Nie są wojewodo zacny! czasy po temu,
Abych, czyniąc zwyczajowi dosyć dawnemu,
Uszy twoje lutnią bawił abo pieśniami;
Co inszego człowiek musi mieć przed rękami,
Widząc okiem, co się dzieje: zewsząd powstają
Srogie wiatry, zewsząd strachu ludziom dodają
Chmury czarne, gradu pełne i trzaskawice;
Oracz pola bogu zleca i swe winnice,
A pasterz multanki pod płaszcz kryjąc za czasu
Wraca bydło ku domowi z pustego lasu;
We wsiach zielem kurzą, każdy o sobie czuje;
I mnie taż bojaźń, co insze, i strach zdejmuje.
Przeto nie dziw, że umilkły me głośne strony
Widząc niebo rozgniewane i wiek strwożony.
Jednak szkoda puścić się tak zgoła nadzieje,
Bo to wszytko przyrodzonym biegiem się dzieje:
Raz chmury panują i grom srogi, a potem
Bóg obdarza świat pogodą i słońcem złotem.
Owa jeszcze dobrze będzie; a co drugiego,
Padnieli źle, więc rozumem podeprzeć tego.