejmość żony,

kto chce dzielne mieć gawrony,

tęgie w dziobie, tęgie w duchu,

musi uczyć je posłuchu.

Skoczy wrona obrażona:

— Poco waść to mówisz do mnie?

toć rzecz dawno dowiedziona,

że ja dziatki chowam skromnie.

Ostro trzymam wszystkie w łapie,

każde mores dobrze zna,

gdy na psocie które złapię,

zaraz łaję: — Kra! kra! kra!

Zafurczały, zakrakały

i z łopotem uleciały.

— To naprawdę nie do wiary —

Środa, oczka trąc, powiada —

toć z tą wroną gawron stary

niby tatko z mamą gada.

Ach, gawronkom małym dobrze,

choć się bawią przez dzień cały,

ich ubranko się nie podrze,

i nie będą pasów brały.

Gdy tak Środa smutnie biada,

kryjąc w rączkach oczka łzawe,

chmara ptasząt zgóry spada,

czyniąc wielki zgiełk i wrzawę.

Skądże naraz tyle ptaszków?

A to wróble, dudki, trznadle

z dwóch maleńkich gawronaszków

śmieją się i kpią zajadle.

— Patrzcie! patrzcie! gawronaszki

pogubiły ogonaszki!

Ojca, mamy nie słuchały,

w przyjaźń się z kocurem wdały.

Kot niecnota

hyc! z za płota,

poturbował gawronaszki,

poukręcał ogonaszki!

Tu ćwierknęła Imć dzierlatka:

— Kto nie słucha mamy, tatka,

dudy stroi,

bo się boi,

że mu tatko

kurtę skroi!

Bez ogonka chodzić wstyd!

Ćwirku, ćwirku, wit! wit! wit!

I z świegotem, śmiechem, wrzawą,

poleciały w lewo, w prawo.

A nieszczęsne dwa gawronki

z wstydu się pod pierzem płonią,

kryją kuse swe ogonki

i łzy gorzkie w trawę ronią.

Pokiwała Środa głową

i do siebie rzekła zcicha:

— Wszystkim dzieciom jednakowo,

wszystkich dola równie licha.

Wtem z pod nieba ktoś zawoła:

— A wy skąd tu, wiercipięty?

I nadleciał kruk jak smoła

a miał oczy jak djamenty.

Gawronaszki, hyc! na nóżki:

— Wujku kruku, wujku stary,

ty na służbie jesteś wróżki,

co zna różne mądre czary;

popatrz, jaka łysa skórka,

to nam kocur wydarł piórka!

Poproś, poproś ją, wujaszku,

niech nam da po ogonaszku.

Będziem kochać cię bez miary,

bo się strasznie boim kary.

Gdy się dziatwa kruka czepia,

z wrzosów znów wystrzeli główka.

Środa w kruka oczka wlepia,

nie chcąc stracić ani słówka.

Kruk miał wujków przymiot rzadki,

gawronięta psuł potrochu;

nieraz wstawiał się u matki,

kiedy klęczeć miały w grochu...

Więc się zwolna w łeb poskrobie:

— Hm, więc macie dostać łaźnię,

a pan ojciec tęgo dziobie...

Tu gawronki pisły: — Właśnie!...

— Hm, urwisy z was nielada,

lecz się znajdzie może rada;

ja zawracać się nie mogę,

bo w daleką lecę drogę,

lecz te muszki, moje służki,

zaprowadzą was do wróżki.

Gdy skrobniecie dwakroć w bramę,

drzwi otworzą się wam same.

W sad możecie wejść bezpiecznie,

byle cicho, byle grzecznie.

Wróżka nigdy nie odmawia,

jeśli gość się grzecznie sprawia.

Więc wam przykazuję srodze:

nic nie wolno tknąć po drodze!

Niech się nawet wam nie przyśni

skubnąć choćby jednej wiśni,

fig, daktyli albo gruszki,

bo stracicie łaskę wróżki.

Pamiętajcie, gawronięta:

Cudza własność, to rzecz święta!

Kto w łakomstwie nie zna miary,

nie uniknie srogiej kary.

Adieu, smyki! dzioby wgórę! —

i kruk wzbił się popod chmurę.

Klasną w skrzydła dwa gawronki:

— Będziem znowu mieć ogonki!

Chwilkę pościć, toć to fraszka

Dla mądrego gawronaszka!

I już dzióbkiem w dzióbek kują,

i uciesznie podskakują.

Środa, niemniej od nich rada,

wszystkie dzieci w kupkę zgania;

co słyszała, opowiada

i, by w drogę szły, nakłania.

— Gdy dwa razy skrobniem w bramę,

drzwi otworzą się nam same;

przez tę bramę w sad wejdziemy,

wróżce dziury pokażemy.

Ona tak je ślicznie złata,

że nie pozna nic nasz tata.

Tylko niech się wam nie przyśni

skubnąć choćby jednej wiśni,

bo kruk mówił: „Gawronięta!

cudza własność to rzecz święta!“

To wam nakazuję srodze:

nic nie wolno tknąć po drodze!

Sigue explorando

Por su autor
Zofia Rogoszówna · 236 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Dzieci pana majstra — Rozdział IIDzieci pana majstra — Rozdział IV →

Expediente

Autor
Zofia Rogoszówna
Título
Dzieci pana majstra — Rozdział III
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-dzieci-pana-majstra-rozdzia-iii--zofia-rogoszowna-0fae0e
Cita recomendada
Zofia Rogoszówna, «Dzieci pana majstra — Rozdział III», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-dzieci-pana-majstra-rozdzia-iii--zofia-rogoszowna-0fae0e.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.