CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAdam Mickiewicz

Adam Mickiewicz · Romanticismo

Dziady część II

polaco

CHÓR.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?

GUSLARZ.

Zamknijcie drzwi od kaplicy,

I stańcie dokoła truny;

Zadnéj lampy, żadnéj świécy,

W oknach zawieście całuny.

Niech xiężyca jasność blada

Szczelinami tu nie wpada.

Tylko żwawo, tylko śmiało.

STARZEC.

Jak kazałeś, tak się stało.

CHÓR.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?

GUSLARZ.

Czyscowe duszeczki!

W jakiéjkolwiek świata stronie;

Czyli która w smole płonie,

Czyli marznie na dnie rzeczki,

Czyli dla dotkliwszéj kary

W surowém wszczepiona drewnie,

Gdy ją w piecu gryzą żary,

I piszczy i płacze rzewnie;

Każda spieszcie do gromady!

Gromada niech się tu zbierze!

Oto obchodzimy Dziady!

Zstępujcie w święty przybytek;

Jest jałmużna, są pacierze,

I jedzenie i napitek.

CHÓR.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?

GUSLARZ.

Podajcie mi garść kądzieli,

Zapalam ją; wy s pośpiechem,

Skoro płomyk w górę strzeli,

Pędźcie go lekkim oddechem.

O tak, o tak, daléj, daléj,

Niech się na powietrzu spali.

CHÓR.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?

GUSLARZ.

Naprzód wy z lekkiémi duchy,

Coście śród tego padołu

Ciemnoty i zawieruchy,

Nędzy, płaczu i mozołu,

Zabłysnęli i spłonęli,

Jako ta garstka kądzieli.

Kto z was wietrznym błądzi szlakiem,

W niebieskie nie wzleciał bramy,

Tego lekkim, jasnym znakiem,

Przyzywamy, zaklinamy.

CHÓR.

Mówcie komu czego braknie,

Kto z was pragnie, kto z was łaknie.

GUSLARZ.

Patrzcie, ach patrzcie do góry,

Cóż tam pod sklepieniem świeci?

Oto złocistémi pióry

Trzepioce się dwoje dzieci.

Jak listek z listkiem w powiewie,

Kręcą się pod cerkwi wierzchołkiem;

Jak gołąbek z gołąbkiem na drzewie,

Tak aniołek igra z aniołkiem.

GUSLARZ I STARZEC.

Jak listek z listkiem w powiewie,

Kręcą się pod cerkwi wierzchołkiem;

Jak gołąbek z gołąbkiem na drzewie,

Tak aniołek igra z aniołkiem.

ANIOŁEK (do jednéj z wieśniaczek.)

Do mamy lecim, do mamy.

Cóż to mamo, nie znasz Józia?

Ja to Józio, ja ten samy,

A to siostra moja Rózia.

My teraz w raju latamy,

Tam nam lepiéj, niż u mamy.

Patrz jakie główki w promieniu,

Ubior z jutrzenki światełka,

A na obojém ramieniu

Jak u motylków skrzydełka.

W raju wszystkiego dostatek,

Codzień, to inna zabawka:

Gdzie stąpim, wypływa trawka,

Gdzie dotkniem, rozkwita kwiatek.

Lecz choć wszystkiego dostatek,

Dręczy nas nuda i trwoga.

Ach mamo, dla twoich dziatek

Zamknięta do nieba droga!

CHÓR.

Lecz choć wszystkiego dostatek,

Dręczy ich nuda i trwoga.

Ach mamo, dla twoich dziatek

Zamknięta do nieba droga!

GUSLARZ.

Czego potrzebujesz duszeczko,

ZebyŻeby się dostać do nieba?

Czy prosisz o chwałę Boga?

Czyli o przysmaczek słodki?

Są tu pączki, ciasta, mléczko,

I owoce i jagodki.

Czego potrzebujesz duszeczko,

Zeby się dostać do nieba?

ANIOŁEK.

Nic nam, nic nam nie potrzeba.

Zbytkiem słodyczy na ziemi,

Jesteśmy nieszczęśliwemi.

Ach, ja w mojém życiu całém

Nic gorzkiego nie doznałem.

Pieszczoty, łakotki, swawole,

A co zrobię, wszystko caca.

Śpiéwać, skakać, wybiedz w pole,

Urwać kwiatków dla Rozalki;

Oto była moja praca,

A jéj praca stroić lalki.

Przylatujemy na Dziady,

Nie dla modłów i biesiady,

Niepotrzebna msza ofiarna;

Nie o pączki, mléczka, chrósty,

Prosim o pieprzu dwa ziarna;

A ta usługa tak marna

Stanie za wszystkie odpusty.

Bo słuchajcie i zważcie u siebie

Ze według bożego rozkazu:

Kto nie doznał goryczy ni razu,

Ten nie dozna słodyczy w niebie.

CHÓR.

Bo słuchajmy i zważmy u siebie,

Że według bożego rozkazu:

Kto nie doznał goryczy ni razu,

Ten nie dozna słodyczy w niebie.

GUSLARZ.

Aniołku! duszeczko!

Czego chciałeś, macie obie.

To ziarneczko, to ziarneczko,

Teraz z Bogiem idźcie sobie.

A kto proźby nie posłucha,

W imie Ojca, Syna, Ducha.

Widzicie pański krzyż?

Nie chcecie jadła, napoju,

Zostawcież nas w pokoju!

A kysz, a kysz!

CHÓR.

A kto prośby nie posłucha,

W imie Ojca, Syna, Ducha.

Widzicie pański krzyż?

Nie chcecie jadła, napoju,

Zostawcież nas w pokoju;

A kysz, a kysz! (widmo znika.)

GUSLARZ.

Już straszna północ przybywa,

Zamykajcie drzwi na kłódki;

Weźcie smolny pęk łuczywa,

Stawcie w środku kociół wódki.

A gdy laską skinę zdala,

Niechaj się wódka zapala.

Tylko żwawo, tylko śmiało.

STARZEC.

Jużem gotów.

GUSLARZ.

Daję hasło.

STARZEC.

Buchnęło, zawrzało

I zgasło.

CHÓR.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?

GUSLARZ.

Daléj wy z najcięższym duchem,

Coście do tego padołu

Przykuci zbrodni łańcuchem

Z ciałem i duszą pospołu.

Choć zgon lepiankę rozkruszy,

Choć was aniół śmierci woła;

Żywot s cielesnéj katuszy,

Dotąd wydrzéć się nie zdoła.

Jeżeli karę tak srogą

Ludzie nieco zwolnić mogą,

I zbawić piekielnéj jamy,

Któréj jesteście tak blisko;

Was wzywamy, zaklinamy

Przez żywioł wasz, przez ognisko!

CHÓR.

Mówcie komu czego braknie,

Kto z was pragnie, kto z was łaknie?

GŁOS za oknem.

Hej, kruki, sowy, orlice!

O wy przeklęte żarłoki!

Puśćcie mnie tu pod kaplicę,

Puśćcie mnie choć na dwa kroki.

GUSLARZ.

Wszelki duch! jakaż potwora!

Widzicie w oknie upiora?

Jak kość na polu wybladły;

Patrzcie! patrzcie, jakie lice!

W gębie dym i błyskawice,

Oczy nad głowę wysiadły,

Świécą jak węgle w popiele.

Włos rozczochrany na czele.

A jak suchy snop cierniowy

Płonąc miotłę ognia ciska;

Tak od potępieńca głowy

S trzaskiem sypią się iskrzyska.

GUSLARZ I STARZEC.

A jak suchy snop cierniowy

Płonąc miotłę ognia ciska;

Tak od potępieńca głowy

S trzaskiem sypią się iskrzyska.

WIDMO zza okna.

Dzieci! nie znacie mnie dzieci?

Przypatrzcie się tylko zbliska,

Przypomnijcie tylko sobie!

Ja nieboszczyk pan wasz dzieci!

Wszak to moja była wioska.

Dziś ledwo rok mija trzeci,

Jak mnie złożyliście w grobie.

Ach zbyt ciężka ręka boska!

Jestem w złego ducha mocy,

Okropne cierpię męczarnie.

Kędy noc ziemię ogarnie,

Tam idę szukając nocy;

A uciekając od słońca

Tak pędzę żywot tułaczy,

A nie znajdę błędóm końca.

Wiecznych głodów jestem pastwą;

A któż mię nakarmić raczy?

Szarpie mię żarłoczne ptastwo;

A któż będzie mój obrońca?

Niémasz, niémasz mękóm końca!

CHÓR.

Szarpie go żarłoczne ptastwo,

A któż mu będzie obrońca?

Niémasz, niémasz mękóm końca!

GUSLARZ.

A czegoż potrzeba dla duszy,

Aby uniknąć katuszy?

Czy prosisz o chwałę nieba?

Czy o poświęcone gody?

Jest dostatkiem mléka, chleba,

Są owoce i jagody.

Mów, czego trzeba dla duszy,

Aby się dostać do nieba?

WIDMO.

Do nieba?... bluźnisz daremnie...

O nie! ja nie chcę do nieba;

Ja tylko chcę żeby ze mnie

Prędzéj się dusza wywlekła.

Stokroć wolę pójść do piekła,

Wszystkie męki zniosę snadnie;

Wolę jęczéć w piekle na dnie,

Niż z duchami nieczystemi

Błąkać się wiecznie po ziemi,

Widzieć dawnych uciech ślady,

Pamiątki dawnéj szkarady;

Od wschodu aż do zachodu,

Od zachodu aż do wschodu,

Umiérać s pragnienia, z głodu,

I karmić drapieżne ptaki.

Lecz niestety! wyrok taki,

ZeŻe dopóty w ciele muszę

Potępioną włóczyć duszę;

Nim kto z was poddani moi,

Pożywi mię i napoi.

Ach jak mnie pragnienie pali!

Gdyby mała wody miarka!

Ach gdybyście mnie podali,

Choćby dwa pszenicy ziarka!

CHÓR.

Ach jak go pragnienie pali!

Gdyby mała wody miarka!

Ach gdybyśmy mu podali,

Choćby dwa pszenicy ziarka!

CHÓR ptaków nocnych.

Darmo żebrze, darmo płacze:

My tu czarnym korowodem,

Sowy, kruki i puhacze,

Niegdyś panku sługi twoje,

Któreś ty pomorzył głodem;

Zjemy pokarmy, wypijem napoje.

Hej sowy, puhacze, kruki,

Szponami, krzywemi dzioby

Szarpajmy jadło na sztuki!

Chociażbyś trzymał już w gębie,

I tam ja szponę zagłębię;

Dostanę aż do wątroby.

Nie znałeś litości panie!

Hej sowy, puhacze, kruki,

I my nie znajmy litości:

Szarpajmy jadło na sztuki,

A kiedy jadła nie stanie,

Szarpajmy ciało na sztuki,

Niechaj nagie świécą kości.

KRUK.

Nie lubisz umiérać z głodu!

A pomnisz, jak raz w jesieni

Wszedłem do twego ogrodu?

Gruszka dojrzewa, jabłko się czerwieni;

Trzy dni nic nie miałem w ustach,

Otrząsnąłem jabłek kilka.

Lecz ogrodnik skryty w chrustach

Zaraz narobił hałasu,

I poszczuł psami jak wilka.

Nie przeskoczyłem tarasu,

Dopędziła mię obława;

Przed panem toczy się sprawa,

O co? o owoce z lasu,

Które na wspólną wygodę

Bóg dał jak ogień i wodę.

Ale pan gniéwny zawoła:

„Potrzeba dać przykład grozy.”

Zbiegł się lud s całego sioła,

Przywiązano mię do sochy,

Zbito dziesięć pęków łozy.

Każdą kość, jak z kłosa żyto,

Jak od suchych strąków grochy,

Od skóry mojéj odbito!

Nie znałeś litości, panie!

CHÓR PTAKÓW.

Hej sowy, puhacze, kruki,

I my nie znajmy litości!

Szarpajmy jadło na sztuki;

A kiedy jadła nie stanie,

Szarpajmy ciało na sztuki,

Niechaj nagie świecą kości!

SOWA.

Nie lubisz umiérać z głodu!

Pomnisz, jak w kucyą samą,

Pośród najtęższego chłodu,

Stałam z dziecięciem pod bramą.

Panie! wołałam ze łzami,

Zlituj się nad sierotami!

Mąż mój już na tamtym świecie,

Córkę zabrałeś do dwora,

Matka w chacie leży chora,

Przy piersiach maleńkie dziecie.

Panie, daj nam zapomogę,

Bo daléj wyżyć nie mogę!

Ale ty panie bez duszy!

Hulając w pianéj ochocie,

Przewalając się po złocie,

Hajdukowi rzekłeś ścicha:

„Kto tam gościóm trąbi w uszy?

Wypędź żebraczkę do licha.”

Posłuchał hajduk niecnota,

Za włosy wywlekł za wrota!

Wepchnął mię z dzieckiem do śniegu!

Zbita i przeziębła srodze,

Nie mogłam znaleść noclegu;

Zmarzłam z dziecięciem na drodze.

Nie znałeś litości panie!

CHÓR PTAKÓW.

Héj sowy, puhacze, kruki,

I my nie znajmy litości!

Szarpajmy jadło na sztuki,

A kiedy jadła nie stanie,

Szarpajmy ciało na sztuki,

Niechaj nagie świecą kości.

WIDMO.

Nié ma, nié ma dla mnie rady!

Darmo podajesz talerze,

Co dasz, to ptastwo zabierze.

Nie dla mnie, nie dla mnie Dziady!

Tak, muszę dręczyć się wiek wiekiem,

Sprawiedliwe zrządzenia boże!

Bo kto nie był ni razu człowiekiem,

Temu człowiek nic nie pomoże.

CHÓR.

Tak, musisz dręczyć się wiek wiekiem,

Sprawiedliwe zrządzenia boże!

Bo kto nie był ni razu człowiekiem,

Temu człowiek nic nie pomoże.

GUSLARZ.

Gdy nic tobie nie pomoże,

Idźże sobie precz nieboże.

A kto proźby nie posłucha,

W imie Ojca, Syna, Ducha.

Czy widzisz pański krzyż?

Nie bierzesz jadła, napoju?

Zostawże nas w pokoju!

A kysz, a kysz!

CHÓR.

A kto proźby nie posłucha,

W imie Ojca, Syna, Ducha!

Czy widzisz pański krzyż?

Nie bierzesz jadła, napoju?

Zostawże nas w pokoju!

A kysz, a kysz! (widmo znika.)

GUSLARZ.

Podajcie mi przyjaciele,

Ten wianek na koniec laski.

Zapalam święcone ziele,

W górę dymy, w górę blaski!

CHÓR.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?

GUSLARZ.

Teraz wy pośrednie duchy,

Coście u tego padołu

Ciemnoty i zawieruchy,

ZyłyścieŻyłyście z ludźmi pospołu;

Lecz od ludzkiéj wolne skazy,

ZyłyścieŻyłyście nie nam, nie światu,

Jako te cząbry i slazy,

Ni z nich owocu, ni kwiatu.

Ani się ukarmi zwierzę,

Ani się człowiek ubierze.

Lecz w wonne skręcone wianki

Na ścianie wiszą wysoko.

Tak wysoko o ziemianki,

Była wasza pierś i oko!

Która dotąd czystém skrzydłem

Niebieskiéj nie przeszła bramy,

Was tém światłem i kadzidłem

Zapraszamy, zaklinamy.

CHÓR.

Mówcie komu czego braknie,

Kto z was pragnie, kto z was łaknie.

GUSLARZ.

A toż czy obraz Bogarodzicy?

Czyli anielska postać?

Jak lekkim rzutem obręcza

Po obłokach zbiega tęcza,

By z jeziora wody dostać;

Tak ona świéci w kaplicy.

Do nóg biała spływa szata,

Włos z wietrzykami swawoli,

Po jagodach uśmiéch lata,

Ale w oczach łza niedoli.

GUSLARZ I STARZEC.

Do nóg biała spływa szata,

Włos z wietrzykami swawoli,

Po jagodach uśmiéch lata,

Ale w oczach łza niedoli.

Duo.

GUSLARZ. I DZIEWCZYNA.

Guslarz.

Na głowie ma kraśny wianek,

W ręku zielony badylek,

A przed nią bieży baranek,

A nad nią leci motylek.

Na baranka bez ustanku

Woła, baś baś mój baranku,

Baranek zawsze zdaleka:

Motylka rózeczką goni,

I już, już trzyma go w dłoni;

Motylek zawsze ucieka.

Dziewczyna.

Na głowie mam kraśny wianek,

W ręku zielony badylek,

Przede mną bieży baranek,

Nade mną leci motylek.

Na baranka bez ustanku

Wołam, baś baś mój baranku,

Baranek zawsze zdaleka:

Motylka rózeczką gonię,

I już, już chwytam go w dłonie;

Motylek zawsze ucieka.

DZIEWCZYNA.

Arya.

Tu niegdyś w wiosny poranki

Najpiękniéjsza s tego sioła,

Zosia pasając baranki,

Skacze i śpiéwa wesoła.

La la la la.

Oleś za gołąbków parę

Chciał raz pocałować w usta;

Lecz i proźbę i ofiarę

Wyśmiała dziewczyna pusta.

La la la la.

Józio dał wstążkę pasterce

Antoś oddał swoje serce;

Lecz i z Józia i z Antosia

Smieje się pierzchliwa Zosia.

La la la la.

Recitativo.

Tak jest Zosią ja była, dziewczyna s téj wioski,

Imie moje u was głośne.

Ze chociaż piękna, nie chciałam zamęścia,

I dziewiętnastą przeigrawszy wiosnę,

Umarłam nie znając troski,

Ani prawdziwego szczęścia.

Zyłam na świecie; lecz ach! nie dla świata!

Myśl moja nazbyt skrzydlata,

Nigdy na ziemskiéj nie spoczęła błoni.

Za lekkim zefirkiem goni,

Za muszką, za kraśnym wiankiem,

Za motylkiem, za barankiem;

Ale nigdy za kochankiem.

Pieśni i fletów słuchałam rada:

Często kiedy sama pasę,

Do tych pastérzy goniłam stada,

Którzy mą wielbili krasę;

Lecz żadnego nie kochałam.

Za to po śmierci nie wiém, co się ze mną dzieje,

Nieznajomym ogniem pałam;

Choć sobie igram do woli,

Latam, gdzie wietrzyk zawieje,

Nic mię nie smuci, nic mię nie boli,

Jakie chcę wyrabiam cuda.

Przędę sobie z tęczy rąbki,

Z przezroczystych łez poranku

Tworzę motylki, gołąbki.

Przecież nie wiém, skąd ta nuda:

Wyglądam kogoś za każdym szelestem,

Ach i zawsze sama jestem!

Przykro mi, że bez ustanku

Wiatr mną, jak piórkiem pomiata.

Nie wiém, czy jestem s tego, czy s tamtego świata.

Gdzie się przybliżam, zaraz wiatr oddali,

Pędzi w górę, w dół, z ukosa:

Tak pośród pierzchliwéj fali

Wieczną przelatując drogę,

Ani wzbić się pod niebiosa,

Ani ziemi dotknąć nie mogę.

CHÓR.

Tak pośród pierzchliwéj fali

Przez wieczne lecąc bezdroże,

Ani wzbić się pod niebiosa,

Ani dotknąć ziemi nie może.

GUSLARZ.

Czego potrzebujesz duszeczko,

ZebyŻeby się dostać do nieba?

Czy prosisz o chwałę Boga,

Czy o przysmaczek słodki?

Są tu pączki, ciasta, mléczko,

I owoce i jagodki.

Czego potrzebujesz duszeczko,

ZebyŻeby się dostać do nieba?

DZIEWCZYNA.

Nic mnie, nic mnie nie potrzeba!

Niechaj podbiegą młodzieńce,

Niech mię pochwycą za ręce,

Niechaj przyciągną do ziemi,

Niech poigram chwilkę z niemi.

Bo słuchajcie i zważcie u siebie,

ZeŻe według bożego roskazu:

Kto nie dotknął ziemi ni razu,

Ten nigdy nie może być w niebie.

CHÓR.

Bo słuchajmy i zważmy u siebie,

ZeŻe według bożego roskazu:

Kto nie dotknął ziemi ni razu,

Ten nigdy nie może być w niebie.

GUSLARZ. (do kilku wieśniaków.)

Darmo bieżycie; to są marne cienie,

Darmo rączki ściąga biédna,

Wraz ją spędzi wiatru tchnienie.

Lecz nie płacz piękna dziewico!

Oto przed móją źrzenicą

Odkryto przyszłe wyroki:

Jeszcze musisz sama jedna

Latać z wiatrem przez dwa roki,

A po tém staniesz za niebieskim progiem.

Dziś modlitwa nic nie zjedna.

Lećże sobie s Panem Bogiem.

A kto proźby nie posłucha,

W imie Ojca, Syna, Ducha!

Czy widzisz pański krzyż?

Nie chciałaś jadła, napoju?

Zostawże nas w pokoju.

A kysz, a kysz!

CHÓR.

A kto proźby nie posłucha,

W imie Ojca, Syna, Ducha.

Czy widzisz pański krzyż?

Nie chciałaś jadła, napoju?

Zostawże nas w pokoju.

A kysz, a kysz! (dziewica znika.)

GUSLARZ.

Teraz wszystkie dusze razem,

Wszystkie i każdą zosobna,

Ostatnim wołam roskazem!

Dla was ta biesiada drobna;

Garście maku, soczewicy

Rzucam w każdy róg kaplicy.

CHÓR.

Bierzcie, czego któréj braknie,

Która pragnie, która łaknie.

GUSLARZ.

Czas odemknąć drzwi kaplicy,

Zapalcie lampy i świécy.

Przeszła północ, kogut pieje,

Skończona straszna ofiara;

Czas przypomnieć ojców dzieje.

Stójcie...

CHÓR.

Cóż to?

GUSLARZ.

Jeszcze mara!

CHÓR.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?

GUSLARZ. (do jednéj z wieśniaczek.)

Pasterko, ot tam w żałobie...

Wstań, bo czy mi się wydaje,

Czy ty usiadłaś na grobie?

Dziatki! patrzajcie dla Boga!

Wszak to zapada podłoga,

I blade widmo powstaje;

Zwraca stopy ku pasterce,

I stanęło tuż przy boku.

Zwraca lice ku pasterce,

Białe lice i obsłony,

Jako śnieg po nowym roku.

Wzrok dziki i zasępiony

Utopił całkiem w jéj oku.

Patrzcie, ach patrzcie na serce!

Jaka to pąsowa pręga,

Tak jakby pąsowa wstęga,

Albo jak sznurkiem korale,

Od piersi aż do nóg sięga.

Co to jest, nie zgadnę wcale!

Pokazał ręką na serce,

Lecz nic nie mówi pasterce.

CHÓR.

Co to jest, nie zgadniem wcale.

Pokazał ręką na serce,

Lecz nic nie mówi pasterce.

GUSLARZ.

Czego potrzebujesz duchu młody?

Czy prosisz o chwałę nieba?

Czyli o święcone gody?

Jest dostatkiem mléka, chleba,

Są owoce i jagody.

Czego potrzebujesz duchu młody,

ZebyŻeby się dostać do nieba? (widmo milczy)

CHÓR.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?

GUSLARZ.

Odpowiadaj maro blada!

Cóż to, nic nie odpowiada?

CHÓR.

Cóż to, nic nie odpowiada?

GUSLARZ.

Gdy gardzisz mszą i piérogiem,

Idźże sobie s Panem Bogiem;

A kto proźby nie posłucha,

W imie Ojca, Syna, Ducha!

Czy widzisz pański krzyż?

Nie chciałeś jadła, napoju?

Zostawże nas w pokoju.

A kysz, a kysz! (widmo stoi.)

CHÓR.

A kto proźby nie posłucha,

W imie Ojca, Syna, Ducha!

Czy widzisz pański krzyż?

Nie chciałeś jadła, napoju.

Zostawże nas w pokoju.

A kysz, a kysz!

GUSLARZ.

Przebóg! cóż to za szkarada?

Nie odchodzi, i nie gada!

CHÓR.

Nie odchodzi i nie gada!

GUSLARZ.

Duszo przeklęta, czy błoga,

Opuszczaj święte obrzędy!

Oto roztwarta podłoga,

Kędy wszedłeś, wychodź tędy.

Bo cię przeklnę w imie Boga. (po pauzie)

Precz stąd na lasy, na rzeki,

I zgiń przepadnij na wieki! (widmo stoi.)

Przebóg! cóż to za szkarada?

I milczy i nie przepada!

CHÓR.

I milczy i nie przepada!

GUSLARZ.

Darmo proszę, darmo gromię,

On się przeklęstwa nie boi.

Dajcie kropidło z ołtarza...

Nie pomaga i kropidło!

Bo utrapione straszydło

Jak stanęło, tak i stoi,

Niemo, głucho, nieruchomie,

Jak kamień pośród cmentarza.

CHÓR.

Bo utrapione straszydło

Jak stanęło tak i stoi,

Niemo, głucho, nieruchomie,

Jak kamień pośród cmentarza.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?

GUSLARZ.

To jest nad rozum człowieczy!

Pasterko! znasz tę osobę?

Wtém są jakieś straszne rzeczy.

Po kim ty nosisz żałobę?

Wszak mąż i rodzina zdrowa?

Cóż to! nie mówisz i słowa?

Spójrzyj, odezwij się przecię!

Czyś ty martwa, moje dziecię?

Czegoż uśmiéchasz się? czego?

Co w nim widzisz wesołego?

CHÓR.

Czegoż uśmiéchasz się? czego?

Co w nim widzisz wesołego?

GUSLARZ.

Daj mnie stułę i gromnicę,

Zapalę, jeszcze poświęcę.

Próżno palę, próżno święcę,

Nie znika przeklęta dusza.

Weźcie pasterkę pod ręce,

Wyprowadźcie za kaplicę.

Czegoż oglądasz się? czego?

Co w nim widzisz powabnego?

CHÓR.

Czegoż oglądasz się? czego?

Co w nim widzisz powabnego?

GUSLARZ.

Przebóg, widmo kroku rusza!

Gdzie my z nią, on za nią wszędzie...

Co to będzie, co to będzie?

CHÓR.

Gdzie my z nią, on za nią wszędzie.

Co to będzie? co to będzie?

Sigue explorando

Por su autor
Adam Mickiewicz · 173 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Dwa słowa (Mickiewicz)Dzień dobry (Mickiewicz) →

Expediente

Autor
Adam Mickiewicz
Título
Dziady część II
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-dziady-czesc-ii--adam-mickiewicz-208050
Cita recomendada
Adam Mickiewicz, «Dziady część II», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-dziady-czesc-ii--adam-mickiewicz-208050.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.