Jeśli to rada widzisz, a życzysz mi tego,
Abych prze cię używał frasunku wiecznego,
Cóż ci rzec, dziewko sroga: poprawdzie iam tobie
Inaczey to zdziałał, a co dziś na sobie
Odnoszę, dzieie mi się nad moie zasługi,
Ledwo taki na świecie niefortunny drugi:
Czego daley chcesz po mnie? czy ieszcze wątpliwa
Moia chęć przeciw tobie? noc w myślach teskliwa,
I te ogniste gwiazdy rozsiane po niebie
Swiadkiem, że nic milszego nie mam okrom ciebie.
Czy zgoła nie chcesz, abyś sługę zemnie miała?
Poprawdzie, by się miłość z rozumem sprzągała,
Wzgardaby miała ruszyć każdego, a iużby
Lepiey się odrzec zaraz i pana, i służby,
Ale co potym? miłość ma swe obyczaie,
Zna co lepiey, a przedsię przy gorszym zostaie,
A ty, ieśli nadzieię chcesz o łasce swoiey
Zgasić wemniewe mnie, iuż dawno pragniesz śmierci moiey.