CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAdam Naruszewicz

Adam Naruszewicz · Ilustración

Dyament

polaco

Na zapał oczu, a serca ślepotę

W szkodliwą porę więzień wydobyty,

Leżałem długo, gdzie i kruszce złote,

W skalistych matki wnętrznościach ukryty;

Póki bez zbytków, niewinna potrzeba

Miewała dosyć na szukaniu chleba.

Próżniacki Murzyn, znalazszy przypadkiem,

Dał mię swawolnym dzieciom dla zabawy.

Nie byłem w owych krajach cudem rzadkiem.

Dziki wędrownik zbójeckiemi nawy

Przybywszy do nas, losy me odmienił:

Panów mych wyciął, a perły ocenił.

Ledwom zawitał do białego świata,

Pod trzema zamki z wielą innych braci,

Długi męczennik twardego warstata

Nabyłem lepszéj, choć mniejszéj postaci.

Kto na mnie spojrzał, każdy się sposobił;

Jedenby ukradł, drugiby zarobił.

Pan mój w nadmorskim handlujący mieście,

(Gades je nazwał dziejopisca stary),

Przedał Holendrom za dukatów dwieście;

Ale ci drożéj biorąc za towary,

Zdarli Francuza; jak to zawsze bywa:

Jeden drugiego bliźni oszukiwa.

Przemyślny Francuz użył lepszéj rady.

Mało na świecie naga waży cnota.

Kształtnie do złotéj wprawił mię osady.

Trzykroć mą cenę podniosła robota.

Niejeden w kramie o mnie się powadził;

Polak mię kupił, bo wszystkich przesadził.

Nie mógł się jednak długo ze mną bawić.

By się za fraszki kupione opłacił,

Musiał mię z Hagi żydowi zastawić,

Co się szachrajstwem w Paryżu bogacił.

Ciężkim go prawem dłużnicy gonili.

Jam swą niewolą wyrwał go z Bastyli.

Połowny Icyk (boć to nie nowina

Tracić zastawę, kto z terminu zboczył),

Przedał mię z zyskiem w ręce Ormianina.

U tego-m w górę w sześcioro podskoczył.

Byłem tam owdzie drogo taksowany,

Wszedłem do Lwowa nieoszacowany.

Nie tyle razy faworyt we dworze,

Ni się przyjaciel odmienia kupiony,

Nie tyle gładka kokietka w humorze,

Nie tyle kruszec w Prusach przetopiony, —

Wielem na różnych palcach ja połyskał.

Czasem mój dawca stracił, czasem zyskał.

Niémasz na świecie, jak polska korona,

Gdzieby tak wiele dary mocy miały.

Ja-m dawał liznąć prałatom symona,

Ja-m zrywał sejmy, burzył trybunały,

A z jednéj ręki przechodząc na drugą,

Cuda-m wyrabiał przedajną usługą.

Blaskiem mym tknięty, mownie patron szczeka,

Choć sprawa była w prawdę nieobfita.

Ja-m w szersze gorsy panienki przewlekał

I potajemne wydawał sancyta.

Kto mię darował, był pewny wygranéj;

Sam Judasz został kanonizowany.

Błądząc po różnych ludziach, jak po lesie,

Trafiłem — wstyd i mówić naostatek —

Gaszek mię jeden oddał swéj metresie

Na długich potym miłości zadatek.

A ta na starość zostawszy dewotką,

Przecież mą dolę uczyniła słodką.

Ociec Gaudenty, który mądrze radził,

By jéj zbawienie otrzymała dusza,

W złoty mię wieniec misternie osadził

Na skroń świętego Dezyderyusza.

Lecz i tu, widzę, niedługie me byty;

Puszczono goło święte Jezuity.

1776, XIII, 247 — 251.

Sigue explorando

Por su autor
Adam Naruszewicz · 143 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Dwa drzewa (1915)Dziecięciu nowourodzonemu →

Expediente

Autor
Adam Naruszewicz
Título
Dyament
Lengua
polaco
Época
Ilustración
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-dyament--adam-naruszewicz-95960a
Cita recomendada
Adam Naruszewicz, «Dyament», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-dyament--adam-naruszewicz-95960a.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.