CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAdam Mickiewicz

Adam Mickiewicz · Romanticismo

Dumania w dzień odjazdu (Mickiewicz, 1899)

polaco

Cóż — choć miasto porzucę, choćby z oczu znikli

Mieszkańce, którzy do mnie sercem nie przywykli,

Mój wyjazd nie okryje nikogo żałobą,

I ja nie chcę łzy jednej zostawić za sobą!

Skąd mi tu żal niewczesny staje u podwojów?

Raz jeszcze do samotnych wracam się pokojów,

Jakbym czegoś zapomniał; wzrok mój obłąkany

Jeszcze wraca się żegnać przyjacielskie ściany.

One śród tylu ranków, śród nocy tak wielu,

Z cierpliwością słuchały mych westchnień bez celu.

Przy tem oknie częstokroć wieczór przesiedziałem,

Wyglądając, nie wiedząc, czego wyglądałem.

Wstałem, gdy mię znudziła tożsamość widoków,

Budząc echa łoskotem mych samotnych kroków.

Znowu ode drzwi ku drzwiom błądzę bez zamiaru,

Liczę takt w takt żelazne stąpanie zegaru,

Lub szeptania robaczka, co gdzieś utajony

Zdaje się, że kołace do drzwi swojej żony.

Blizki ranek. Czekają woźnice natręty.

Bierzcie te kilka książek i te drobne sprzęty.

Jedźmy! Jak niewitany przestąpiłem progi,

Tak odjeżdżam; nikt dobrej nie życzy mi drogi.

Pamiętam, kiedy młody, z lubej okolicy,

Od przyjaciół kochanych, od mojej dziewicy,

Jechałem i patrzyłem, i pomiędzy drzewy

Słyszałem głosy, chustek widziałem powiewy:

Płakałem. — Miło płakać, póki wiek namiętny.

Stokroć boleśniej płacze starzec obojętny!

Młodemu lekko umrzeć. On, nie znając świata,

Myśli żyć w sercu żony, przyjaciela, brata;

Ale starzec, co z życia zdjął szatę obłudy,

Niewierzący w nadludzkie, ani w ludzkie cudy,

Zna, że całkiem na wieki zamyka się w grobie.

Dlatego smutno mi, cudze miasto, po tobie.

Wsiadajmy; nikt na drodze trumny nie zatrzyma,

Nikt jej nie poprowadzi, chociażby oczyma,

I wracając do domu, lica łzą nie zrosi

Na odgłos dzwonka poczty, co me zejście głosi.

Jak po błoniu kwitnącem kolorami tęczy,

Przelatuje samotnie mdły kwiatek pajęczy,

Zdmuchniony gdzieś daleko z uwiędłej gałęzi,

Chociaż napotka różę i w majowej więzi,

Pragnąc odpocząć, martwą zaplącze się dłonią...

Znowu go wichry zedrą i dalej pogonią:

Tak ja nieznane imię, cudzoziemskie lice,

Nosiłem przez te ludne place i ulice,

I roje pięknych niewiast spotykałem codzień;

Chcą mię poznać — dlaczego? — że jestem przychodzień!

Dziatwa pędzi motyla, póki zdala świeci;

Złowi — spojrzy i ciska: niechaj dalej leci!

Lećmy! szczęściem zostały pióra do powrotu,

Lećmy i nigdy odtąd nie zniżajmy lotu!

Odessa 29 października 1825.

Sigue explorando

Por su autor
Adam Mickiewicz · 173 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Drugi ułamek z improwizacyiDwa słowa (Mickiewicz) →

Expediente

Autor
Adam Mickiewicz
Título
Dumania w dzień odjazdu (Mickiewicz, 1899)
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-dumania-w-dzien-odjazdu-mickiewicz-1899--adam-mickiewicz-b04a1f
Cita recomendada
Adam Mickiewicz, «Dumania w dzień odjazdu (Mickiewicz, 1899)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-dumania-w-dzien-odjazdu-mickiewicz-1899--adam-mickiewicz-b04a1f.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.