Krom dobrej sławy, która z cnoty roście,
Nie posiadł człowiek nic trwałego proście:
Siłę i gładkość lata precz odnoszą,
A żałość tudzież w tropy za roskoszą.
Fortuna z nami igra jako z dziećmi;
Dziś panem będziesz, jutro siadaj z kmiećmi.
Cnoty nikt nie ma, jeno sam od siebie,
A też do śmierci nie puści się ciebie;
A gdy cię w niebo między bogi wzniesie,
Sławę po świecie szeroko rozniesie.
Tem twój dziad Firlej, Mikołaju! słynie;
A póki Wisła, póki Niepr popłynie —
Ten na południe, ona na północy —
Chwała trwać będzie jego spraw i mocy.
Więc i cnotliwy syn ojca nie wydał,
Ku czci dziedzicznej swoję własną przydał;
Bo mężnie z placu spierając pogany,
Duszę cną wylał przez poczciwe rany.
Szlachetne roty! których martwe głowy
Chowa i chować będzie brzeg bugowy,
Sławna śmierć wasza, sławne męztwo wszędzie;
A żadny wiek tak niewdzięczny nie będzie,
Aby posługi wasze znakomite
Były potomkom przyszłym kiedy skryte.
A ty Firleju! bądź życzliwy moim
Nowotnym rymom, abych przodkom twoim
Tem snadniej służył; a już mię nie wodzi
Tam, gdzie Pegazów sławny zdrój wychodzi.