CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJózef Mączka

Józef Mączka · Modernismo

Droga Legionów

polaco

O drogo nasza! O »drogo Legionów«

przez krwawe tęsknot rzucona bezdroże!

Wężem idąca wśród śmierci zagonów

w one dalekie za górami zorze,

gdy krzyk się z piersi wyrywał jedyny:

»Do polskiej ziemi! Do polskiej krainy!«

O góro, góro drzewami szumiąca

jakże nam twoje dłużyły się stoki!

Omdlenie stopę o kamień potrąca,

a szybsze coraz stawają się kroki —

iż rzucasz ziemie dalekie i obce,

a tam — graniczne gdzieś na szczytach kopce!...

Ponad przepastne wieszając się jary

szliśmy drzew zwartych nieprzebytą gęstwą...

Znał trudy nasze odwieczny las stary,

i naszych siekier niestrudzone męstwo —

Ławą się drzewa waliły i kłody

pod juczne mnogich taborów pochody!

Bies tam nad nami w czarne huczał noce,

burzą nawałnic idący nam w tropy...

Pracę rąk wielu łamały złe moce,

mosty jesienne zrywały roztopy, —

woda sosnowych pniów zmywała dyle,

mierzwiła ruszty, jak zeschłe badyle...

Aż się nas uląkł Zły — i ściszył burze...

Tedy się szronem stężyła wraz droga —

a nieprzerwanym już sznurem ku górze

szły wciąż tabory, które męka sroga

dyszących koni na strome zakręty

parła, przez szlak ten oślizły i kręty..

Co dnia tam końskie mnożyły się padła,

rychło szkieletem żółtawym świecące —

Nad niemi kruków upiorne wahadła

czarnemi skrzydły w powietrzu drgające,

lub ówdzie — wozów połamane gnaty —

znaczyły drogę — tej polskiej krucyaty...

Chwilo pamiętna! Rzewna nieskończenie —

gdyśmy raz pierwszy stanęli na szczycie!

Snem się nam zdały graniczne kamienie,

snem chmurki białe na niebios błękicie,

snem ustawione przy kopcu armaty,

lśniące tryumfem — zwycięskiej krucyaty!

Coś — ci się mieni w oczach — mgła jakowaś...

rzewność cię bierze niemęska i słaba, —

że wnet Ojcze — nasz odmawiasz i Zdrowaś —

i — gdyby nie wstyd — ⟨żeś »żołnierz — nie baba«⟩,

przypadłbyś z płaczem do ziemi tej łona:

O ziemio, ziemio! Ty ziemio rodzona!...

Jako lawina — co śniegu kruszyną

z gór lecąc, rośnie w żywiołu potęgę, —

tak pułki nasze ze szczytów w dół spłyną

z pieśnią na ustach — na onych pól wstęgę —

rosnąc w zapału lot i w ducha moce, —

ów pęd — co wszelkie zapory druzgoce!...

Wróg, — co tam na nas czatował już w dole,

jął pierzchać zdala, jak stado płochliwe

trwożnych gazeli, już nasze patrole

szczuły — w pościgu swym nieustępliwe

jak psa, co z rzadka się tylko odszczeka,

gdy ujrzy zwierza srogiego zdaleka!

··················

O góro, góro — ileż jeszcze razy

mieliśmy ciebie przemierzyć krokami!

Gdy zmienne losów wojennych rozkazy

zawieją gromów huczały nad nami —

gdy na wstecz były pochody zwrócone,

a serca — w tam tą zaklęte wciąż stronę!

Gdy mołotkowskie owe przyszły boje,

gdzie wróg przemożną otoczył nas siłą,

znowuśmy leśne miewali postoje

nad twoich grzbietów pozębioną piłą,

znów biorąc w siebie moce lawinowe

na boje nowe — na zwycięstwa nowe!

...Zima nadeszła — i śnieżne zawieje

wieszały białe po stokach całuny...

Od sinych Karpat wiatr mroźny powieje,

i w drzew napięte uderza wciąż struny —

Las się nam kłania wiechami białemi

i puchy miękie rozściela po ziemi...

— A potem mrozów chwyciły nas kleszcze,

iż marzły warty w odległym parowie...

Śmiertelnych chłodów szły po ludziach dreszcze

i białych grobów urosło wnet mrowie —

sosnowym krzyżem mogiłki znaczone,

twarzami — w tam tą zaklęte wciąż stronę! —

O góro, góro! Stawałaś nad nami

w snach — do białego podobna upiora!

Straż przed onemi sprawując bramami,

za które dusza ulatuje skora...

Byłaś nam strzygą upiorną — i zmorą —

w snach wyobraźnię nawiedzając chorą!...

...A drogą szły precz z amunicyą juki,

iż bój trwał wieczny w Zielonej okopach...

Ciągły tam łomot słyszałeś i stuki

ciał, spadających po oślizłych słupach —

koni i wozów druzgotanych jęki —

żeś zwracał oczy — od krwawej tej męki!

Powrotnym szlakiem szły rannych transporty,

których śmierć w białe nie przyjęła wrota...

Znał wróg nasz opór, i — »sieryje czorty«

zwały nas Mochy, — więc to nie dziwota,

że wóz szpitalny wciąż skrzypi na drodze, —

że tam — bez jęku — człowiek cierpi srodze!...

Nieraz w noc ciemną — na leśnem pustkowiu,

gdy wichr nad wozem wydziwia swe harce —

przy wilczych ślepiów dalekiej latarce

ranny krzyż dojrzy — w mogiłki wezgłowiu...

więc siną ręką znak radosny czyni:

»bądź pozdrowiony... bracie... na pustyni!«

I śmielej w niebo spogląda znów potem —

i śle modlitwę przez szklane źrenice

za tych, co padli tam wspólnym pokotem

przy »kulomiotów« dalekiej muzyce —

za Polskę — siebie — za żywych w obozie —

i lżej mu — zdala — umierać na mrozie...

··················

Na szczycie góry krzyż stoi wyniosły —

Golgoty naszej korona cierniowa...

Ręce żołnierzy nabożnie go w zniosły...

bagnetem ryte wyczytasz tam słowa:

...»szliśmy przez góry, przez rzeki i wały

»do Ciebie Polsko i dla Twojej chwały!«

I jest symbolensymbolem ten krzyż — świętej Sprawy,

co weszła z nami w te góry i lasy —

szczytowym znakiem wielkiej Czynów nawy,

czynów, — co ponad przestrzenie i czasy,

przez sine morza — i przez Alp krawędzie

żywiły Polskę — i niosły ją wszędzie!...

...Pomniku — wyższy nad piramid czoła!...

...tak zadumany nad nami wysoko...

Tyś patrzał na nas — jak Stróża Anioła

orędownicze — opiekuńcze oko —

Ty będziesz świadczyć o nas — w przyszłe wieki —

pielgrzymko synów naszych w czas daleki!

Pod krzyżem stoi warta... Czasem w nocy,

gdy gwiazdy wzejdą na niebieskiej błoni —

żołnierz — ów tułacz bezdomny, sierocy,

pomarzy chwilkę oparty na broni —

w dalekich grzbietów wpatrzony widziadła,

na których tęskność księżyca usiadła...

Jakieś mu dawne zwidują się mary

w srebrnych konturach... tatrzańskie li szczyty?...

...chat kalenice?... czy gród jakiś stary —

Lwów... kiedyś — wrogom na zawsze odbity...

Maryackie wieże? —————————

——————————————

——————————————

To potem — jasne odwróci w las oczy —

i słucha szmerów w dalekiej pomroce...

Niedźwiedź to w zdycha w boru?... czy wilk kroczy?

czy serce w piersiach tak silnie łomoce

żalem — nadzieją — i głuchą tęsknotą —

wpatrzone w marzeń złotych — łunę złotą!!

··················

Pamiętam jedną noc... Spiesząc z rozkazem,

wstrzymałem konia na chwilę przy szczycie...

⟨Wytchnienia szukał człowiek i koń razem —⟩

Na wyiskrzonym gwiazdami błękicie

księżyc tam wstawał z za gór — ognia łuną, —

i rozpłomienił białe śniegów runo!...

I Pantyr stanął dumny w swojej krasie...

las go ramiony tęsknemi ogarnie...

widmowe blaski drzewa brały na się,

dalekich szczytów spłonęły latarnie,

a nad ich zrębów koronkę iglastą

w snach się jakoweś czarowało — Miasto!

Ściany pałaców jak wzorzyste krosna...

nad niemi — wieżyc kolumnada dumna...

A w tem — wyniosła — i smukła jak sosna

strzeliła w górę — Zygmunta kolumna! —

...więc pierś modlitwą zaniosła się łzawo —

a usta szepcą: Warszawo!... Warszawo!...

O Grodzie stary! Lechicki Ty Grodzie!

Miasto najświętsze — o miasto Ty krwawe!...

— Umiłowane jak klejnot w narodzie —

— ukrzyżowane wielekroć — za Sprawę!...

Zali Cię ujrzym jeszcze — choć zdaleka —

zali się serce tych cudów doczeka?!...

Idziem do Ciebie przez krew — i przez jęki

tą drogą cierpień — i tęsknot — żarliwą...

my — z pod Raszyna — my z pod Ostrołęki

rozsianych prochów — dojrzałe dziś żniwo...

Zali — przez sprzecznych zawichrzeń mrok gęsty —

słyszysz Ty grodzie Orłowych piór chrzęsty?!

Zali Ty poznasz nas — i nasze czyny,

gdy przyjdziem męką ran naszych pokutni —

żeśmy są Ojców — niewyrodne syny,

— tak na śmierć wierni — jeno bardziej smutni!

Żeśmy — poczęta w bolach i w miłości —

krew z krwi serdecznej Ich — i kość z Ich kości!!

Piotrków, 21 maja 1916 r.

Sigue explorando

Por su autor
Józef Mączka · 48 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Do pamiętnika ChorążynyDziewczyno moja! →

Expediente

Autor
Józef Mączka
Título
Droga Legionów
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-droga-legionow--jozef-maczka-a0c63b
Cita recomendada
Józef Mączka, «Droga Legionów», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-droga-legionow--jozef-maczka-a0c63b.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.