CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAdam Naruszewicz

Adam Naruszewicz · Ilustración

Do Stanisława Augusta, Króla Polskiego, W. Książęcia Lit. etc.

polaco

Czasie! co na obłoki wsiadszy żartkolotne,

Porywasz śmiertelnego życia dni niewrotne,

A żadnym nieujęty w swym biegu wędzidłem,

Pędzisz je do wieczności, cichym lecąc skrzydłem;

Któraż moc twéj się kiedy oparła potędze,

By jéj nie potargała, jak pajęczéj przędze,

Ręka twa wielowładna? Ty narody liczne,

Ty w martwych rumach grzebiesz miasta niebotyczne;

Ty młodość smutnym zbiegłych lat przypraszasz śrzonem,

Suchym czynisz, co było pięknym i zielonem;

A co chwila, zmykając z sił naszych ukradkiem,

Niespodzianym nakoniec grozisz im upadkiem!

Cóż to, czyli powszechne kiedy brzmi wesele,

Żałosne, lutni moja, śmiesz wywodzić trele?

A nie raczéj, z tym panu serc życzliwych gronem,

Winne chęci oświadczać wdzięcznorymnym tonem?

Sercem się tym oświadczam, królu ukochany,

Które nie zna ku tobie nikczemnéj odmiany,

Iżbym ci lat ustąpił własnych w podarunku,

Gdyby to w ludzkim kiedy mogło być szafunku.

Lecz co komu zamierzył raz dawca istoty

I twardemi wykował w dyamencie młoty,

Nie odmieni znikoma ręka, ani zdoła

Nieścignionego czasu wartkie cofnąć koła.

Stąd się ciesz, cny monarcho, że nie zbiega marnie,

Ni twego mgłą niepomną wieku nie ogarnie;

Lecz pod stępel wieczności i potomnéj sławy

Wszystkie twoje przeważne pilnie kładzie sprawy.

On dobroć serca twego i stateczność dziwną,

Czy to w wypogodzoną, czy w chwilę przeciwną;

On twą mądrość, on wsparcie nauk pożytecznych,

On hojność niewymowną poda do ksiąg wiecznych.

Nie ten u mnie żył długo, kto wiek przeżył długi,

Lecz kto życie wielkiemi ozdobił zasługi,

I na swym stopniu stojąc, tak się dobrze sprawił,

Że żal z słodką pamięcią dziedzicem zostawił.

Jako bystry Erydan, nim swój nurt ochynie

W nieprzebrodzonym morzu, im go bliżéj płynie,

Tym się barziéj rozszerza, a mnogiemi wody

I karmi i napawa przyległe narody; —

Próżno mu przemysł ludzki silne rzuca tamy

I w kute z twardych ciosów pragnie ująć bramy;

Przez skaliste zawory, przez więzy ich stalne

Prowadzi, wziąwszy górę, warty tryumfalne; —

I lubo długim nader pędem spracowany,

Wchodzi licznemi wroty w oceańskie ściany,

Przecież i w obcym domu gość niepospolity

Trzyma, nie znając kresu, bieg swój rodowity: —

Tak, o wielki monarcho! im cię w dalsze lata

Powszechny śmiertelnego los prowadzi świata,

Tym większemi twe serce, serce bez przywary,

Gotowe uszczęśliwić swą ojczyznę dary.

Lecz to Bóg dla swych końców odwiecznym wyrokiem

Grubym chciał przed oczyma zasłonić obłokiem,

I troski rozlicznemi, jako kruszec złoty,

Doświadcza twéj, o zacny królu, dzielnéj cnoty.

Różne ma sława drogi, różne do niéj stopnie:

Jeden pomyślnym torem aż na sam wierzch dopnie,

Drugi się drze po skałach; lecz większe nadgrody

Odbiera, kto trudniejsze zwyciężył przeszkody.

Przyjdzie czas, że po srogiéj tylu lat powodzi

Znowu się pięknym słońcem niebo wypogodzi,

I każdy (wszak sercami Bóg władnie) to przyzna,

Że króla kochańszego nie miała ojczyzna.

Co, jeśli tak przeciwne zrządziły niebiosy,

Żebyś dłuższą wiódł walkę z zawisnemi losy:

Czyliż, że wiatr powiewa zewsząd nieżyczliwy,

Ten być przestanie wielkim, kto nie jest szczęśliwy?

Czyliż się zawsze człeku śmiertelnemu zdarzy,

Że się z pomyślnym skutkiem chęć jego skojarzy?

Albo ten tylko nawy zdolny sternik, który

Niezbłaganego morza złamał gwałt ponury?

Nie chciał-że widziéć kiedy szczęśliwéj ojczyzny

Arpin w boską wymowę, Kato w rozum żyzny?

Niéma miejsca wymowa, niéma skutku rada:

Bóg tak zrządził; stój ludzka chęci: Rzym upada.

Nie zaćmią złe przygody nigdy wielkiéj dusze.

Rzadko fortuna z cnotą zawiera sojusze:

Jéj-to dzieło z tym sercem wieść wojnę najbardziéj,

Co mając dosyć z siebie, jéj podchlebstwem gardzi.

A nad wszytkie przypadki, w górę wyniesione,

W twierdzy swéj niewinności ma pewną ochronę,

Kędy w miłym ufaniu wiodąc pokój złoty,

Śmieje się, że nań zazdrość gnuśne ciska groty.

Lecz potomność, co nie zna na oczach zasłony,

I na prawdzie zakłada tron nieporuszony,

Skąd patrząc bystro pozad na wieki upłynne,

Waży na niepomylnéj szali zdania gminne:

Ta ci, Królu, w wieczności, kędy nie uszkodzi

Żaden zły język, sławą obfitą nagrodzi;

Że póki dzień za nocą, noc za dniem popłynie,

Nigdy twe imię w uściech potomnych nie zginie.

1771, III, 97 — 107.

Sigue explorando

Por su autor
Adam Naruszewicz · 143 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Do Stanisława Augusta, Króla Polskiego, W. Książęcia Lit. (Błędna starożytności...)Do Stanisława Augusta, Króla Polskiego, W. Książęcia Lit., nauk i uczących się Ojca →

Expediente

Autor
Adam Naruszewicz
Título
Do Stanisława Augusta, Króla Polskiego, W. Książęcia Lit. etc.
Lengua
polaco
Época
Ilustración
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-do-stanisawa-augusta-krola-polskiego-w-ksiazecia--adam-naruszewicz-b1c1b6
Cita recomendada
Adam Naruszewicz, «Do Stanisława Augusta, Króla Polskiego, W. Książęcia Lit. etc.», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-do-stanisawa-augusta-krola-polskiego-w-ksiazecia--adam-naruszewicz-b1c1b6.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.