CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaKlemens Junosza

Klemens Junosza · Modernismo

„Dobrze“

polaco

Snop złocistych promieni zajaśniał na wschodzie...

I zbladły gwiazdy nocne.. i pierzchnęły cienie...

I otoczyło ziemię światło i promienie,

Rozsypując brylanty po rosach i wodzie,

Która się falą srebrną w strumieniach przelewa.

W lesie ptasząt gromada dzień witała pieśnią

I harmonijnym szmerem coś szeptały drzewa;

Ogrody się kwitnącą bieliły czereśnią,

Nad polami szybował jastrząb w locie szparki,

I w powietrzu się ważył i zataczał kręgi;

Z złotej wierzby gałęzie spływały jak wstęgi

I słychać było głosy pastuszej fujarki...

I dzwonek co z kościelnej odzywał się wieży...

Z lasów dochodził zapach balsamiczny, świeży,

Na łąkach drobne kwiatki podnosiły głowy,

Obciążone perłami życiodawczej rosy...

I skowronek nad polem wznosił się w niebiosy,

Witając skromną pieśnią piękny dzień majowy.

Nad moczarami tylko mgła jak upiór blada,

Zdawała się uciekać przed jasności gońcem,

I kiedy ją promieni zalała kaskada,

Bladła, bladła i nikła... wstydząc się przed słońcem.

Wiatr rozpędził do reszty kochankę moczarów,

I zdmuchnął ją i zepchnął z bagien i topielisk...

A sam uderzył w sosnę krzepką jak obelisk,

Rozdarł się na pniu twardym — i umknął gdzieś w parów...

Obudziła się ziemia — i jak wioska długa

Z każdej chaty wychodził człowiek i na pole

Szedł — ciężkie woły pierwej zaprzągłszy do pługa,

By orać ziemię żyzną.

Tuż zaraz przy siole

Był kawałeczek ziemi, brzozy na nim rosły,

Z za parkanu jaśminy wychylały liście,

Przy wrotach krzyż drewniany stał czarny, wyniosły...

I wszystko tu milczało jakoś uroczyście,

Nie słychać było gwaru ani ludzkich głosów.

Jakiś starzec stuletni, w wieńcu srebrnych włosów

Któremi wiatr powiewał niby białą szmatą,

Stał do połowy w grobie i rzucał łopatą

Ziemię czarną na stronę, nucąc psalm pokutny;

Szum drzew wtórował z cicha owej pieśni smutnej,

Przyglądały się ptaszki, patrząc z ramion krzyży,

A starzec się zagłębiał niżej, coraz niżej,

Że już mu tylko białą widać było głowę...

Wszedłem i z stróżem grobów zacząłem rozmowę.

— Ojcze co wy robicie?

— Toć widzita sami,

Grób kopię. Zawdy człowiek ma z temi grobami!

Bo trza zrobić porządnie, niech-ta na ostatek

Nieboszczyk w dobrem miejscu najdzie sobie statek,

Boć tu w onej kolebce wiekować mu trzeba..

Ot i lepiej — odzienia już nie chce i chleba,

I gradów się nie boi...

— Prawda...

— A no, niby —

Śmierć nas tu het pakuje, jak do kosza grzyby;

Trza iść, nic nie poradzi... trzeba umrzeć święcie...

— I dawno-to już dziadku macie to zajęcie?

— Ho! ho! co ja tu panie ludzi naukładał!

To precz moja robota!!... Bóg los taki nadał,

Więc wola jego święta. Tułał się człek wiele,

Potem, do dom wróciwszy, służę przy kościele.

— I nie smutno wam dziadku?

— Eh nie, nie markotno,

Tu je dobrze... o dobrze!...

..................

Pod brzozą samotną

Usiadłem, co opodal stała na uboczu.

Dziad poszedł dosyć żwawo i zniknął mi z oczu.

Do otwartego grobu wpadał snop promieni,

Ślizgał się po mogiłach, po świeżej zieleni,

I złocił główki kwiatów...

Z pochyloną głową,

Ważyłem w smutnych myślach każde starca słowo.

— Tu je dobrze! powiedział — dobrze... prawda szczera,

W tem schronieniu się cisza i spokój zawiera.

Tu namiętności gasną, źródło łez wysycha,

Tu milknie rozpacz wściekła i tęsknota cicha.

— Tu je dobrze! jak słusznie siwy dziad powiedział...

Tu pogrzebany wszelki przywilej i przedział.

I idealna równość panuje wszechwładnie...

„Tu je dobrze“! tu słońce, gdy się do snu kładnie,

Wślizga się po przez bluszczów listki i powoju,

I grobom pocałunek przesyła pokoju...

...................

Nazajutrz znów jutrzenka jaśniała na wschodzie,

Znów zbladły gwiazdy nocne i pierzchnęły cienie,

A ziemię otoczyło światło i promienie,

Rozsypując brylanty po rosach i wodzie,

Która się srebrną falą w strumykach przelewa.

Po nad świeżą mogiłą lekki wiatr powiewa...

Chwieje smutnie listkami wierzba i brzezina,

Umarłego czas jakiś ktoś we wsi wspomina,

A potem pamięć o nim jak mgła się rozwiewa,

Jak ta blada kochanka bagien i topielisk,

Co się rankiem jak upiór po nad niemi snuje...

Człowiek umarł... lecz ludzkość stoi jak obelisk;

A któż w takim ogromie cegiełki rachuje?...

Sigue explorando

Por su autor
Klemens Junosza · 83 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Do panny MalwinyDopóki mówić nie zacznie o sobie →

Expediente

Autor
Klemens Junosza
Título
„Dobrze“
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-dobrze--klemens-junosza-659a8f
Cita recomendada
Klemens Junosza, «„Dobrze“», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-dobrze--klemens-junosza-659a8f.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.