O moja dobra, moja nadobna,
Możem ja zmartwił cię mimo chcenia,
Kiedym ci mówił, żeś ty podobna
Greckim posągom z kamienia? —
Ale nie mogłem mówić inaczéj,
Gdym się zapatrzył na rysy one,
Jakby antykom greckim kradzione,
A zimne — żem był bliski rozpaczy.
I jak poganin jaki klęczałem
PzredPrzed tym posągiem milczącym, białym.
Dopiero kiedyś prośbą wzruszona,
Gdyś z pedestału w moje ramiona
Zstąpiła z całą twych czarów siłą —
Czułem, że serce w posągu było. —
I nie poganin już — kochać muszę
Bardziéj niż posąg, posągu duszę,
I nie bożyszczem z kamienném czołem
Jesteś mi więcéj, ale aniołem. —
1862.